Kartuzy. Chciał wyrzucić dziennikarzy z urzędu. Nie udało się - obraził się i wyszedł

wtorek, 27 marca 2018 r., 12:38
fot. MD-Z

Nieoczekiwany obrót przyjęło poniedziałkowe spotkanie członków Rady Miejskiej w Kartuzach z burmistrzem i pracownikami urzędu. Miało ono dotyczyć kwestii ważnych dla rozwoju miasta takich jak m.in. sprawa studium i przebiegu obwodnicy. Na początku spotkania na wniosek przewodniczącego rady Andrzeja Pryczkowskiego pod głosowanie poddano obecność przedstawicieli mediów. Dziennikarze jednak nie opuścili sali. Ostatecznie zrobił to sam przewodniczący.

W poniedziałek po południu w Urzędzie Miejskim w Kartuzach odbyło się spotkanie radnych z burmistrzem Mieczysławem Gołuńskim i pracownikami urzędu. Zdaniem Andrzeja Pryczkowskiego, który je zainicjował, miało mieć charakter nieformalny. Dotyczyć jednak miało kwestii ważnych dla rozwoju miasta i gminy, oraz inwestycji, w nim realizowanych. W związku z tym pojawili się na nim przedstawiciele mediów. Obecność dziennikarzy wywołała jednak oburzenie przewodniczącego. Zawnioskował o to, by radni głosowaniem zdecydowali, czy chcą by media na sali pozostały. Choć zdania były podzielone, większość zagłosowała zgodnie z wolą Andrzeja Pryczkowskiego.

- Mieliśmy mieć rozmowę w cztery oczy z burmistrzem. Umawiałem się z panem na spotkanie nieoficjalne. Pan w tej chwili robi zupełnie coś innego - mówił przewodniczący.

- Przepraszam, że zrobiłem taki ruch (głosowanie w sprawie obecności mediów - przyp. red.), ale uważam, że powinno się dotrzymywać słowa. Nie po raz pierwszy spotkaliśmy się w takiej formule, a każdą przyzwoitą rozmowę, chce pan zamieniać w widowisko prasowe - mówił Andrzej Pryczkowski.

Burmistrz stwierdził, że prasa ma prawo być na spotkaniu.

- Nie mamy nic do ukrycia. Prasa ma prawo tu być. Nie działamy w żaden sposób tajnie. Rozmawiamy na wszystkie tematy. Tak samo jak na sesjach czy na komisjach - mówił Mieczysław Gołuński.

- Tu nie chodzi o to, że ktoś ma coś do ukrycia. Nikt tu nie mam nic do ukrycia, ale są pewne zasady w życiu - mówił radny Borzestowski.

- Jestem zaskoczony, bo myślałem, że przyszliśmy mówić o konkretach, sprawach ważnych dla całej gminy. Myślę, że wszyscy powinniśmy o tym rozmawiać. Nie ma tajemnicy państwowej tutaj. Jesteśmy gotowi na spotkanie. Pan przewodniczący nie powiedział, że spotkanie miało być w cztery oczy, tak możemy rozmawiać pojedynczo. Spotkanie miało być z radą - mówił burmistrz.

Za pozostaniem mediów na sali opowiedział się również Ryszard Herbasz.

- To nie jest budynek prywatny. To instytucja, samorząd gminny. Każdy obywatel ma prawo brać udział w sesji, w spotkaniach i komisjach. Nie chcę później przeczytać czy komuś się tłumaczyć, że może my tutaj jakiś alkohol spożywamy czy co robimy, że obywatele nie mogą o tym wiedzieć - mówił.

Przedstawiciele prasy pozostali na miejscach. Ostatecznie salę opuścił sam przewodniczący, a tuż za nim radni Andrzej Borzestowski i Witold Wojewódka. Na sali zostali pozostali członkowie rady.

Mimo początkowej burzy podczas spotkania udało się poruszyć wiele istotnych spraw m.in. studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego oraz kwestię planowanego przebiegu obwodnicy, a także nowej nawierzchni deptaku. Dyskutowano też o przyszłości Spec-Pecu. Tematom tym poświęcimy osobne publikacje. Tematy poruszone na spotkaniu wrócą na sesji nadzwyczajnej, którą zaplanowano w drugim tygodniu kwietnia.

MD-Z

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.