Procesu ws. zdemolowania sierakowickiego klubu ciąg dalszy. Jeden z oskarżonych wyszedł z sali

środa, 10 stycznia 2018 r., 10:56
fot. archiwum

Za nami kolejna rozprawa w procesie przeciwko braciom Marcinowi R. i Danielowi R oraz Grzegorzowi K., którzy odpowiadają za zdemolowanie sierakowickiego klubu. Podczas wtorkowego posiedzenia przesłuchano kolejnych świadków. Jeden z oskarżonych Daniel R., po upomnieniu przez sędzię za niewłaściwe zachowanie, ostentacyjnie opuścił salę.

Podczas wtorkowej rozprawy zeznawali właściciel obiektu, ochroniarz oraz brat jednego z oskarżonych.

- Wynajmowałem lokal Grzegorzowi G. Zadzwonił do mnie rano i powiedział, że mam przyjechać, bo był rozbój. Przyjechałem. Lokal był zdemolowany, szyby powybijane, cegły i pustaki w środku, od pustaków była zniszczona podłoga. Grzegorz G. był załamany, bo zainwestował w to tyle pieniędzy, wziął kredyt. Lokal stracił dobrą opinię. Ludzie pisali w internecie, żeby tam nie chodzić, bo można dostać cegłą (...). Przed zdarzeniem lokal bardzo dobrze prosperował. Były koncerty. Bawiło się około 500 osób - zeznawał właściciel obiektu.

- Oskarżeni i jeszcze parę osób przyjechali na dyskotekę. Na zewnątrz było jakieś zamieszanie. Oskarżeni bili się z jakimiś ludźmi, którzy byli na dyskotece, młodszymi. Wyszliśmy na zewnątrz. Ja i Grzegorz G. zostaliśmy potraktowani gazem. Wszedłem do lokalu, aby przetrzeć twarz. Właściciel też miał gaz, który służył do ochrony. Stał przy wejściu. Trzymał gaz. Jeden z oskarżonych lub ich znajomy spytał, czy też mogą wejść do toalety, bo też dostali gazem. Otrzymali zgodę. Weszli do toalety. Jak wychodzili, wyrwali gaz właścicielowi i zaczęli wszystkich pryskać dookoła. Zaczęła się bijatyka w środku - zeznawał z kolei ochroniarz lokalu.

- Potem jak gaz został pryśnięty, ochrona i goście lokalu cofnęli się głąb sali. Wtedy do środka weszli oskarżeni i ich znajomi, zaczęli rzucać butelkami. Po zamieszaniu, kiedy ochrona szła w ich kierunku, wyszli z lokalu. Zamknęliśmy drzwi. Do lokalu przez okna zaczęły wpadać różne pustaki, kamienie. Przez zbite okno widziałem, jak oskarżeni zaglądali do środka i pryskali gazem. Po przyjeździe policji, oskarżeni zniknęli - kontynuował.

We wcześniejszych zeznaniach złożonych podczas postępowania przygotowawczego, zeznawałam też, że oskarżeni grozi właścicielowi lokalu zabiciem.

Ostatnim świadkiem był brat jednego z oskarżonych. Odmówił składania zeznań wobec najbliższej osoby. Zeznawał jednak odnośnie dwóch pozostałych osób zasiadających na ławie oskarżonych.

- O tym zdarzeniu dowiedziałem się na posterunku Policji i w internecie. W tym dniu przywiozłem braci R. do lokalu w Sierakowicach. Na chwilę wszedłem z nimi do lokalu. Spędziłem tam około 10 minut. Gdy byłem w lokalu, nie doszło do żadnego zamieszania, nikt nie używał gazu. Wsiadłem do samochodu i jeździłem po Sierakowicach około 20 minut. Wtedy zadzwonił do mnie kolega Marcin R. i powiedział, że jedziemy do domu. Do samochody wsiedli około jednego kilometra od sali, w stronę Szklany - zeznawał przed sądem.

Z uwagi na niepamięć szczegółów odczytano także jego wcześniejsze zeznania. Wynikało z nich, że już podczas jego obecności w lokalu doszło do zamieszania przed dyskoteką. Obawiając się jednak o to, by nikt nie uszkodził mu pożyczonego samochodu, odjechał spod lokalu.

Podczas rozprawy oskarżony Daniel R. został upomniany przez sędzię za swoje niewłaściwe zachowanie. Postanowił więc ostentacyjnie wyjść z sali.

Kolejną rozprawę zaplanowano na marzec.

Przypomnijmy, że do zdarzenia, które jest przedmiotem procesu, doszło we wrześniu 2015 roku, w nocy podczas odbywającej się w klubie imprezy. Jak relacjonował wówczas właściciel klubu, do lokalu podeszli trzej młodzi mężczyźni. Zaczepiali klientów, więc ochroniarze nie wpuścili ich do środka. Ci w odwecie wybili szyby w obiekcie używając do tego cegieł, zaatakowali ochroniarzy wyrywając im gaz pieprzowy i rozpylili go, obezwładniając personel i klientów. Klubowicze zostali wyprowadzeni na zaplecze. Napastnicy zaś zdemolowali bar, ukradli wzmacniacz i uszkodzili samochód właściciela.

W związku ze zdarzeniem policja zatrzymała początkowo dwie osoby - braci Marcina R. i Daniela R. Mieszkańcom gminy Stężyca postawiono zarzut uszkodzenia mienia i kradzieży mienia. Obaj już nie raz byli notowani przez policję. Zastosowano wobec nich środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji. W toku podjętych przez funkcjonariuszy działań w związku ze sprawą zatrzymano kolejnego mężczyznę 30-letniego Grzegorza K.

Wszyscy trzej zostali postawieni w stan oskarżenia. Zostali oskarżeni o to, że działając wspólnie i w porozumieniu dokonali uszkodzenia lokalu powodując straty na około 5.000 zł. Zarzucono im działanie w porozumieniu, publicznie bez powodu, okazując rażące lekceważenie porządku prawnego, a więc tzw. występek o charakterze chuligańskim.

Ponadto właściciel klubu żąda od oskarżonych naprawienia szkody poprzez zapłatę kwoty 15.000 zł każdy, zasądzenia od wszystkich po 12.000 zł zadośćuczynienia za straty spowodowane zamknięciem lokalu oraz zmniejszeniem liczby gości oraz zasądzenia od wszystkich oskarżonych 15.000 zł zadośćuczynienia za doznaną krzywdę w postaci utraty zdrowia.

AL

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.