Ksiądz nie wpuścił bezdomnej na plebanię w trosce o własne bezpieczeństwo?

piątek, 3 kwietnia 2015 r., 14:42
fot. internet

W nocy z niedzieli na poniedziałek w centrum Kartuz nasza czytelniczka zauważyła starszą kobietę, całkowicie przemoczoną i zmarznietą. Wraz ze swoim mężem postanowiła zaprowadzić ją do pobliskiej plebanii, tam jednak nie uzyskała pomocy. Ksiądz nie otworzył drzwi, swoją decyzję tłumaczy strachem przed obcymi o tak późnej porze.

Zaniepokojeni widokiem na kartuskim deptaku osamotniej kobiety w środku nocy, nasi czytelnicy postanowili sprawdzić czy wszystko z nią w porządku, przy okazji robiąc dla niej coś do jedzenia i ciepłą herbatę, aby mogła się ogrzać.

- Ku memu zdziwieniu na miejscu zastałem kobietę, którą znałem z widzenia, a którą niejednokrotnie w przeszłości podwoziłem do jej pracy - pisze nasz Czytelnik.

- Gdy próbowałem ustalić co się stało i dlaczego w nocy przemoczona siedzi w deszczu na deptaku, powiedziała, że została wyrzucona przez własnego syna z domu. Chociaż poczułem od niej woń alkoholu, to po tym co mi powiedziała nie zdziwiłem się za bardzo, że po takim zdarzeniu kobieta topiła swe smutki - dodaje.

Mężczyzna postanowił poszukać więc pomocy dla kobiety w pobliskiej parafii św. Kazimierza.

- Zadzwoniłem na domofon i gdy odebrał ksiądz, przeprosiłem z powodu późnej pory, ale zaznaczyłem, że jest pilna potrzeba, gdyż starsza, przemoczona i przemarznięta kobieta potrzebuje pomocy. Ku memu zdziwieniu ksiądz, nawet nie pytając o szczegóły, odmówił jakiejkolwiek pomocy. Powiedział cytuję: "nie świadczymy takich usług" dodając, żebyśmy się udali do ośrodka dla bezdomnych kobiet. Natomiast, gdy poprosiłem przynajmniej o możliwość ogrzania się kobiety i wypicia ciepłej herbaty, którą zresztą sam przyniosłem, to ksiądz ponownie odmówił, powtarzając, iż nie świadczą takich usług - tłumaczy nasz czytelnik.

- W zbliżającym się okresie Wielkiej Nocy, Kościół nawołuje do miłości i pomagania innym, lecz niestety jak doświadczyliśmy tego sami, często co innego księża głoszą z ambony, a co innego robią. Oczywiście nie demonizując wszystkich duchownych - pisze nasz Czytelnik.

Szczęśliwie w pobliżu przejeżdżał radiowóz. Policjanci zaproponowali pomoc i odwieźli kobietę do szpitala, gdyż z powodu wyziębienia mogła potrzebować pomocy medycznej.

Cały incydent potwierdza proboszcz, ksiądz Ryszard Różycki. Kobiety nie wpuścił na plebanię w trosce o bezpieczeństwo.

- Nie mamy monitoringu na parafii, skąd mogłem wiedzieć kto jest po drugiej stronie domofonu? Zrobiłem to, co mogłem czyli wytłumaczyłem tej osobie, że są dwie możliwości pomocy tej kobiecie: albo policja czy pogotowie, albo też zgłoszenie się z nią do przytułku dla osób bezdomnych przy ulicy Jeziornej - mówi ks. Ryszard Różycki.

Zdarzenie zdaniem księdza jest zwyczajną prowokacją, wymierzoną w niego.

- Skoro znał tę kobietę, proponował jej herbatę to czemu nie dopełnił do końca swojego obowiązku? Dla mnie cała ta sprawa nosi znamiona prowokacji, ktoś po prostu chciał sprawdzić, czy Różycki jest o drugiej w nocy na czatach - stwierdził proboszcz.

MSz

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.