Po roku w końcu ruszył proces ws. demolki w sierakowickim klubie

poniedziałek, 27 listopada 2017 r., 17:21
fot. archiwum

Po ponad roku od wyznaczonego pierwszego terminu rozprawy i dwa po zdarzeniu, przed kartuskim sądem ruszył proces w sprawie zdemolowania klubu w Sierakowicach. Na ławie oskarżonych zasiadają bracia Marcin i Daniel R. oraz Grzegorz K. W poniedziałek z uwagi na odmowę składania przez nich zeznań, odczytano ich wcześniejsze wyjaśnienia oraz przesłuchano właściciela lokalu.

Od zdemolowania sierakowickiego klubu, czego mieli dopuścić się bracia Daniel i Marcin R. oraz Grzegorz K., minęły ponad dwa lata. Przez roku kartuski sąd próbował ruszyć z procesem w tej sprawie. Powodem odroczenia wrześniowej rozprawy było oświadczenie jednego z oskarżonych o leczeniu psychiatrycznym i zażywaniu leków przepisanych przez lekarza psychiatrę. Jak poinformowała sędzia, zgodnie z opinią sądowo-psychiatryczna nie ma przeszkód, by oskarżony osobiście uczestniczył w czynnościach procesowych.

Tym samym sędzia w poniedziałek mogła otworzyć przewód sądowy. Na rozprawie stawili się dwaj oskarżeni Marcin i Daniel R. Trzeci Grzegorz K. był nieobecny.

Wszyscy trzej zostali oskarżeni o dokonanie zniszczeń w klubie w Sierakowicach.

- Prokurator Prokuratury Rejonowej w Kartuzach oskarża o to, że w dniu 13 września 2015 roku w Sierakowicach działając wspólnie i w porozumieniu, działając publicznie, bez powodu, okazując rażące lekceważenie porządku prawnego dokonali uszkodzenia lokalu - czytała akt oskarżenia sędzia Joanna Stella-Borkowicz.

Śledczy zarzucają oskarżonym między innymi wybicie sześciu podwójnych szyb w oknach, potłuczenie trzech płytek, zbicie 30 szklanek oraz kilkudziesięciu piw, butelek wódki, czy wina, jak również przywłaszczenia wzmacniacza, powodując straty o łączności wartości na ponad 5.000 zł.

Zarówno Marcin, jak i Daniel R. nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Odmówili też składania zeznań. W związku z tym sędzia odczytała ich wcześniejsze wyjaśnienia.

- W dniu 13 września 2015 roku około 3. przyjechałem z bratem Danielem i kolegami tj. braćmi Grzegorzem i Leszkiem K. do dyskoteki w Sierakowicach. Wracaliśmy z innej imprezy. Zaparkowaliśmy samochód koło stacji. Poszliśmy na drinka do lokalu. Staliśmy wszyscy czterej przy barze. Potem wyszliśmy przed lokal. Tam była jakaś zadyma. Ktoś się szarpał. Nie znałem ich. Wtedy bramkarz zaczął na wszystkich pryskać jakimś gazem. Chyba cała nasza czwórka też dostała tym gazem. Chcieliśmy wyjść na zewnątrz i przypadkiem dostaliśmy na zewnątrz. Ja chyba go mu wyrwałem i potem gdzieś go wyrzuciłem. Nie pamiętam, gdzie. Potem wszyscy, cała nasza czwórka, pojechaliśmy stamtąd. Najpierw na stacji przemywałem sobie oczy od gazu. Potem odjechaliśmy. Na pewno ja, ani mój brat, ani Leszek i Grzegorz nie rzucaliśmy wewnątrz szklankami, nie wybiliśmy szyb, nie uszkodziliśmy samochodu i niczego stamtąd nie ukradliśmy. Nie mamy z tym nic wspólnego - wyjaśniał Marcin R.

- Przyjechaliśmy o około godziny 1. (...) Poszliśmy na drinka do lokalu. Staliśmy wszyscy przy barze. Po około półtorej godziny, wychodziliśmy stamtąd. Przed klubem była jakaś zadyma. Właściciel pryskał na nich gazem. Kiedy wychodziliśmy prysnął też na mnie, brata i Grzegorza. Nie wiem dlaczego tak zrobił. Cofnąłem się do toalety, by opłukać twarz. Grzegorz był ze mną. Marcin czekał na zewnątrz. Potem wyszliśmy na zewnątrz. Piekły nas oczy. Stwierdziliśmy, że jedziemy stamtąd. Pojechaliśmy do domu, wszyscy czterej. Nie wiem, która była to godzina - zeznawał Daniel R.

Z uwagi na nieobecność Grzegorza K. sędzia również odczytała jego wcześniejsze wyjaśnienia.

- Piliśmy drinki przy barze. wychodząc ktoś nas popryskał gazem. Wróciliśmy do lokalu przemyć oczy. Potem wyszliśmy z klubu i odjechaliśmy do domów. Ani tamtej nocy ani innej nie brałem udziału w dewastacji tego lokalu. Nie rzucałem żadnymi cegłami. Nic na ten temat mi nie wiadomo - mówił podczas przesłuchania na policji, Grzegorz K.

Podczas poniedziałkowej rozprawy przesłuchano też w charakterze świadka właściciela lokalu.

- Oskarżeni przyszli do lokalu. Przywiózł ich Adam, nie Leszek. W lokalu byli około pół godziny. Następnie na zewnątrz doszło do bójki. Ktoś z tych osobników zaczął obezwładniać wszystkich gazem. Przed lokal wyszedł ochroniarz, potem oskarżeni. Zaczęli się awanturować, wyzywać nas. Potem weszli do lokalu. Przemyli sobie oczy w toalecie. Oskarżony Marcin wyrwał mi gaz pieprzowy z ręki. Następnie zaczęli wszystkich obezwładniać. Z ochroniarzem wypchnęliśmy ich z lokalu. Zamknęliśmy drzwi na klucz. Po sekundzie w okna leciały pustaki, dachówki, butelki. Widziałem oskarżonych przy bramie, jak na chwilę otworzyłem drzwi. Gdy zauważyłem, że idą z powrotem, ponownie zamknąłem drzwi. Oskarżeni zaczęli demolować szyby od strony baru. Wezwaliśmy policję. Gdy przyjechali, oskarżonych już nie było. Nad ranem oglądałem monitoring z kamer znajdujących się stacji. Na nagraniach było widać o której godzinie oskarżeni byli pod lokalem - mówił właściciel klubu.

Jak dodawał, przez to zdarzenie, był zmuszony zamknąć lokal.

- Po tym zdarzeniu do lokalu przychodziły 2-3 osoby. Z rozmów ze stałymi klientami wynika, że ani oni ani ich znajomi nie przychodzą już do klubu, bo boją się o to, że sytuacja się powtórzy. Byłem zmuszony zamknąć klub - podnosił pokrzywdzony.

Kolejną rozprawę zaplanowano pod koniec roku.

AL

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.