Rowerowe Kaszuby na pielgrzymkowym szlaku

poniedziałek, 22 sierpnia 2016 r., 14:07
fot. nadesłane/Rowerowe Kaszuby

Przejechali na rowerach ponad 600 kilometrów. Pokonując własne słabości, z modlitwą w duszy udali się do Częstochowy. Każdy w ważnej dla siebie i bliskich intencji. 26 osób wzięło udział w pierwszej kaszubskiej pielgrzymce rowerowej. Wśród pielgrzymów byli też członkowie klubu Rowerowe Kaszuby.

Wyruszyli w sobotę 6 sierpnia z Kościerzyny, choć 15 osób rozpoczęło pielgrzymkę dzień wcześniej wyruszając z Grzybna. Przenocowali w Skorzewie i w sobotni poranek po mszy św. z całą grupą wyruszyli w podróż do Częstochowy.

Organizatorem pielgrzymkowej wyprawy był Patryk Główczewski z Nowego Klincza. Rolę opiekunów duchowych pełnili ks. Arkadiusz Okroj, proboszcz parafii w Kiełpinie i ks. Wojciech Klawikowski, proboszcz z Grzybna. W gronie pielgrzymów byli mieszkańcy różnych zakątków Kaszub, uczestnicy pielgrzymki pochodzili z m.in. Przodkowa, Kosowa, Kartuz, Grzybna, Barwika. Rowerowe Kaszuby reprezentowali Katarzyna Kolka i Stanisław Reszka.

- Od dawna myślałem o tym, by wybrać się na taką pielgrzymkę. Dowiedziałem się, że powstała grupa, która wyrusza z Grzybna, skontaktowałem się z księdzem Wojtkiem i zapisałem się. Była to pierwsza pielgrzymka w jakiej uczestniczyłem - opowiada Stanisław.

- Każdy z nas miał swoje intencje, jechaliśmy modląc się o zdrowie dla rodziny i z bardzo osobistymi prośbami. Zdecydowałam się na udział w pielgrzymce rowerowej ze względu na czas jej trwania. Jechaliśmy siedem dni, piesza idzie dwa tygodnie. Jako mama i żona, nie mogłam sobie pozwolić na pozostawienie rodziny na dwa tygodnie. Kiedyś uczestniczyłam w pielgrzymkach pieszych, ostatni raz siedem lat temu. Na rowerową wybrałam się po raz pierwszy, wcześniej nawet nie wiedziałam, że takie wyprawy się organizuje - mówi Kasia.

- Z dziećmi został mąż, ale całą rodzinę zaangażowałam w moją pielgrzymkę, żeby synkowie mieli z kim zostać, gdyby mąż musiał nagle pojechać do pracy. Bardzo wszystkim za to dziękuję - dodaje.

Pielgrzymi w zależności od trasy, dziennie pokonywali od 70 do 100 kilometrów. Jechali w podziale na dwie grupy, gdyż tak bezpiecznej poruszać się po jezdni. Każdy z zespołów miał swojego kierownika, który jechał na czele i ostrzegał przed niebezpieczeństwami na trasie. Jedną z funkcji objął Stanisław.

- Była to duża odpowiedzialność i na początku bardzo się stresowałem. Drogi na wielu odcinkach były w fatalnym stanie, dużo gorszym niż u nas. Prowadząc ostrzegałem m.in. przed dziurami. W niektórych momentach musiałem wołać co chwilę :"Dziuura", czasem po prosu krzyczałem "Dużo dziur" - opowiada Stanisław, który na pielgrzymce pełnił też funkcję "Złotej rączki". Na jego pomoc mogli liczyć ci, którzy np. po drodze złapali gumę.

Jak podkreślali uczestnicy I Kaszubskiej Pielgrzymki Rowerowej, była ona bardziej refleksyjna od wyprawy pieszej.

- Jadąc rowerem, jedziesz jeden za drugim. Nie ma możliwości, żeby z sobą rozmawiać. Trzeba było się skupić i uważać. Na pieszej pielgrzymce są śpiewy, rozmowy. W rowerowej jesteś sam ze swoimi myślami. Wyciszać się pomyśleć nad niektórymi sprawami. Jest kontemplacja i refleksja - zaznacza Kasia.

Dzięki niewielkiej liczbie uczestników, grono pielgrzymów bardzo się z sobą zintegrowało.

- W pieszych pielgrzymkach uczestnicy od 50 do 100 osób. Nas było 26. Dzięki tak małemu gronu lepiej się poznaliśmy i bardziej z sobą zżyliśmy. Gdy na koniec się rozstawaliśmy, czuliśmy, że rozstajemy się z naprawdę bliskimi osobami - opowiada Kasia.

Rowerowi pielgrzymi nocowali kolejno: w Zespole Szkół nr 7 w Chojnicach, Szkole Salezjańskiej w Bydgoszczy Fordonie, Klasztorze Zakonu Braci Mniejszych Franciszkanów w Pakości, parafii św. Mikołaja i Dobrego Pasterza w Ślesinie, na hali sportowej w Malanowie, sanktuarium św. Maksymiliana Kolbe w Zduńskiej Woli, Kamyku oraz Nowicjacie Salezjańskim w Kopcu.

- Wszędzie nas bardzo serdecznie witali. W każdym z miejsc, gdzie nocowaliśmy przyjmowano nas bardzo ciepło i miło - dodaje Stanisław.

Jadąc musieli mierzyć się z własnymi słabościami i pokonać je.

- Kilka tygodni przed pielgrzymką skręciłam kostkę. Bardzo mi dokuczała i cała rodzina przekonywała mnie, żebym zrezygnowała z wyprawy. Ja jednak uparłam się, że pojadę. Przez pierwsze dwa dni było naprawdę ciężko, ale zaciskałam zęby. Potem już praktycznie nie czułam bólu - dodaje Kasia.

Były też wyjątkowe chwile, dzięki którym nasi pielgrzymi przekonali się, że mogą liczyć na pomoc i wsparcie współtowarzyszy w trudnych i ważnych dla nich momentach.

- Któregoś dnia na trasie najechałam na gwóźdź i złapałam gumę. Byliśmy 10 kilometrów przed postojem. Stasiu chciał mi zmienić dętkę, ale Patryk szef naszej wyprawy zadecydował, że samochodem zabierze mnie kierowca i zmienimy ją na postoju. Czułam ogromny żal, bo nie czułabym się spełniona, gdybym całej trasy nie przejechała. W pewnym momencie podszedł do mnie kolega Piotr, który powiedział, że słyszał, że zależy mi na przejechaniu całej trasy. Wspomniał, że on już uczestniczy w takiej pielgrzymce po raz czwarty. Powiedział, że odda mi swój rower, żebym mogła pokonać cały dystans. Okazało się jednak, że nie mogę jechać jego rowerem, bo siodełko było nieregulowane. Wówczas ksiądz Arek powiedział, że weźmie rower Piotra, a mi oddał swój. To było ogromnie miłe. Dzięki nim pokonałam całą trasę rowerem - opowiada Kasia.

Gdy dotarli na Jasną Górę ogarnęła ich radość i wzruszenie.

- Za wspólną podróż dziękujemy wszystkim uczestnikom pielgrzymki. Patrykowi za organizację całego przedsięwzięcia, księżom za opiekę duszpasterską, wszystkim towarzyszom za wyjątkową podróż i wspólne jej przeżywanie. Dziękujemy również naszym bliskim, którzy na czas naszej nieobecności przejęli obowiązki domowe - dodają na zakończenie Kasia i Stanisław.

Pielgrzymi z Rowerowych Kaszub już dziś zapowiadają, że z pewnością ruszą na kolejne pielgrzymki.

- Wróciłem z nową energią, akumulatory naładowałem do pełna. Po takiej pielgrzymce zupełnie inaczej patrzysz na świat. Z przyjemnością za rok pojadę znowu. Nawet jutro mógłbym jechać - mówił Stanisław.

- Moment dotarcia do Częstochowy i na Jasną Górę był bardzo wzruszający. Co mi dała ta pielgrzymka? Zdałam sobie sprawę, że moja wiara dotąd była płytka. Po dotarciu na Jasną Górę, przebywając pośród tych wszystkich rozradowanych ludzi miałam wrażenie, że jestem bliżej Boga. Zawsze wierzyłam w Boga, ale nie do końca w same osoby wierzące. Członkowie naszej pielgrzymki to byli dobrzy, głęboko wierzący ludzie. Po tej pielgrzymce odzyskałam wiarę w ludzi - mówi Kasia.

Magdalena Damps-Zdrojewska

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.