Radni gminy Kartuzy 2010-2014 - tak ich zapamiętamy!

piątek, 14 listopada 2014 r., 11:34
fot. archiwum

Najbarwniejszą radą kadencji 2010-2014 naszym zdaniem była rada gminy Kartuzy. Dostarczyła ona mediom najwięcej pracy. Obrady były gorące. Często dyskusje nie miały nic wspólnego z merytoryczną wymianą zdań. W trakcie kadencji nastąpił przewrót i zmieniła się koalicja rządzącą.

Przez ostatnie lata radni dostarczyli nam zarówno rozrywki, jak i wielogodzinnych bezcelowych przepychanek słownych. Atmosfera panująca na sali prawie zawsze była gorąca. Do legendy przejść powinny kilkugodzinne debaty nad programem sesji.

W połowie kadencji doszło do przewrotu. Współrządzące przez siedem lat Porozumienie Samorządowe zostało wykluczone. Niemal w całości usunięto prezydium i komisję rewizyjną, a stało się to tuż przed uchwałą nad absolutorium.

Obserwując pracę radnych, odnosiło się wrażenie, że wielu z nich nie miało swojego zdania, albo nie chciało go wyrazić. Bywało ich tak, że głosowali nie wiedząc nawet nad czym, co dali wyraz uchwalając chociażby regulamin utrzymania porządku i czystości na terenie gminy. Tym samym nierzadko pełnili jedynie funkcję maszynek do głosowania.

Z trudnością dochodzili do konsensusu, bądź go nie osiągali powodując paraliż i niemożliwość realizacji wielu planów tej kadencji. Swój udział w tym miała także burmistrz Kartuz.

Co ciekawe, aż troje radnych ubiega się w nadchodzących wyborach o fotel burmistrza Kartuz.

Poniżej prezentujemy subiektywną, opartą na naszych spostrzeżeniach ocenę poszczególnych radnych. Sylwetki radnych przedstawiamy w kolejności alfabetycznej.

Henryka Antczak - najbardziej aktywna radna. Zabierała głos na niemal każdej sesji. Mówiła dużo, choć nie zawsze zrozumiale. Prawdziwa opozycjonistka. Tropicielka afer. W pełni zaangażowana we wszystko czego się podejmuje. Brała w obronę mieszkańców uciśnionych przez burmistrza. Ostatnio przyznała, że nic nie wie na temat finansów gminy. Zapewne przez to, że na kserokopiach głosowanych projektów budżetu literki były małe i nieczytelne, na co wielokrotnie zwracała uwagę. Kandyduje na burmistrza.

Tadeusz Belgrau - zaktywizował się, gdy doszedł do wniosku, że tereny wiejskie w zachodniej części gminy są dyskryminowane. Na znak protestu stanął na czele komitetu podziału gminy na miejską i wiejską. Doprowadził do konsultacji społecznych.

Józefa Byczkowska - gracz roku. Na sesjach zwykle się nie udzielała. Dużo słuchała i się uśmiechała. Po przewrocie w radzie zasiadła w komisji rewizyjnej. Zapamiętaliśmy posiedzenie, na którym jej udział ograniczył się do trzech stwierdzeń: "dzień dobry", "nie mam pytań", "do widzenia". Nie mogła uczestniczyć we wszystkich, gdyż musiała być w pracy.

Daniel Dobka - wiceprzewodniczący rady. Jedyny, który przetrwał pogrom prezydium. Wierny lehmanista.

Edmund Dunst - studziciel emocji. Jak sam się określił - jest człowiekiem daleko posuniętego kompromisu. Ostatni rok funkcjonował jako przewodniczący rady. Nie panował nad obradami. Spędzał czas głównie na uspokajaniu radnych, co rzadko mu się udawało. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że nie ma wpływu na współpracę na linii gmina-powiat. Zamierza teraz spróbować w radzie powiatu.

Ryszard Duszyński - obalony przewodniczący rady. Jako szef rady dla "dobra" gminy wolał nie mówić głośno o pojawiających się problemach. Później zmienił zdanie. Żegnając się ze stanowiskiem podkreślił to słowami "Władza upaja i otumania. Kto wejdzie pomiędzy wrony kracze tak jak one. Mnie na całe szczęście to nie dotyczy". Stał się najbardziej aktywnym krytykiem burmistrza, zwłaszcza na posiedzeniach komisji rewizyjnej. Zagorzały przeciwnik misia Bruno. Uważa, że ma on smutną twarz. Bulwersuje go przyczepiona do uszka karteczka: "Z serdecznymi życzeniami - Mirosława Lehman".

Mieczysław Gołuński - były burmistrz i główny oponent obecnego. Znany z długich krytycznych wystąpień. Nie raz z rekwizytami, takimi jak rolka papieru toaletowego. Po przewrocie wszedł do prezydium rady, co dla wielu było szokiem. Jego klub tego nie wytrzymał i się rozszedł. Dyżurny kandydat na burmistrza.

Ryszard Herbasz - współpracownik władzy. Obrońca Mirosławy Lehman. Często atakował jej oponentów. Gdy to nie pomagało, wnosił o zakończenie dyskusji.

Kazimierz Kalkowski - był obecny na sesjach. Swojego zdania nie prezentował. Głosował zgodnie z wolą burmistrza. Pamiętamy, że raz się wstrzymał.

Mariusz Kasprzak - w poprzedniej kadencji zaliczył epizod pełnomocnika burmistrza, w tej był przewodniczącym komisji rewizyjnej. Zmuszony do przejścia do opozycji, po pozbawieniu go funkcji. Nie chciał się z tym pogodzić i kwestionował ważność uchwały usuwającej go ze stanowiska. Bezskutecznie. Próbował też zmienić niekorzystne dla niego granice okręgów jednomandatowych. Ostatecznie odpuścił sobie bycie radnym. Nie kandyduje.

Ewa Klein - weszła do rady w miejsce zmarłego Zygmunta Kwidzińskiego. Angażowała się w sprawy spółdzielców, w szczególności związane ze śmieciami. Nie wdawała się w puste dyskusje. Radni stanęli w jej obronie odmawiając wyrażenia zgody na zmiany w jej umowie o pracę ze Spółdzielnią Mieszkaniową "Kaszuby".

Zygmunt Konkol - pływał między opozycją a koalicją. Ostatecznie dał się przekonać do objęcia przewodnictwa w komisji rewizyjnej. Jako przewodniczący sprawiał wrażenie, że nie chciał wyjaśnić żadnej sprawy do końca, choć miał takie możliwości. Kandyduje na burmistrza.

Edmund Kotłowski - wieczny koalicjant. Specjalista od wyrażania wdzięczności. Gdy inni krytykowali, on zawsze miał za co podziękować. Od lat kandyduje z ugrupowania burmistrza. Niezależnie od tego kto nim aktualnie jest.

Mirosław Paczoska - starał się nie rzucać w oczy. Rzadko zabierał głos. Swój stosunek do zaciąganych pożyczek określił stwierdzeniem "oddać to będzie już musiała przyszła rada".

Jerzy Pobłocki - w poprzedniej kadencji pełnił funkcję przewodniczącego rady, w obecnej wiceprzewodniczącego. Zaciekły krytyk budowy targowiska w obecnej formie. Odwołany z prezydium. Zaangażowany w tworzenie wizji rewitalizacji miasta. Zwolennik kostki brukowej.

Leszek Przewoski - nieetatowy asystent burmistrza. Zawsze stał u jej boku. W połowie kadencji awansował na wiceprzewodniczącego rady. Starał się nie opuścić żadnych spotkań towarzyskich i przecinania wstęg.

Paweł Rybakowski - skupiony na swojej miejscowości, sprawy gminy go niezbyt interesowały. Był gotów złożyć mandat, aby powstał chodnik w Prokowie. Członek komitetu utworzenia gminy wiejskiej Kartuzy. Pokazał burmistrzowi żółtą kartkę apelując, aby odebrała to jako ostatnie ostrzeżenie i apel o zmianę polityki.

Piotr Serkowski - specjalista od oświaty. Znacznie zaktywizował się po przejściu do opozycji. Często zabierał głos. Nie bał się zadawać trudnych pytań.

Arkadiusz Socha - kadencję rozpoczął w opozycji, a zakończył w koalicji. Kiedy podejmowano kluczową uchwałę nad udzieleniem absolutorium był nieobecny na sali. Burmistrz wybiegła po niego. Przybiegł krzycząc "Ja jestem za!". Głosowanie powtórzono. Chciałby, żeby posiedzenia rady umilał pianista.

Leszek Szymański - wyróżnienia za frekwencję raczej nie dostanie. Jak już się pojawił, to zawsze miał coś do powiedzenia. Zajmowały go sprawy zawodowe. Będzie mógł im się teraz bardziej poświęcić. Nie ubiega się o reelekcję.

Jacek Wesołowski - głos rozsądku w czasie problematycznych dyskusji. Potrafił się zdystansować i spojrzeć na sprawy szeroko. Nie wdawał się w przepychanki słowne.

Anna Lehmann
Bartłomiej Gruba
Bartosz Kitowski

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.