Finał sprawy Marcina Szcześniaka - prezentujemy wyniki śledztwa

niedziela, 29 października 2017 r., 12:12
fot. archiwum

Wracamy do sprawy śmierci Marcina Szcześniaka, który w lipcu 2015 roku zaginął tuż po pobycie na kartuskiej komendzie policji. Po trzymiesięcznych poszukiwaniach, jego ciało znaleziono przypadkowo nad jeziorem w Kartuzach. Prezentujemy wyniki śledztwa - ustalony przez prokuraturę przebieg wydarzeń, które miały miejsce od dnia zatrzymania 29-latka do dnia odnalezienia jego zwłok.

17 lipca 2015 roku - Marcin wychodzi do pracy

Poranek, piątek 17 lipca. Marcin wraz ze współpracownikami udał się do pracy na budowie. Był trzeźwy i zachowywał się normalnie. O godzinie 10. zjedli wspólnie śniadanie. Niedługo po tym, 29-latek opuścił bez wyjaśnień plac budowy. Nie pojawił się już później ani w pracy, ani w kwaterze, czy też w domu rodzinnym.

Początkowo jego współpracownicy i przełożony nie niepokoili się jego zniknięciem. Gdy jednak nie wrócił do kwatery na noc i nie pojawił się następnego dnia, powiadomiono jego rodzinę, która zgłosiła jego zaginiecie na komendzie policji w Bartoszycach.

Zatrzymanie

Chwaszczyno, godzina 15. Pracownicy ochrony zauważyli stojącego przed bramą obiektu, który ochraniali, mężczyznę. W jednej ręce trzymał duży nóż, a w drugiej kamień. Jak się później okazało był to Marcin. Krążył po fragmencie ulicy wykrzykując, że ktoś chce go zabić i domagał się, aby wezwać policję. Miał zachowywać się agresywnie. Był pobudzony. Mógł znajdować się pod wpływem środków odurzających. Ochroniarze przekonali go, by odłożył nóż i kamień. Na miejsce przybył patrol policji z Szemuda. 29-latek miał wykrzykiwać, że został zdradzony przez rząd, rodzinę i policję. Chciał sięgnąć po nóż. Został obezwładniony. Założono mu kajdanki. Zgodnie z zeznaniami świadków, funkcjonariusze nie bili go i nie stosowali wobec niego nadmiernej przemocy. Siły użyli jedynie w takim stopniu, aby go obezwładnić.

Około godziny 16. przyjechał patrol z Kartuz, który zabrał 29-latka na komendę w Kartuzach. W trakcie przejazdu Marcin miał dziękować policjantom za uratowanie mu życia. Twierdził, że gdyby go nie zabrali, to ktoś mógłby go zabić.

Osadzenie

Lekarz nie stwierdził żadnych przeciwwskazań co do osadzenia go w areszcie. W toku śledztwa pozyskano zapis monitoringu z dnia 17/18 lipca obejmujący pomieszczenie PDOZ i korytarz prowadzący do tego pomieszczenia.

Na podstawie oględzin zapisu ustalono, że w dniu 17 lipca 2015 roku o godzinie 18.36 Marcin pojawił się przy pomieszczeniu dyżurnego w KPP i od tego czasu nieprzerwanie przebywał w budynku. Podczas przyjmowania do pomieszczenia dla osób zatrzymanych Marcin był spokojny. Nie rozmawiał z nikim, a jego stan, według funkcjonariuszy, nie wzbudzał podejrzeń.

Z uzyskanej kopii książki przebiegu służby w PDOZ wynika, że przyprowadzony o 18.45 do placówki Marcin nie sprawiał problemów. Zachowywał się spokojnie i według opinii funkcjonariusza doprowadzającego nie wymagał szczególnego nadzoru. Z 29-latkiem przeprowadzono rozmowę, w której stwierdził, że czuje się dobrze i nie potrzebuje badania lekarskiego. O 18.49 udał się do pomieszczenia na końcu korytarza w PDOZ, gdzie wydano mu czystą pościel i koc z uwagi na niską temperaturę.

Od godziny 18.50 przebywał w celi aż do następnego dnia do godziny 11.12. Nagranie z innej kamery ujawniło czynności podejmowane wieczorem i w nocy przez funkcjonariuszy policji, polegające na monitorowaniu zatrzymanego przez wizjer. Na nagraniach nie widać, aby Marcin posiadał jakiekolwiek widoczne obrażenia zewnętrzne ciała.

W sobotę około godziny 11. zastępca dyżurnego Dariusz Pakur udał się do celi, by ustalić, czy 29-latek wytrzeźwiał. Po pozytywnym zweryfikowaniu tej okoliczności, funkcjonariusz wystawił mu mandat. Marcin przyznał się do popełnienia zarzucanych mu wykroczeń i przyjął mandat. Na pytanie o powody jego zachowania, odpowiedział, że pokłócił się ze swoim szefem i w zdenerwowaniu kupił i wypił pół litra wódki. Stwierdził, że po alkoholu "mu odwala". Na parę minut udał się ponownie do celi, a następnie o godzinie 11.22 opuścił celę PDOZ w towarzystwie funkcjonariusza st. post. Wojciecha Łosińskiego. Podczas pobytu w izbie zatrzymań był spokojny, nie sprawiał żadnych problemów.

Marcin opuszcza komendę

Opuszczając komendę Marcin miał być spokojny, nie zdradzał objawów nerwowości i nic nie wskazywało na to, że może chcieć zrobić sobie krzywdę. Przed wyjściem miał spytać się o drogę na dworzec autobusowy. Zgodnie z zeznaniami dyżurnego asp. Arkadiusza Kempińskiego Marcin oddalał się pieszo w kierunku centrum Kartuz.

Monitoring zewnętrzny obejmujący teren wyjścia z budynku KPP w Kartuzach 18 lipca 2015 roku nie działał prawidłowo i wskutek awarii systemu zapis z tego dnia został całkowicie utracony.

- Analiza materiałów śledztwa obejmujących pobyt pokrzywdzonego w komendzie w Kartuzach, w PDOZ w celu wytrzeźwienia nie doprowadziła do ujawnienia jakichkolwiek bezprawnych zachowań funkcjonariuszy, jak i osób postronnych, które miały styczność z funkcjonariuszami tej jednostki nie pozwalają na przyjęcie, że wobec pokrzywdzonego stosowana była jakakolwiek przemoc czy inne niedozwolone działania - zaznacza Adrianna Ziókowska, Prokurator Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Poszukiwania

O godzinie 16. dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Kartuzach odebrał poprzez system SWD komunikat o poszukiwaniu jako zaginionego Marcina Szcześniaka zamieszczony przez KPP w Bartoszycach. W odpowiedzi udzielił informacji, że zaginiony przebywał w izbie zatrzymań w Kartuzach, ale został już zwolniony. Skutkiem tego było odwołanie komunikatu o poszukiwaniach.

20 lipca w KPP w Kartuzach ojciec Marcina ponownie zgłosił jego zaginięcie. Zaginionego zakwalifikowano do kategorii II zgodnie z Zarządzeniem nr 124 Komendanta Głównego Policji. Sporządzono szczegółowy plan czynności poszukiwawczych. Dokonano rejestracji Marcina w Krajowym Systemie Informacji Policji. Informację o zaginięciu przekazano patrolom będącym na służbie. 21 lipca przeprowadzono dalsze czynności poszukiwawcze. Rozpytano taksówkarzy oraz dokonano penetracji miasta Kartuzy.

24 lipca funkcjonariusze udali się do Chwaszczyna. Rozpytywali mieszkańców, jak również udali się do pracy Marcina.

Niezwłocznie po zgłoszeniu zaginięcia funkcjonariusze zabezpieczyli monitoring z kamer na komendzie. Wtedy też odkryto, że kamery zewnętrzne nie działały prawidłowo i zabezpieczono nośniki. Na nagraniu monitoringu jednej z kamer zewnętrznych komendy widać postać, która udała się w kierunku oczyszczalni ścieków znajdującej się w okolicy lasu i jeziora. Postaci tej jednak nie udało się zidentyfikować.

6 sierpnia przeprowadzono działania poszukiwawcze na terenie masywu leśnego od Kartuz w kierunku Prokowa, wzdłuż jeziora Klasztornego Dużego, po obu stronach drogi relacji Kartuzy-Kolonia, a także masywu leśnego wzdłuż jeziora Klasztornego Dużego do Grzybna oraz wzdłuż drogi głównej od Grzybna do ulicy Słonecznej i Węglowej w Kartuzach. W poszukiwaniach brało udział 29 funkcjonariuszy.

10 sierpnia przejrzano zapisy monitoringu w miejscach, gdzie mógł przechodzić Marcin. Zabezpieczono monitoring z autobusów Gryf, wprowadzono zdjęcie zaginionego do ewidencji policyjnej, podano informację o zaginięciu do mediów, rozesłano komunikat o zaginięciu do jednostek policji na Pomorzu oraz Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku z prośbą o koordynację poszukiwań na terenie kraju. Sprawdzono także policyjne systemy informatyczne ustalając, że Marcin nie był zatrzymywany po 18 lipca. Sprawdzono placówki medyczne na terenie powiatu kartuskiego, wysłano zapytania do MONAR-u, NFZ, urzędu pracy w miejscu zamieszkania, przeprowadzono rozmowy z pracownikami firmy, dokonano rozpytania z lokalach usługowych i sklepach na terenie Chwaszczyna i Juszkowa.

- Poszukiwania były prowadzone z należytą starannością, wszechstronnie, z uwzględnieniem możliwości personalnych i technicznych, z prawidłowym wykorzystaniem zasobów, którymi dysponowała jednostka policji. Funkcjonariusze policji działali w zakresie swoich uprawnień i zgodnie z treścią obowiązujących uch przepisów. Wyczerpująco przeprowadzili czynności związane z poszukiwaniami, nie dopuszczając się niedopełnienia obowiązków w tym zakresie - ocenia prokurator Adrianna Ziółkowska.

Oskarżenia rodziny

Dwa dni po zgłoszeniu zaginięcia Marcina, w kartuskiej komendzie zgłosił się jego ojciec wraz z zięciem zarzucając funkcjonariuszom, że wypuścili jego syna o godzinie 16., pomimo że w tym czasie był już osobą poszukiwaną.

Szwagier Marcina twierdził, że od początku zachodziły rozbieżności w informacjach jakie otrzymywała rodzina w związku z zaginięciem 29-latka. Na początku jego żona została przez funkcjonariusza KPP w Bartoszycach poinformowana, że Marcin został zwolniony z PDOZ w Kartuzach o godzinie 16, natomiast jej ojcu w Kartuzach udzielono informacji, że było to jednak o 11. Nie poinformowano też rodziny, że poszukiwania zostały przerwane. Co więcej, w KPP w Bartoszycach usłyszał, że poszukiwania trwały nieprzerwanie.

Odniósł więc wrażenie, że jest oszukiwany. Wzbudziło to jego nieufność. Będąc na komendzie w Kartuzach funkcjonariusze nie chcieli udzielić mu konkretnych informacji o przebiegu poszukiwań. Gdy usłyszał, że części nagrań z monitoringu z komendy nie ma, bo była burza, wraz z teściem podjęli decyzję o złożeniu zawiadomienia do prokuratury w związku z matactwem w sprawie zaginięcia Marcina.

Krzyki "ratujcie" dobiegające z komendy

22 lipca z ojcem Marcina skontaktowała się kobieta, która twierdziła, że słyszała krzyki "ratujcie" i odgłosy bójki dochodzące z Komendy Powiatowej Policji w Kartuzach wówczas, gdy 29-latek miał przebywać w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych. Nie ustalono jednak tożsamości kobiety.

Ujawnienie zwłok

2 października 2015 roku około godziny 9. grzybiarz natknął się na rozkładające się szczątki ludzkie. Najpierw zobaczył leżące ubrania, a potem rozróżnił także głowę oraz nogi leżącej postaci. Czuł intensywny zapach zgnilizny. Udał się do drogi, zatrzymał przejeżdżający samochód. Poprosił jego kierowcę o powiadomienie policji o znalezieniu ciała.

Zwłoki znajdowały się przy brzegu jeziora Klasztornego Dużego w gęstwinie drzew i zarośli, około 300 metrów od oczyszczalni ścieków w Kartuzach. Były one ułożone w pozycji niemal leżącej. Górna część pleców oparta była o konary drzewa. "Głowa była odchylona ku tyłowi i dołowi na paśmie wyschniętych tkanek miękkich okolicy karku, które znajdowały się w przywiązanej do gałęzi drzewa pętli wisielczej. Była ona sporządzona z dwóch związanych ze sobą sznurówek.

Stan rozkładu zwłok uniemożliwił identyfikację płci, wieku, rasy czy cech morfologicznych głowy z uwagi na zaawansowane zmiany gnilne i częściowe zeszkieletowanie obejmujące czaszkę, kończyny górne i dolne. Przy zwłokach znaleziono portfel między innymi z dowodem osobistym.

Oględziny miejsca ujawnienia zwłok wskazują na ich nieprzemieszczanie i spoczynek ich w tym miejscu przez dłuższy czas.

Sekcja zwłok

Poza sekcją zwłok przeprowadzono badania histopatologiczne, toksykologiczne oraz chemiczno-toksykologiczne. Z ustaleń biegłych wynika, że Marcin zmarł śmiercią gwałtowną, nagłą, najprawdopodobniej w następstwie ucisku pętli na narządy szyi w mechanizmie powieszenia. Biegli stwierdzili, że w medycynie sądowej znane są, nierzadko występujące, przypadki powieszenia w pozycji klęczącej, siedzącej, półsiedzącej, a nawet leżącej.

- W opiniowanym przypadku rodzaj pętli wisielczej oraz materiał z jakiego została ona sporządzona mogły spowodować dość szybkie zaciśnięcie się jej na narządach szyi oraz zamknięcie światła naczyń szyjnych oraz dróg oddechowych, umożliwiając powieszenie się w pozycji w jakiej ujawniono zwłoki - zaznaczała biegła zakresu medycyny sądowej.

- Nie doszło do spowodowania uszkodzeń ciała skutkujących śmiercią. W kościach czaszki, w tym twarzoczaszki, kręgosłupa, mostka, żeber, kości miednicy i kościach kończyn nie stwierdzono złamań, z wyjątkiem wygojonego złamania jednego żebra - kontynuuje.

- Biorąc pod uwagę charakter i stopień zaawansowania zmian pośmiertnych (gnicie, częściowe zeszkieletowanie) oraz obecność licznych larw owadów, przy uwzględnieniu pory roku oraz warunków i okoliczności ujawnienia zwłok, precyzyjne ustalenie czasu zgonu nie było możliwe - podsumowuje.

Biegła była jednak w stanie przyjąć, że czas ten wynosił przynajmniej kilka, kilkanaście tygodni przed znalezieniem zwłok.

Umorzenie

Po raz pierwszy śledztwo umorzono 16 sierpnia 2016 roku. Rodzina złożyła jednak zażalenie na postanowienie prokuratora. W konsekwencji sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Gdańsku. Ten uchylił zaskarżoną decyzję zlecając przeprowadzenie dodatkowych czynności, a mianowicie poszukiwania kobiety, która telefonicznie skontaktowała się z ojcem Marcina twierdząc, że słyszała niepokojące odgłosy z komendy oraz powołania biegłego z zakresu informatyki celem uzyskania i przeanalizowania utraconych zapisów monitoringu z urządzeń rejestrujących KPP Kartuzy.

Po wykonaniu tychże czynności prokuratura ponownie podjęła decyzję o umorzeniu śledztwa. Toczyło się ono dwutorowo. Śledczy wyjaśniali zarówno okoliczności i przyczynę śmierci Marcina Szcześniaka, jak i to, czy funkcjonariusze KPP w Kartuzach dopełnili wszelkich obowiązków w związku z poszukiwaniem 29-latka. W obu przypdkach nie stwierdzono, że doszło do przestępstwa.

Ania Lehmann

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.