Z poświęceniem ratowali życie i mienie poszkodowanych przez nawałnicę. "Strażacy - to współcześni bohaterowie"

wtorek, 22 sierpnia 2017 r., 18:07
fot. internet/OSP Somonino

Blisko 400 interwencji na terenie powiatu, prawie 3.400 zaangażowanych strażaków, dziesięciodniowa walka z usuwaniem skutków nawałnicy, zniszczony sprzęt, umundurowanie, wyeksploatowane samochody - tak w wielkim skrócie można podsumować działania straży pożarnej po nocy z 11 na 12 sierpnia. Ratowali życie, zdrowie i mienie, nie szczędząc sił i czasu. - Naszym strażakom gratuluję determinacji oraz zdanego egzaminu z człowieczeństwa i wrażliwości na krzywdę ludzką. Egzamin został zdany w dwustu procentach - podkreśla p.o. Komendanta Powiatowego PSP w Kartuzach, Romuald Pituła.

Piątkowa noc, 11 sierpnia nieodwracalnie zmieniła krajobraz powiatu kartuskiego, szczególnie dwóch gmin - Sierakowic i Sulęczyna. Potężna nawałnica wyrywała i łamała drzewa, zrywała dachy, niszczyła wszystko, co napotkała na swojej drodze. Po godzinie 23. zawył pierwszy alarm w strażnicach. Wówczas strażacy nie mieli pojęcia, że wyjazd w piątkową noc oznacza całodobową walkę z poprzewracanymi drzewami na drogi, czy budynki.

- Zaczęło się w piątek około 23.20. Kolejne zgłoszenia uświadamiały nas tylko o tym, że wszystko to, co mamy musimy dysponować w rejon Sulęczyna. Niestety sytuacja na drogach była taka, że jadąc do Sulęczyna z kilkoma zastępami strażaków, udało nam się tam dotrzeć dopiero o piątej nad ranem. Utworzyliśmy szybki punkt koncentracji na pętli autobusowej, która zlokalizowana jest w pobliżu urzędu gminy. Tam się zorganizowaliśmy, podzieliliśmy na grupy i działaliśmy w rejonach, w których było to najbardziej potrzebne - wspomina mł. bryg. Romuald Pituła, p.o. Komendanta Powiatowego PSP w Kartuzach.

- Każdy dzień, to następne działania. W sobotę zorganizowaliśmy tymczasowy punkt alarmowo-dyspozycyjny na bazie OSP Sulęczyno, gdzie przyjmowaliśmy zgłoszenia od ludzi. W Sulęczynie nie było łączności. Ci, którzy mogli, przychodzili osobiście i zgłaszali uszkodzenia budynków, problemy z dojazdami. Z naczelnikiem OSP Sulęczyno, a zarazem funkcjonariuszem PSP Kazimierzem Glinieckim rozdysponowywaliśmy jednostki tak, aby działania prowadzić skutecznie i szybko - dodaje.

Priorytetową sprawą po przyjściu nawałnicy było udrożnienie dróg celem możliwości dojazdu służb ratowniczych w poszczególne miejsca.

Kłodno odcięte od świata - strażacy ruszyli z pomocą przez jezioro

W nocy z 11 na 12 sierpnia strażacy otrzymali zgłoszenie o dwóch osobach rannych w Kłodnie. Tymczasem miejscowość była odcięta od świata. Nie było dojazdu ani droga lądową ani powietrzną - z uwagi na warunki atmosferyczne. Strażacy-ochotnicy ruszyli z pomocą przez jezioro.

- Ta akcja była bardzo trudna. Miejsce, w którym znajdowały się osoby ranne nie znajdowało się w pobliżu jeziora. Kolejną rzeczą była lokalizacja i pora. Ciemna noc. Wszystkie obiekty, względem których mogliśmy się orientować w terenie zostały zmienione. Drzewa leżały. Orientacja w terenie była bardzo utrudniona. Strażacy mieli kontakt z osobą, która była w bezpośrednim sąsiedztwie tegoż zdarzenia. Dotarcie z pomocą w odpowiednim czasie było możliwe dzięki temu, że w akcji uczestniczyli miejscowi strażacy, którzy bardzo dobrze znali ten teren. Mimo dotarcia strażaków na miejscu, nadal nie było możliwości dojazdu służb ratowniczych. Osoby ranne zostały przeniesione kilka kilometrów nad jezioro, a następnie łódką przetransportowane do Sulęczyna i wówczas przekazane zespołowi ratownictwa medycznego - relacjonuje st. kpt. Fryderyk Mach.

Drogą lądową strażacy do Kłodna dotarli dopiero nad ranem.

- Jak wjechaliśmy nad ranem do Kłodna, to zastaliśmy tam przerażonych ludzi. Niektórzy w popłochu uciekali, inni płakali, niektórzy dziękowali, że w ogóle tam dojechaliśmy. Reakcje ludzi były różne. Obraz, jaki tam zastaliśmy, był jak po wojnie. Wszystkie domki letniskowe, przyczepy kempingowe rozmieszczone były pomiędzy tysiącami drzew - zaznacza mł. bryg. Romuald Pituła.

400 interwencji - prawie 3.400 strażaków i 600 pojazdów w akcji

Niemal 400 interwencji, prawie 3.400 zaangażowanych w działania strażaków, 600 pojazdów w akcji, łącznie ponad 200 km udrożnionych dróg, 34 kilometry oczyszczonych duktów pod linie energetyczne, usuniętych kilka tysięcy drzew - te liczby mówią same za siebie. Miniony tydzień był niezwykle ciężki dla kartuskich strażaków - ochotników i funkcjonariuszy. Pierwszej doby w działania zaangażowane były wszystkie jednostki z terenu powiatu.

- W pierwszej fazie strażacy przez 60 godzin pracowali bez przerwy - zaznacza wiceszef kartuskiej straży.

Poza działaniami na terenie powiatu kartuskiego, pomagali też w powiecie chojnickim i kościerskim. Łącznie w akcjach w rejonie Rytla, Trzebunia i Lipusza wzięły udział 37 zastępów, 210 strażaków.

Podczas działań, usuwaniu drzew, rannych zostało dwóch strażaków-ochotników z gminy Sulęczyno.

- Nie bez znaczenia w tym zdarzeniu miała trudność tych akcji, jak również zmęczenie po kilku dniach intensywnej pracy tych strażaków. Niestety doszło do wypadku. Niemniej cieszymy się, że obrażenia jakich doznali nie są zbyt poważne - podkreśla st. kpt. Fryderyk Mach.

Współcześni bohaterowie

- Podejrzewam, że wszyscy z nas z takim kataklizmem spotkali się pierwszy raz w życiu. Była to chyba największa akcja w dziejach powiatu kartuskiego. Nasi strażacy zawsze są pełni zaangażowania. W tym przypadku była widoczna nawet dodatkowa determinacja w odniesieniu do skali zdarzenia, jakie nastąpiło. Nie było problemów, by któraś jednostka nie mogła przyjechać. Strażacy wręcz sami zgłaszali chęć do działania. Nie było przypadku, by ktoś nie mógł lub nie chciał. Wszystkim strażakom chciałbym pogratulować determinacji oraz zdanego egzaminu z człowieczeństwa i wrażliwości na krzywdę ludzką. Egzamin został zdany w dwustu procentach - akcentuje mł. bryg. Romuald Pituła, p.o. Komendanta Powiatowego PSP w Kartuzach.

Słów uznania i podziękowań w kierunku strażaków za profesjonalizm i wykonany ogrom pracy nie szczędzą też mieszkańcy, którym rycerze św. Floriana przybyli na ratunek.

- Jestem pełna podziwu dla naszych strażaków. Dla mnie to najwięksi bohaterowie. To jak ciężko i ofiarnie pracowali, ile dali z siebie w tych ostatnich dniach jest godne największego podziwu. Nie wiem, jakby to wszystko tutaj wyglądało dziś, gdyby nie oni - mówi pani Magdalena z gminy Sierakowice.

- Największym bohaterem mojego syna dotąd był spiderman, po tym, co się wydarzyło w ostatnim czasie, są nimi strażacy. Mówi, że sam kiedyś zostanie strażakiem. To moim zdaniem najlepszy dowód na to, jak ludzie wdzięczni są strażakom za ich poświęcenie i prace ostatnich dni. To prawdziwi i najwięksi bohaterowie, jedyni, którzy wiedzieli, jak się zachować i co robić w obliczu tej tragedii. Nie zostawili nas w najtrudniejszych momentach, pracowali ofiarnie od początku nawałnicy do dzisiejszego dnia. Gdyby nie oni, pewnie nadal nie mielibyśmy prądu, bo pomagali energetykom w usuwaniu szkód. Nie wiem, jak im dziękować za to wszystko - podkreśla z kolei mieszkanka gminy Sulęczyno.

AL

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.