Święto Strażnika Miejskiego. Jak wygląda codzienna praca funkcjonariuszy?

wtorek, 29 sierpnia 2017 r., 15:37
fot. MD-Z

Służą społeczności miasta i gminy Kartuzy dbając o zachowanie porządku publicznego. Interweniują w przeróżnych sprawach, zabezpieczają gminne imprezy, wspomagają też inne służby. Mowa o funkcjonariuszach straży miejskiej. Niewielu wie, że 29 sierpnia mają swoje święto.

Dzień Strażnika Miejskiego przypada w Polsce 29 sierpnia. Tego dnia w 1997 r. przyjęto ustawę o funkcjonowaniu straży gminnej. Funkcjonariusze nie świętują go jednak w takiej oprawie, jak ich koledzy z innych służb mundurowych.

- Rano po odprawie powiedzieliśmy sobie wszystkiego najlepszego, przybiliśmy piątki i ruszyliśmy do codziennej pracy, jak w każdy normalny dzień. Może znajdziemy chwilę na wspólną kawę, ale nie obchodzimy tego dnia jakoś szczególnie - mówi Krzysztof Pawłowski, komendant straży miejskiej w Kartuzach.

Po odprawie strażnicy ruszają w teren. Interweniują przy różnego typu sprawach począwszy od nieprawidłowego parkowania, poprzez nielegalne odprowadzanie ściegów, bezpańskie psy, spożywanie alkoholu w miejscach niedozwolonych, na pomocy osobom bezdomnym skończywszy.

Rozpoczynają służbę o godz. 7 rano. Pracują do godz. 21 od poniedziałku do piątku, w soboty w godz. 7-15. Pierwsza zmiana pełni służbę do 15, druga rozpoczyna o godz. 13. Strażnicy pełnią też dyżury podczas różnego typu imprez i wydarzeń sportowych.

W Straży Miejskiej gminy Kartuzy pracuje pięciu funkcjonariuszy. Tylko w tym roku (do 28 sierpnia) podjęli już około 1000 różnych interwencji, w tym ponad jedną trzecią zgłaszanych przez mieszkańców. Działają na obszarze całej gminy. Kilka razy w miesiącu strażnicy współpracują z innymi służbami - pełnią patrole wspólnie z policją, leśnikami czy pracownikami Kaszubskiego Parku Krajobrazowego.

Komendant straży Krzysztof Pawłowski, prócz nadzorowania pracy pozostałych funkcjonariuszy, zajmuje się również przyjmowaniem zgłoszeń telefonicznych od mieszkańców. Telefon dzwoni, gdy trzeba usunąć padlinę z drogi, ktoś źle zaparkuje, bądź pojawia się podejrzenie o spalaniu śmieci. Mieszkańcy telefonują w sprawach przeróżnych.

- Ostatnio zgłosiła się pani z interwencją, że na jej podwórku pojawiły się żmije i nie wie, jak sobie z nimi poradzić. O sprawie poinformowałem pracownika Kaszubskiego Parku Krajobrazowego i oni pomogli je usunąć z posesji - opowiada komendant.

- W ostatnim czasie mieliśmy też interwencje dotyczące chorego kota czy niesprzątania po psie na klatce w bloku. Kiedyś zdarzyło się, że zadzwonił do mnie pan, który zgłosił, że na dachu jego domu przysiadają gołębie, hałasują i mu przeszkadzają. Ludzie zgłaszają nam naprawdę przeróżne sprawy - dodaje.

Wśród zgłoszeń pojawiają się też takie, które nie leżą w kompetencji strażników.

- Często się zdarza również tak, że ludzie zgłaszają też nam koty do odłowienia. Jednak koty to zwierzęta wolno żyjące i tego się wobec nich nie praktykuje. A bywa i tak, że otrzymujemy interwencje w sprawie rannych ptaków. To też nie leży w naszych kompetencjach, ale jeśli możemy pomóc zawsze to robimy i pomagamy, zdarza się, że sami odwozimy ptaki do ostoi - relacjonuje funkcjonariusz.

Podczas tegorocznych nawałnic strażnicy miejscy interweniowali również w miejscach, gdzie doszło do zniszczeń i dokumentowali szkody.

Wśród licznych zadań funkcjonariuszy są te związane z kontrolą miejsc, w których przebywają bezdomni, zwłaszcza, gdy panują niskie temperatury i udzielaniem im pomocy. To jeden z trudniejszych aspektów ich działalności, gdyż często bywa tak, że takie osoby pomocy wcale nie chcą i jej odmawiają.

- Mieliśmy taką sytuację, że pewna osoba mieszkała w kempingu w Borowie, udało nam się ją przekonać, by opuściła to miejsce i zamieszkała u syna, jednak jakiś czas później w tym samym miejscu zamieszkała kolejna. Ten pan przebywała tam bez ogrzewania, chorował. Dwukrotnie odwoziliśmy go do noclegowni w Bilowie. Kiedyś pomagaliśmy panu przebywającemu na ławce na jednym z osiedli. Gdy wezwaliśmy karetkę i zdjęliśmy mu kurtkę, ta cała się ruszała, bo tyle w niej było robactwa. Od razu trzeba było ją wyrzucić. Ten pan nie miał butów, a jego nogi były całe opuchnięte. Przyniosłem mu jakieś z domu, by nie był boso - opowiada komendant.

- Mieliśmy też takiego pana, który noce spędzał pod choinką, nie chciał pójść do schroniska, a gdy zawoziliśmy go do ogrzewalni, po pewnym czasie i tak wracał na swoje miejsce. Nie mogę takiej osoby do niczego przymusić. Jeśli bezdomny jest w dobrym stanie zdrowotnym, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, nie jest w stanie silnego upojenia alkoholowego, to wtedy nie mogę go zmusić do przyjęcia pomocy. W naszej pracy mamy bardzo wiele stresujących sytuacji tego typu. Boję się, że kiedyś pojawi się taka sytuacja, że człowiek, który odmówi skorzystania ze schroniska, zamarznie - kontynuuje.

Choć w pracy strażnika miejskiego nie brakuje sytuacji trudnych, są też i takie, które po pewnym czasie wywołują uśmiech na twarzach funkcjonariuszy.

- Któregoś lata, gdy panowały straszne upały podczas patrolu na jednej z ławek zauważyliśmy starszego pana, który siedział na ławce. Miał zamknięte oczy, ale nie reagował na nasze pytania ani na bodźce dotykowe. Wezwaliśmy karetkę. Po tym, jak zakończyliśmy rozmowę z dyspozytorem, pan otworzył szeroko oczy. Ratownicy przyjechali, straszy pan miał ciśnienie lepsze od nas. Okazało się, że miał uszkodzony aparat słuchowy, zdrzemnął się i nas nie słyszał - opowiada komendant.

Jest też wiele miłych akcentów - tych najwięcej jest podczas wizyt w szkołach i przedszkolach. Strażnicy uczą dzieci, jak dbać o bezpieczeństwo, jak zachować się, kiedy zaczepi je obca osoba, bądź zaatakuje pies.

- Najwięcej radości dają wizyty w przedszkolach. Najmłodsze dzieci bardzo angażują się w zajęcia, interesują się pracą strażnika zadają mnóstwo pytań. Kiedyś zapytano mnie, ile ludzi zabiłem w tym tygodniu. Wyjaśniłem wówczas, jak dokładnie wygląda nasza praca. Gdy pokazałem dzieciom kajdanki, jeden z przedszkolaków z kolei zawołał, że jego mama i tata mają takie same, tylko z różowym futerkiem - opowiada komendant.

Strażnicy miejscy są funkcjonariuszami publicznymi, pomagają mieszkańcom, ale też odciążają policjantów przy niektórych sprawach.

- Zależy nam na tym, by nas postrzegano jako tych, którzy pomagają, a nie tylko karzą. Czasem zdarza się, że ludzie dziękują za naszą pracę. To bardzo miłe, bo to rzadkie sytuacje, bo nikt nie będzie nam dziękował za mandat. Kiedyś zdarzyło się tak, że jeden z naszych strażników dostał w podziękowaniu za pomoc książkę z dedykacją. Ja sam otrzymałem podziękowanie z Anglii, pomogłem Brytyjce, której zepsuł się samochód - opowiada Krzysztof Pawłowski.

Jak podkreśla, strażnicy miejscy starają się być bliżej mieszkańców im służyć i pomagać. Pełnią trudną funkcję, bo rzadko docenianą przez mieszkańców. Tymczasem często jest tak, że gdy nie wiadomo dokąd właściwie zgłosić jakąś sprawę, trafia ona do strażników.

- Czego można nam życzyć w Dniu Strażnika? Spokojnej służby. To w zupełności wystarczy - podkreśla komendant.

MD-Z

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.