Filmy o Kaszubach dawnego pogranicza

czwartek, 30 sierpnia 2012 r., 14:02
fot. nadesłane

Tematyka przedwojennego pogranicza kaszubskiego towarzyszyła siódmemu już spotkaniu w ramach II Festiwalu Filmów Kaszubskich w Miszewku, który zmierza już ku końcowi. Wyświetlano "Kaszubskie abecadło" Zofii Ołdak z 1985 roku pokazujące skomplikowaną sytuację na pograniczu bytowskim.

Głównym bohaterem dokumentu jest Stanisław Szroeder, obecnie sędziwy już emerytowany nauczyciel mieszkający w Kłącznie (powiat bytowski), któremu zdrowie nie pozwoliło na przybycie. Przybył za to redaktor naczelny "Pomeranii", Dariusz Majkowski.

- Teraz mam okazję przekonać się osobiście, że nie są to żadne mity o wysokiej frekwencji na pokazach festiwalowych - mówił redaktor, który nieczęsto ma sposobność mówić do tak licznej widowni, jak każdorazowo przybywa na projekcje. A mówił głównie odnosząc się do drugiego filmu o tytule "Nadole" z 1978 roku, również ukazującego niezwykle ciekawą, a zwłaszcza dramatyczną, sytuację wsi w XX-leciu międzywojennym.

- Zamieszkałem właśnie w tej wsi przed kilkoma laty, gdy pracowałem w Radio Kaszëbë. Muszę stwierdzić w odniesieniu do słów prowadzącego to spotkanie, że kaszubszczyzna w Nadolu jest nadal wciąż bardzo żywa. Znam już niemal wszystkich mieszkańców. Mówię z nimi wyłącznie po kaszubsku, oczywiście także z własnymi dziećmi - podkreślał szef "Pomeranii".

Przed wojną Nadole, które leży na lewym brzegu Jeziora Żarnowieckiego, było polską enklawą całkowicie pozbawioną szans obrony przed najeźdźcą z zachodu. Obecnie jest to bogata letniskowa wieś, zaś wówczas była rybacką osadą, w której - jak mówiła bohaterka reportażu - życiu towarzyszył ciągły strach. Nie inaczej było na pograniczu bytowskim, znanym choćby z głośnej wojny palikowej, w efekcie której część osad koło Borowego Młyna została przydzielona Polsce. Wielu Kaszubów walczących wtedy o polskość ucierpiało po wkroczeniu Niemiec, między innymi ojciec Stanisława Szroedera, Antoni, ścięty toporem w berlińskim więzieniu.

- Mam wrażenie, że z tygodnia na tydzień filmy są ciekawsze. To jest dla mnie ogromna dawka wiedzy o Kaszubach. O wielu rzeczach nie miałam pojęcia. Już czekam na następne spotkanie - podkreślała Izabella Maszk z Kolbud, która jest stałym uczestnikiem seansów.

Również co tydzień zawsze przyjeżdża kilku prezesów oddziałów Zrzeszenia Kaszubsko - Pomorskiego, na przykłąd z: Żukowa, Sianowa, Prokowa, Kolbud, Chmielna, Somonina, a nawet odległych Łęczyc.

- Festiwal jest świetną inicjatywą. Pokazuje, że mamy jednak sporo bardzo ciekawych filmów o naszym regionie. Uważam, że powinny być pokazane też w innych miejscowościach. Chciałbym, żeby idea festiwalu rozeszła się na całe Kaszuby - uważa Zbigniew Byczkowski, prezes z Łęczyc, który już po ubiegłorocznym festiwalu zorganizował jedno spotkanie z projekcją filmu na swoim terenie.

Rzecz ta na tyle go zafascynowała, że osobiście rozpoczął skuteczne poszukiwania w zbiorach Wytwórni Filmów Fabularnych i Dokumentalnych materiałów filmowych o Kaszubach. Plon tych działań także prezentowano na kolejnych spotkaniach z filmem w restauracji "Mùlk". W ostatni czwartek pokazano filmik z 1938 roku o warsztacie garncarskim Neclów z Chmielna oraz o rybakach z okolic Pucka. Spotkanie od strony kulinarnej wspaniale wzbogaciło Koło Gospodyń Wiejskich z Pępowa.

nadesłane/Jan Dosz


Nie ma jeszcze żadnych opinii do tego artykułu. Masz szansę skomentować go jako pierwszy.