Gminy Kartuzy nie stać na kolejną zmarnowaną kadencję

czwartek, 13 listopada 2014 r., 17:30
fot. BK

Kontynuując ocenę gospodarzy samorządów powiatu kartuskiego przeanalizowaliśmy dokonania burmistrza Kartuz Mirosławy Lehman. Zarządzana przez nią gmina zajęła przedostatnie miejsce w naszym rankingu, ustępując jedynie gminie Somonino. Ostatnie cztery lata nie dorównują udanej kadencji 2006-2010. Czy stoimy już na krawędzi upadku?

Gmina Kartuzy jako jedyna na przestrzeni czterech lat zanotowała jednoczesny spadek dochodów i wydatków w porównaniu do 2010 roku. Doszło do tego, że dochody w przeliczeniu na jednego mieszkańca są najniższe w całym powiecie. Nie uratowały ich nawet podnoszone co roku stawki podatków. Słabe wyniki odnotowała w obszarze inwestycji i pozyskiwania środków. Jest także najbardziej zadłużoną gminą w powiecie. Wyraźnie nie wykorzystała stojących przed nią możliwości. Dla porównania miasto Kościerzyna, które miało mniej szans na pozyskanie środków zewnętrznych, zainwestowało dwa razy więcej środków i pozyskało 2,5 raza więcej funduszy niż Kartuzy w przeliczeniu na jednego mieszkańca.

Dobiega końca kampania wyborcza, można więc ocenić w pełni program wyborczy obecnego burmistrza. Nieudolna próba manipulacji danymi ma nas przekonać, abyśmy ponownie jej zaufali. W swoich materiałach wyborczych Mirosława Lehman twierdzi, że w ostatnich latach na inwestycje drogowe wydano 70 mln zł. Tymczasem w latach 2011-2014 gmina Kartuzy zainwestowała łącznie 54 mln zł, a budowano nie tylko drogi. Podobnie swobodne podejście stosuje przy podawaniu informacji o zadłużeniu twierdząc, że przez osiem lat jej rządów współczynnik zadłużenia się nie zmienił. Wynosił 34 proc. i dalej wynosi tyle samo. Tymczasem na koniec 2006 roku zadłużenie gminy Kartuzy wynosiło 18 mln zł, co stanowiło 30 proc. dochodów. W 2010 roku wzrosło do 47 mln zł przy wskaźniku 46 proc., a obecnie na koniec 2014 roku ma wynieść 52 mln zł co stanowi 51 proc. planowanych dochodów.

W trakcie mijającej kadencji doszło nawet do tego, że najbogatsza gmina w powiecie utraciła płynność finansową i musiała wziąć kredyt by móc spłacić poprzednie zobowiązania. Gmina nie jest w stanie spłacać także tego kredytu i uiszcza tylko odsetki, bez rat kapitałowych. Za samą obsługę tylko tego kredytu będzie trzeba zapłacić 754.199 zł. Należy pamiętać, że zaciągnięte kredyty będziemy spłacać aż do 2027 roku, czyli jeszcze przez cztery kolejne kadencje, płacąc cały czas haracz na rzecz banków.

Jeżeli przy ocenie kadencji 2011-2014 mielibyśmy brać pod uwagę tylko ilość środków wydanych na inwestycje, to kwota 54,39 mln zł wygląda skromnie przy 81,95 mln zł zainwestowanych w latach 2007-2010. W mijającej kadencji udało się uzyskać ze środków zewnętrznych zaledwie 2/3 z kwoty 30 mln zł, które pozyskano w poprzedniej. Dla przykładu mniejsze Sierakowice w tym samym okresie wydały 74 mln zł, a pozyskały 24 mln zł.

W przyszłej kadencji nie będzie nawet możliwy do osiągnięcia pułap inwestycji z minionych czterech lat, gdyż gmina wydaje na obsługę długu ponad 4 mln zł rocznie, a na inwestycje pozostaje mniej niż 8 mln zł. Oznacza to brak zdolności do wykonania dużych inwestycji bez dalszego zadłużania gminy. Już w tej kadencji, by wykonać plan inwestycyjny, co roku zaciągano kolejne zobowiązania.

Przy ogromnych potrzebach inwestycyjnych, gdy niezbędne są znaczne środki na kanalizację, drogi i szkoły, trzeba liczyć się z każdą złotówką. Priorytetem powinna być infrastruktura i poprawa warunków życia mieszkańców, a dopiero potem zbytki. Z tego względu należałoby wstrzymać się od wydawania pieniędzy na niepotrzebne i nieprzemyślne inwestycje, nawet wtedy, gdy można na nie uzyskać dofinansowanie. Kompletnie niezrozumiałe jest wydawanie pieniędzy na figury rybaka z kotem, czy rysunki 3D. Środki i czas poświęcony na napisanie i rozliczenie wniosków o dofinansowanie można było przeznaczyć na bardziej potrzebne projekty.

Gmina Kartuzy nie jest aż tak bogata, aby inwestować bez wsparcia środków zewnętrznych i na kredyt, na przykład w takie obiekty jak Kartuskie Centrum Kultury. Przykładem nieprzemyślanej i niedokończonej inwestycji jest Centrum Sportów Wodnych i Promocji Regionu na Złotej Górze, któremu brak parkingów i kąpieliska. Wydano 6 mln zł a zapomniano o podjeździe dla wózków na ostatnich 10 metrach schodów. Także na Ławkę Asesora można wjechać wózkiem tylko do połowy. Aby podziwiać widoki matki muszą dźwigać wózki. Jako mało rozsądne należało by wskazać targowisko zwierzęce, wybudowane na wydzierżawionym na 10 lat gruncie, bez wcześniejszego zbadania opinii mieszkańców zarówno w kwestii lokalizacji, jak i jego funkcjonalności.

W ostatnich latach wielokrotnie wskazywaliśmy na bezprawne działania burmistrza. Nasze poważne wątpliwości wzbudził zakres danych osobowych żądanych w deklaracjach śmieciowych, wykraczający nawet poza to, co chciałby wiedzieć o nas urząd skarbowy. Burmistrza interesowało nawet to, kto z kim mieszka i w jakich stosunkach osobistych się znajduje. Do dzisiaj nie wiadomo, co stało się z tak pozyskanymi informacjami. Kilkukrotnie niezrozumiały pośpiech spowodował rozpoczęcie inwestycji bez wymaganych prawem budowlanym pozwoleń. Przykładem jest remont ulicy Dworcowej, który znalazł swój finał w sądzie, oraz taras na Złotej Górze, gdzie utracono dotację i wydano blisko trzykrotność tego co planowano. Przez stypendia wypłacone niezgodnie z przepisami gmina musiała też zwrócić 80.000 dotacji. Radni dowiedzieli się o tym z naszego portalu. Nie tylko o tym.

Problemy w komunikacji to główna bolączka mijającej kadencji. I to na wielu płaszczyznach. Burmistrz-Rada. Gmina-Powiat. Burmistrz-Media. Poprzez niemożliwość osiągnięcia porozumienia, nie zrealizowano chociażby rewitalizacji Rynku. Wydano znaczne sumy na opracowania, które ostatecznie wylądowały w koszu. Burmistrz nie mogła też, ze szkodą dla mieszkańców, dojść do zgody w kwestii użytkowania ulicy Chmieleńskiej będącej pod zarządem nadleśnictwa. Przez dwa zimowe sezony droga była zamknięta. Niewywiązywanie się z umów z mieszkańcami Borowa spowodowało realne zagrożenie nie rozliczenia w terminie projektu budowy kanalizacji dla Dzierżążna, Borowa i Sitna, i zwrotu 13 milionów dotacji, o czym ostrzegaliśmy przez ponad dwa lata. Burmistrz utrudniała też przeprowadzenie konsultacji społecznych ws. podziału gminy i zmanipulowała niezgodne z jej punktem widzenia wyniki. Notorycznie nie wywiązywała się też z obowiązku udostępniania informacji publicznej, o którą musieliśmy walczyć w sądzie. Sąd kilkukrotnie upominał burmistrza, włącznie z ukaraniem jej grzywną. Zamiast informować, prowadziła za publiczne pieniądze polemikę z dziennikarzami na łamach prasy oraz na gminnej stronie internetowej.

Wymowne jest też to, że Mirosława Lehman rządzi bez zastępców. W poprzedniej kadencji pierwszym zastępcą był Tomasz Brzoskowski, odpowiedzialny między innymi za inwestycje i pozyskiwanie środków. Jego zaangażowanie przełożyło się na sukces poprzedniej kadencji. Po wyborze na wójta Stężycy, zastąpiła go Anna Bajerska. Zarówno ona, jak i Hanna Pionk, nie dotrwały do końca. Obie odeszły na własną prośbę. Nasuwają się pytania: czy zastępcy byli źli, czy może nie chcieli firmować swoim nazwiskiem spraw, z którymi się nie zgadzali? Z urzędu odeszło też kilku pracowników, którzy posiadali wysokie kwalifikacje. Niektórzy z nich pracują dla innych samorządów. Podobna sytuacja miała miejsce w szkołach, gdzie "wymieniono" mających własne zdanie dyrektorów.

Analizując program wyborczy wyraźnie widać, że włodarzowi Kartuz brakuje wizji rozwoju gminy. Jedyne co obiecuje wyborcom, to dokończenie już rozpoczętych w tej kadencji działań. Nie wiadomo w jakim kierunku ma rozwijać się miasto i gmina w perspektywie wielu lat.

Kadencja, która zgodnie z hasłem wyborczym z 2010 roku miała być "kontynuacją dobrych działań", jest zapowiedzią upadku. Z ogromnym zadłużeniem i niemożliwością inwestowania, gmina pozbawiona jest perspektyw. Przykro to stwierdzić, ale sąsiednie samorządy stają się bardziej przyjazne dla przedsiębiorców i dla mieszkańców. W najbliższych latach dystans pomiędzy nami jeszcze się zwiększy. Nie bez winy pozostają też radni, którzy w znacznej większości są pozbawieni własnego zdania, a ich rola na sesjach ograniczała się jedynie do głosowania.

Dobry gospodarz myśli długoterminowo. Tego w planach Mirosławy Lehman naszym zdaniem nie widać.

Gminy Kartuzy nie stać na dalsze marnowanie szans w kolejnych czterech latach.

Bartosz Kitowski
Anna Lehmann

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.