Jest akt oskarżenia dla lekarki kartuskiego szpitala ws. śmierci Kacperka

poniedziałek, 11 grudnia 2017 r., 10:08
fot. archiwum

Do pięciu lat pozbawiania wolności grozi lekarce z kartuskiego szpitala, wobec której do kartuskiego sądu trafił akt oskarżenia. Ewa Ch. została oskarżona o narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia Kacperka. Pięciolatek w kwietniu 2015 roku trafił na kartuski SOR. Tam zbadano go, ale odesłano do domu. Na drugi dzień stanęło mu serce. Już się nie obudził.

Do Sądu Rejonowego w Kartuzach trafił akt oskarżenia przeciwko lekarce kartuskiego szpitala.

- Ewa Ch. została oskarżona o to, że w dniu 6 kwietnia 2015 roku pełniąc dyżur jako specjalista pediatra w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, zaniechała przyjęcia małoletniego chłopca na oddział szpitalny, pomimo występowania u niego objawów zaburzeń w układzie krążenia, co powinno być wskazaniem do pogłębionej diagnostyki szpitalnej, przez co naraziła go na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, tj. o popełnienie czynu z art. 160 § 1 i 2 k.k. - informuje prokurator Maciej Załęski, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.

Ewie Ch. grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.

Przypomnijmy, że pięcioletni Kacperek zachorował 2 kwietnia 2015 roku, tuż przed Wielkanocą. Lekarz podstawowej opieki medycznej stwierdził u niego zapalenie oskrzeli i zapisał antybiotyk. Kacperek czuł się coraz gorzej. Do kartuskiej przychodni trafił jeszcze dwa razy. Lekarz stwierdził, że stan 5-latka jest na tyle poważny, że wymaga on leczenia szpitalnego. W wielkanocny poniedziałek otrzymał skierowanie do szpitala. Na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Kartuzach wizyta trwała niecałą godzinę.

- Pani doktor przebadała naszego synka, pobrała mu krew, osłuchała i zmierzyła ciśnienie. Stwierdziła, że dziecko jest zdrowe, że nie potrzebuje nawet lekarstw, ale jak już je wykupiliśmy, to mieliśmy je podawać jeszcze przez cztery dni i podwyższyła zalecaną dawkę przez poprzedniego lekarza - opowiadali rodzice Kacperka.

Tymczasem temperatura dziecka wahała się od 33,4 do 34,8 stopni Celsjusza. Podczas pobytu na kartuskim SOR-rze wzrosła do 35,5 stopnia. Dziecko nie mogło uleżeć na plecach, bo się dusiło, było blade, osłabione, słaniało się. Kacperek miał marmurkowate ciało, jego tętno wynosiło 120. Miał też podwyższony cukier. Na podstawie tych objawów lekarka stwierdziła zapalenie gardła i odesłała pięciolatka do domu. Zaleciła, by za dzień lub dwa udać się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Wizyty u lekarza rodzinnego jednak już nie było.

Następnego dnia serce Kacpra zatrzymało się, był reanimowany. W skrajnie ciężkim stanie trafił do Szpitala Wojewódzkiego w Gdańska, gdzie po trzech dniach zmarł.

Po naszej publikacji kontrole w kartuskiej placówce wszczęli Rzecznik Praw Pacjenta, Narodowy Fundusz Zdrowia, Okręgowa Komisja Lekarska, Krajowy Konsultant ds. Pediatrii. Dodatkowo, na polecenie Wojewody Pomorskiego szpital skontrolowała Barbara Kamińska, Wojewódzki Konsultant ds. Pediatrii. Nie dostrzegła ona żadnych uchybień ze strony lekarzy Powiatowego Centrum Zdrowia w Kartuzach.

Problemu nie zauważyli też prezes i naczelny lekarz szpitala. Marek Tybor stwierdził wręcz, że sprawą śmierci Kacperka nie powinna zajmować się jakakolwiek prasa, że jest to sprawa, której nie rozumiemy i nie mamy prawa o niej rozmawiać. Podkreślając przy tym, że taka sprawa nie powinna bulwersować, że są to normalne przypadki zdarzające się na całym świecie, we wszystkich szpitalach, przychodniach i jest to ryzyko związane z byciem człowiekiem, możliwością zachorowania, koniecznością leczenia i diagnozowania.

W gronie osób uważających, że wszystko jest w porządku znalazła się również starosta kartuski Janina Kwiecień. Zamiast interweniować jako reprezentant właściciela szpitala, oskarżyła media o podawanie niesprawdzonych informacji i kłamstwa na temat śmierci 5-letniego Kacperka. Wyraziła swój żal i oburzenie, że media lokalne podjęły temat, a w ślad za nimi poszły również te ogólnopolskie. Śmierć 5-latka określiła jako "jakąś nieprawidłowość".

Aroganckie zachowanie zarówno prezesa oraz naczelnego lekarza szpitala, jak i starosty skrytykowali radni powiatowi. Obiecali też przyjrzeć się i wyjaśnić sprawę.

Mimo licznych doniesień medialnych, sprawą nie zainteresowała się też prokuratura. Uczyniła to dopiero po złożeniu oficjalnego zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez rodziców Kacperka. Prokuratura Okręgowa, do której trafiło zawiadomienie, przekazała sprawę do prowadzenia Prokuraturze Rejonowej w Kartuzach. Ta jednak wyłączyła się z postępowania, więc okoliczności śmierci 5-latka wyjaśniali śledczy z Gdańska. Ostatecznie sprawę przejęła Prokuratura Regionalna w Gdańsku, w której powstał specjalny wydział ds. błędów medycznych.

Do sprawy będziemy wracać.

AL

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.