Wójt z wójtem spotkali się w sądzie. Z. Roszkowski: "Chciano ze mnie zrobić fałszerza, przestępcę"

wtorek, 28 marca 2017 r., 09:22
fot. archiwum

W kartuskim sądzie ruszył proces o zwrot niesłusznie pobranego przez byłego wójta gminy Chmielno ekwiwalentu. Chodzi o kwotę 6.970,71 zł, którą Zbigniewowi Roszkowskiemu wypłacono tytułem 12 dni niewykorzystanego wypoczynku, choć w rzeczywistości w tym czasie przebywał on na urlopie.

W ubiegłym roku wójt gminy Chmielno Jerzy Grzegorzewski złożył do prokuratury zawiadomienie odnośnie nienależnego wypłacenia ekwiwalentu byłemu wójtowi. Dochodzenie w tejże sprawie prowadziła Komenda Miejskiej Policji w Gdyni. Funkcjonariusze ustalili, że były wójt przez 12 dni, które były przedmiotem sprawy, przebywał na urlopie za granicą, co potwierdziły bilingi, a mimo to złożył podpis potwierdzający, że był obecny w urzędzie.

Stwierdzili jednak, że były wójt nie mógł wiedzieć na początku kadencji, że nie zostanie ponownie wybrany na wójta, a tym samym nie miał celu, aby oszukiwać.

- Mało prawdopodobnym jest, by już w 2011 roku wójt działał z zamiarem oszustwa i przewidując zakończenie kadencji niewłaściwie wskazywał terminy urlopu - uzasadniała decyzję o umorzeniu dochodzenia prowadząca postępowanie podkom. Magdalena Marzec.

Jerzy Grzegorzewski wezwał więc swojego poprzednika o zwrot nienależnie pobranego ekwiwalentu. Okazało się ono bezskuteczne, dlatego też złożył pozew do sądu. Proces w tej sprawie ruszył w poniedziałek przed kartuskim wymiarem sprawiedliwości.

- Złożenie pozwu było moim obowiązkiem, który spoczywa na mnie jako włodarzu gminy. Stwierdziłem nienależnie pobrane podwójne wynagrodzenie. Podczas dochodzenia niezbicie zostało udowodnione, że pozwany Zbigniew Roszkowski pobrał nienależnie ekwiwalent za 12 dni urlopowych, za które uprzednio otrzymał wynagrodzenie na podstawie podpisanej przez siebie listy obecności - mówił w sądzie obecny wójt gminy Chmielno, Jerzy Grzegorzewski.

Jak kontynuował, sprawa wyszła na jaw na początku 2015 roku, kiedy to Państwowa Inspekcja Pracy prowadziła kontrolę w urzędzie. Inspektorzy stwierdzili nieprzestrzeganie kodeksu pracy, szczególnie w zakresie wykorzystywania urlopów zarówno przez niektórych pracowników urzędu, jak i byłego wójta.

Były włodarz gminy Chmielno nie negował, że to jego podpisy widnieją na liście obecności. Jak tłumaczył, nieprawidłowości mogły wynikać z tego, że często listę podpisywał na koniec danego miesiąca.

- Dla mnie to, że chciano ze mnie zrobić fałszerza, przestępcę, było takim zaskoczeniem, że nie mogłem tego zrozumieć po 23 latach mojej służby. Dla mnie to bez wątpienia była służba. Nigdy nie liczyłem ani godzin ani dni, ani sobót, niedziel, które z wielką satysfakcją poświęcałem dla mieszkańców mojej gminy. Zawsze był to dla mnie miły obowiązek, przyjemność, a czasami nawet honor - zeznawał były wójt gminy Chmielno.

- Na listach obecności są moje podpisy. Żadnego fałszerstwa nie było. Byłem jednym z nielicznych wójtów, który podpisywał listę obecności. Chciałem być świętszy niż papież i tę listę obecności podpisywałem. Przez te 23 lata byłem zawsze pierwszy w pracy, otwierałem drzwi i najczęściej było tak, że mieszkańcy gminy Chmielno wiedzieli, że o tej porze wójt już jest i na pewno ich przyjmie. Często było tak, że pod koniec miesiąca przychodziła kadrowa, bym podpisał listę, bo nie była ona przeze mnie podpisywana. Często było też tak, że był koniec miesiąca, właśnie wyjeżdżałem służbowo i na kierownicy samochodu podpisywałem listę obecności. A wyglądało to tak, że podpisywałem tam, gdzie były wolne miejsca. Mogło dojść do pomyłki, a więc podpisania w miejscu, gdzie nie powinienem się podpisywać, ale to na pewno nie było celowe działanie, by potem wyłudzić, jak to pisano w mediach, pieniądze. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym czy byłem w pracy czy nie - mówił Zbigniew Roszkowski.

- Czyli nie kwestionuje pan tego, że mógł pan podpisać się na liście obecności, choć nie był pan w pracy? W związku z tym dlaczego pan uważa, że nie powinien pan zwrócić powodowi tej kwoty, której się domaga? - zapytała sędzia Maria Jaroch-Wąsowska.

- Nawet jak byłem we Włoszech na nartach, to kontaktowałem się z pracownikami 2-3 razy dziennie. Miałem taki zwyczaj. Miałem stały kontakt z pracownikami nawet wtedy, gdy byłem na urlopie - odparł były wójt.

- Czy nie miał pan zastępcy, który w przypadku pana nieobecności mógł podejmować decyzje? - dopytywała sędzia.

- Miałem. Był taki wymóg Regionalnej Izby Obrachunkowej, aby na wypadek, gdyby wójtowi coś się stało, był zastępca. Zastępca zastępował mnie, ale zgodnie z zarządzeniem, na podstawie którego funkcjonował, było napisane, że będzie wykonywał swoje obowiązki w przypadku dłuższej nieobecności wójta - odparł Zbigniew Roszkowski.

Pełnomocnik byłego wójta spytał z kolei swojego klienta, czy jakikolwiek dokument czy zarządzenie zobowiązuje wójta do dochodzenia roszczeń, które jest przedmiotem tejże sprawy.

- Absolutnie nie. Jak wszyscy wiemy, każda jednostka samorządowa, jest kontrolowana przez wiele instytucji, które są do tego uprawnione. Gdyby takie wymogi były, to pod koniec roku taka sprawa byłaby wymuszona na wójcie. Samorząd, który jest dla mnie wręcz świętością, ma też swoje organy - komisję rewizyjną, która między innymi kontroluje wydawanie pieniędzy. Pod koniec mojej ostatniej kadencji RIO kompleksowo kontrolowała urząd, a zwłaszcza wydawanie publicznych pieniędzy, szczególnie część dotyczącą wynagrodzenia szefa samorządu. Jak pamiętam, żadnych zastrzeżeń nie było - zeznawał były wójt.

Do tej kwestii odniósł się także obecny włodarz gminy.

- Nie ma oczywiście takiego zarządzenia, bo wójt musi przestrzegać dyscypliny finansowej. Gdyby wypłaciłby pan dwukrotnie środki za tę samą fakturę, to też zażądałby pan, tak mi się wydaje, zwrotu tych pieniędzy. Jest to tak oczywiste, że myślę, że mój poprzednik, który na tym stanowisku spędził 23 lata, rozumie to doskonale. Jest to po prostu obowiązek wynikający ze stanowiska. Stąd też pytanie, do mojego poprzednika, czy postąpiłby tak samo, gdyby stwierdził podwójną zapłatę za tę samą rzecz - zapytał Jerzy Grzegorzewski.

- Nie szukałbym dziury w całym. Przyszedłem w połowie kadencji do gminy. Nie doszukiwałem się sensacji po moim poprzedniku, choć rada mnie do tego namawiała. Powiedziałem, że przyszedłem pracować, a nie nagłaśniać gminę wątpliwymi zasługami. I mówię to z całą odpowiedzialnością - mówił Zbigniew Roszkowski.

- Mówił pan, że hurtem podpisywał pan listę obecności, ale mamy takie sytuacje, np. w 2014 roku, a więc dni 24, 26, 27 lutego. Jest to sam koniec miesiąca. I pan nie pamięta, że był pan na urlopie, a nie w pracy, podpisując to 28 lutego 2014 roku? To samo 27 i 28 września. To jest koniec miesiąca - zapytał mecenas reprezentujący gminę Chmielno.

- Mówiłem, że często było tak, że przychodziła kadrowa i podpisywałem tam, gdzie były wolne miejsca - odpowiedział były szef chmieleńskiego samorządu.

- Czy jeżeli hipotetycznie zostały pobrane przez jakąkolwiek osobę nienależnie pieniądze, czy gmina nie powinna wystąpić o zwrot takiej kwoty? - pytał pełnomocnik Urzędu Gminy w Chmielnie.

- Każdy pieniądz, który wychodził z gminy, musiał być potwierdzony przez co najmniej trzy osoby. Ja swoim pracownikom wierzyłem. Nawet przez myśl mi nie przeszło, by ich sprawdzić, czy wypłacali te pieniądze słusznie czy niesłusznie - odpowiadał Zbigniew Roszkowski.

- Czy otrzymywał pan maksymalny dodatek specjalny i funkcyjny w związku z pełnieniem przez pana funkcji wójta? - pytał dalej mecenas samorządu.

- Nie wiem, co otrzymywałem. To przyznaje rada gminy w formie uchwały. Nie wiem, czy było to najwyższe. Szanuję godność obecnego wójta. Jestem człowiekiem silnej wiary, więc skoro wójt mówi, że były one najwyższe, to tak było - odparł były wójt.

W odpowiedzi na pozew były wójt przedstawił zestawienie delegacji służbowych, które pełnił poza terenem gminy głównie w soboty i niedziele, jak również wykaz wydarzeń, w których uczestniczył w weekendy, między innymi dotyczyły one zebrań strażackich, zawodów sportowych, czy imprez gminnych. Tym samym w ocenie Zbigniewa R. powinno to wielokrotnie rekompensować ekwiwalent, którego zwrotu domaga się urząd gminy.

- W sumie takich dni było ponad 70. Traktowałem to jako służbę, jednak jak się okazało, że są wobec mnie jakieś roszczenia, chciałem pokazać, że robiłem więcej niż musiałem - podkreślał Zbigniew Roszkowski.

- Osobiście uważam, że nie ma to żadnego związku ze sprawą podwójnej wypłaty. Tego typu działalność wynika po prostu ze stanowiska wójta. Wójt jest wynagradzany w innej formie. Jego wynagrodzenie nie składa się tylko z płacy zasadniczej, ale również z dodatku za wysługę lat oraz dodatków specjalnego i funkcyjnego - odpowiadał Jerzy Grzegorzewski.

- Praca wójta nie ma ram czasowych. Uważam, że stanowisko tego typu, które pochodzi z wyboru mieszkańców, nie jest typowym stanowiskiem urzędniczym. Jest to także funkcja społeczna. Każdy z wójtów, burmistrzów kandydując na to stanowisko liczy się z tym, że będzie poświęcał swój wolny czas na służbę społeczeństwu - dodawał.

W związku ze wspomnianym wykazem dni pracy w weekendy, pełnomocnik byłego wójta po raz kolejny przedstawił propozycję ugody.

- Jak rozumiem intencją wójta jest skrupulatne przestrzeganie przepisów. Czy w związku z tym niezakwestionowany wykaz dni wolnych od pracy, w których mój klient świadczył pracę, będzie skutkował wypłatą świadczenia na rzecz pozwanego? Czy powód widzi możliwość osiągnięcia kompromisu, który polegałbym na tym, że mój klient zrezygnuje z roszczenia wypłaty za nadgodziny, a powód wycofa pozew? - zaproponował mecenas Andrzej Bielewicz.

- Aktualne przepisy finansowe nie pozwalają mi na odstąpienie od zwrotu nienależnie pobranego ekwiwalentu. W innych sprawach musiałbym postąpić tak samo, a więc np. nie żądać zwrotu omyłkowo przelanej sumy pieniędzy - odpowiedział wójt Jerzy Grzegorzewski.

- Nie ma żadnej możliwości zawarcia ugody na podstawie przedstawionej przez pełnomocnika byłego wójta. W załączonym wykazie, są takie pozycje jak kabaret Kryszaka, koncert trzech tenorów. To nie jest podstawa do tego, aby występować z roszczeniami. A jeżeli takie roszczenie druga strona będzie miała, to bardzo proszę wystąpić z pozwem - dodawał pełnomocnik urzędu.

Podczas rozprawy przesłuchano też kadrową urzędu, która potwierdziła, że zdarzało się, iż wójt podpisywał listę obecności dopiero na koniec miesiąca.

Kolejną rozprawę zaplanowano pod koniec maja.

AL

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.