Lata, żeby pokazać to, czego inni zobaczyć nie mogą

wtorek, 19 lipca 2016 r., 16:55
fot. MD-Z

Był 2002 rok. Na jednym z plakatów młody fotoreporter znalazł informację o lotach balonem. Zaintrygowany wizją przygody i podniebnej podróży postanowił skorzystać z okazji. Widok, który zobaczył z góry postanowił uwiecznić na fotografiach. Od tego czasu wzbił się w niebo kilkadziesiąt razy, balon zmienił na samolot, a jego zdjęcia stały się wizytówką pięknej ziemi kaszubskiej. Mowa o Arturze Socha, który jest policjantem z powołania i podniebnym fotoreporterem z pasji.

Jego lotnicze zdjęcia podziwiać można w wielu miejscach powiatu kartuskiego, zdobią foldery turystyczne, tablice informacyjne. Wypełniły dwie części albumu "Kaszuby z nieba widziane". Artur Socha dziś pracuje jako dzielnicowy w Komendzie Powiatowej Policji w Kartuzach. Fotograficzna pasja towarzyszy mu od dzieciństwa. Pierwszy aparat, gdy był dzieckiem, przysłał mu z Ameryki tata. Na początku uwieczniał na zdjęciach przy różnych okazjach rodzinę. Potem fotografował dla "Głosu Kaszub", następnie dla "Dziennika Bałtyckiego". Po kilku latach postanowił wstąpić do policji, jednak fotografia lotnicza pozostała jego największym hobby. W czerwcu odbył kolejną podniebną wyprawę. Przywiózł z niej spory plik zdjęć.

- Staram się latać przynajmniej raz do roku. Każda wyprawa jest ciekawsza, bo widać, jak zmienia się nasz region. Podczas pierwszych lotów zmiany nie były tak widoczne, teraz jest wiele nowych ulic, domów, sal, rond i skrzyżowań. Świat z lotu ptaka wygląda zupełnie inaczej - opowiada.

Pierwszy lot

Kilkanaście lat temu latanie dla cywilów nie było taką prostą sprawą. Aby wzbić się w niebo po raz pierwszy, musiał dopełnić wielu formalności.

- Żeby móc polecieć w pierwszy lot balonem musiałem napisać do Departamentu Lotnictwa w Ministerstwie Infrastruktury. Musiałem podać informacje o tym, czym będę leciał, na jakiej wysokości i jak długo. Wymagano też dokładnego planu lotu. Musiałem też załączyć swój życiorys, wszystko dokładnie sprawdzano. W 2004 roku przepisy uległy zmianie, dziś jest prościej - opowiada podniebny fotograf.

Po kilku latach przesiadł się do samolotu. Dzięki temu nie jest uzależniony od warunków atmosferycznych, może pokonać większy dystans i w znacznie krótszym czasie.

- Czym się różni latanie balonem od latania samolotem? Lot balonem to totalny spokój. Znajdując się 500 m nad ziemią można usłyszeć sarnę chodzącą w lesie. Wokół czujesz spokój i harmonię. Balonem jednak trudniej jest dotrzeć w niektóre miejsce, bo lecisz z wiatrem. By odbyć taki lot muszą być określone warunki atmosferyczne. Czasem trzeba tygodniami czekać na odpowiedni dzień, musi być spokój, cisza i duża różnica temperatur, dlatego lata się wcześnie rano lub wieczorem. Samolotem lecisz z prędkością 200 kilometrów na godzinę i koncentrujesz się na tym, by złapać jak najlepsze ujęcie - opowiada Artur Socha.

Plan lotu to podstawa

Każdy lot musi zostać dokładnie przemyślany i zaplanowany. Przed wyborem daty, trzeba sprawdzić prognozy pogody, potem wstępnie opracować trasę.

- Śledzę prognozy pogody w specjalistycznych serwisach i sprawdzam, jaka będzie w określonym czasie. Rano przed lotem, należy się jeszcze upewnić, czy pogoda się nie popsuje. Mam też własny sposób na sprawdzenie przejrzystości powietrza. Jest takie miejsce na wylocie z Kartuz, gdzie zatrzymuję się i sprawdzam, czy widać dobrze Dzierżążno. To odległość około 2-3 km. Jak widać, to znaczy, że lot będzie udany. Oczywiście pilot też zawsze mnie informuje, jakie są warunki - opowiada pasjonat.

W podniebnych wojażach Arturowi od lat towarzyszy ten sam, sprawdzony pilot - Grzegorz Piecuch.

- To profesjonalista w każdym calu. Wiem, że lecąc ze mną też tym żyje, zależy mu, żeby zdjęcia mi się udały. Zawsze po locie pyta, jak wyszło. W trakcie lotu mamy cały czas z sobą kontakt przez słuchawki. Pan Grzegorz, wie z której strony podlecieć, by ujęcie było jak najlepsze. Lecąc proszę pilota żeby trochę skręcił, żeby mieć większe pole do fotografowania. Trudno fotografować przy prędkości 200 km na godzinę wychylając się przez okno - opowiada.

Przed startem, fotograf uzgadnia z pilotem trasę. Potem pan Grzegorz sporządza szczegółowy plan z godzinami przelotu nad poszczególnymi miejscami i wysyła go wieży kontrolnej. Następnie około godziny czeka się na odpowiedź - zgodę lub odmowę. Najtrudniej jest o zgodę przeloty nad Przodkowem i Kartuzami, bo w tej okolicy przebiega pas lądowania samolotów.

- Podczas ostatniego lotu bardzo zależało mi na zdjęciach z Przodkowa, ale przed lotem nie wiedzieliśmy czy nas wpuszczą czy nie. Nad Kartuzami poprosiliśmy o zgodę i udało się, dostaliśmy na ten obszar cztery minuty. Wiele osób często pyta, dlaczego ich miejscowości nie ma na zdjęciach. To zależy m.in. właśnie od tego, czy dostaniemy zgodę. Tym razem udało mi się zrobić po raz pierwszy zdjęcia Czeczewa, Pomieczyna, Tokar, Wilanowa i Hop - opowiada Artur.

Pokazać ludziom to, czego sami nie mogą zobaczyć

Podczas jednego lotu, który trwa ok. 1,5 godziny powstaje około 1000 zdjęć. Z tego wybiera połowę. Zdjęcia podziwiać można m.in. na organizowanych w gminach wystawach. We wrześniu planuje zrobić taką w Przodkowie.

- Uwielbiam latać również ze względu na to, że mogę pokazać ludziom to,czego nie mogą zobaczyć sami. To, że ludzie lubią oglądać to co robię, daje moc do dalszej pracy. Gdyby to, co robię się ludziom nie podobało, nie latałbym, bo nie miałbym z tego przyjemności. Najpiękniejsza w tym, jest właśnie możliwość pokazania mojej pracy innym - dodaje Artur.

- Bardzo lubię fotografować jeziora i Kartuzy. Miasto z góry wygląda naprawdę pięknie, kolorowo. Zawsze obowiązkowo odwiedzam Łapalice, bo stamtąd pochodzę i tam obecnie mieszkam. Moja rodzina wie, że jak nad domem krąży samolot to ja latam. Wychodzą i machają. Po każdym locie mam zdjęcia pozdrawiających mnie rodziców - dodaje.

Za swoje zdjęcia Artur Socha otrzymał w 2013 roku Perłę Kaszub, a w tym roku wyróżnienie burmistrza - Kartuską Skrę.

- Cieszę się, że inni doceniają to, co robię. Kiedyś ktoś do mnie podszedł i powiedział "Pan już nie musi swoich zdjęć podpisywać". I rzeczywiście teraz już nie muszę tego robić, bo ludzie poznają moje prace, to dla mnie wielka radość - opowiada pasjonat.

Gdy nie fotografuje z lotu ptaka, uwiecznia na zdjęciach swoją rodzinę.

- Dzięki fotografii można zobaczyć , jak dzieci rosną, co się zmieniło. Ludzie dziś tego nie doceniają, tymczasem po latach to piękna pamiątka. Zawsze mam przy sobie telefon, który ma niezły aparat i nim robię zdjęcia, jak tylko widzę ciekawe ujęcie. Nie wyobrażam sobie, żeby gdzieś jechać bez aparatu. Gdybym kiedyś leciał, a aparat mi się zepsuł, wolałbym wyskoczyć z samolotu. Nie mógłbym tylko lecieć i oglądać. Zawsze pożyczam aparat zapasowy w zanadrzu na wszelki wypadek - dodaje.

Zdjęcia z lotu ptaka wbrew pozorom, robi średniej klasy lustrzanką.

- Wiele osób myśli, że do dobrych zdjęć potrzeba nie wiadomo jak dobrego sprzętu. Tymczasem ja mam zwykły aparat, średniej klasy. Tak naprawdę wszystko zależy od pomysłu, spojrzenia i ujęcia. Gdy Małysz wygrywał skoki nikt nie mówił, że zrobił to, bo miał fajne narty. Gdyby ktoś mi dał samochód Kubicy i kazał startować w wyścigu, sam bym go nie wygrał - podkreśla.

Magdalena Damps-Zdrojewska

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.