Gra u boku największych gwiazd. Klaudia Kuchtyk z Kartuz u progu aktorskiej kariery

niedziela, 15 kwietnia 2018 r., 12:00
fot. nadesłane/archiwum prywatne K.K.

Zagrała u boku największych gwiazd polskiego kina. Mikołaj Roznerski, Krzysztof Kiersznowski, Lech Dyblik oraz Sławomir Pacek, towarzyszyli jej przez ostatni rok na scenach teatrów w całej Polsce. Spektakl "Basia sama w domu-czyli moje najgorsze święta" zagrała z nimi ponad sześćdziesiąt razy. Aktorka musicalowa, która swoją drogę zawodową rozpoczynała w teatrze w Radomiu, a teraz staje u progu aktorskiej kariery. Mowa o Klaudii Kuchtyk, u której miłość do muzyki i sceny zrodziła się w Kartuzach.

Klaudia Kuchtyk w 2012 roku ukończyła Studium Wokalno - Aktorskie im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. Następnie rozpoczęła współpracę z Teatrem Powszechnym w Radomiu. Po trzech latach, kilkunastu rolach i setkach zagranych spektakli, zrezygnowała z pracy na etacie i wzięła sprawy w swoje ręce. Bardzo zdolna wokalistka i aktorka, która na Kaszubach kojarzona była przede wszystkim z prowadzonym przez jej mamę chórem Cartusia, właśnie stawia kolejne poważne kroki w swojej artystycznej karierze. Opowiedziała nam o jej początkach, przygodzie z "Baśką", miłości do dubbingu i planach na przyszłość.

Najpierw w Twoim życiu było więcej muzyki i śpiewu. Teraz jest więcej aktorstwa...

Ukończyłam szkołę musicalową, więc siłą rzeczy to wszystko się łączy. W spektaklach śpiewam, tańczę i gram. Cieszę się, że mogę łączyć te pasje. Moim ogromnym marzeniem było ukończenie Studium Wokalno - Aktorskiego w Gdyni przy Teatrze Muzycznym. Marzenie się spełniło. Dostałam się do szkoły i po czterech latach ruszyłam w świat. Trwał wtedy remont Teatru Muzycznego w Gdyni, więc dostanie się tam na etat, graniczyło z cudem. Jednak dyrektor szkoły, śp. Maciej Korwin, bardzo chciał mi pomóc. Polecił mnie swojemu znajomemu, dyrektorowi z Teatru Powszechnego w Radomiu. Miałam wziąć udział w przesłuchaniu do nowego spektaklu. Udało się, dostałam rolę i zaczęła się moja "przygoda z Radomiem". Przez rok grałam tam gościnnie, a potem dostałam propozycję etatu. W teatrze w Radomiu spędziłam łącznie trzy lata, aż w końcu nadszedł czas żeby się z tym miejscem pożegnać.

Dlaczego podjęłaś taką decyzję?

Był to bardzo ważny czas w moim życiu. W szkole uczymy się wiele, ale to scena weryfikuje umiejętności. W pewnym momencie poczułam jednak, że muszę odejść, aby móc rozwijać inne moje pasje. Między innymi dubbing, który uwielbiam. Radom leży 100 kilometrów od Warszawy. Etat wiązał mnie też z bardzo dużą ilością prób i spektakli. Grałam jednocześnie w 13 tytułach. Niestety polskie realia są takie, że ta ciężka praca niekoniecznie przekładała się na zarobki. Z kolei praca w Warszawie daje aktorowi inne możliwości. Dla mnie przede wszystkim te związane z dubbingiem. Widziałam po prostu dla siebie inną drogę i chciałam czegoś nowego spróbować. Uważam, że bardzo dużo się w Radomiu nauczyłam. Miałam możliwość pracy ze świetnymi reżyserami i bardzo doświadczonymi aktorami. Role, które zagrałam były wymarzone. Miałam okazję zagrać w wielu rodzajach sztuk teatralnych - od bajek przez musicale po spektakle dramatyczne.

Skąd ta miłość do dubbingu?

Role dubbingowe bardzo mnie cieszą, bo marzyłam o tym od dziecka. Z tyłu głowy zawsze miałam takie pragnienie, a teraz mogę je spełniać. Wbrew pozorom jest to spore wyzwanie aktorskie i bardzo trudna praca. Sprawdza ona wiele umiejętności: słuch muzyczny, poczucie rytmu, plastykę głosu i otwarcie na różne zadania aktorskie. Dlatego, gdy tylko nadarzyła się okazja, postanowiłam spróbować swoich sił. Aby wdrożyć się w tę trudną sztukę, potrzebowałam sporo czasu. Na szczęście wciąż dostaję nowe propozycje i kolejne role owocują następnymi. Mój głos można usłyszeć m.in. w takich produkcjach jak: My Little Pony, Barbie: Rockowa Księżniczka, Soy Luna, Elena z Avaloru, Shimmer i Shine czy Littlest Pet Shop. Ostatnio udało mi się zaśpiewać piosenkę w dużej produkcji kinowej "Piotruś Królik", która właśnie weszła do kin.

Jednak największy przełom w Twojej aktorskiej karierze nastąpił w ubiegłym roku, gdy dostałaś rolę w komercyjnym spektaklu "Basia sama w domu". Zagrałaś u boku największych gwiazd i pod okiem znanego reżysera.

To prawda. Zagranie wśród gwiazd zawsze napędza. Chciałoby się powiedzieć, że pojawiłam się tam przez przypadek, ale to może nie najlepsze określenie. Zgłosiłam się na casting przez facebooka. Któregoś dnia, przeglądając jak co dzień różne propozycje zawodowe, znalazłam ogłoszenie Impresaryjnego Teatru Gwiazd. Marek Rębacz poszukiwał dziewczyny do głównej roli w świątecznej komedii. Był to zupełnie żartobliwy wpis i stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia - wysłałam zgłoszenie i o tym zapomniałam. Było to wiosną ubiegłego roku. Nie traktowałam tego poważnie, bo w ogłoszeniu był zapis, że zapraszają aktorki po wyższych szkołach. Gdyńska szkoła niestety nie jest tak traktowana. Mimo to, wysłałam zgłoszenie i CV. Dzięki pracy w Radomiu, miałam dość różnorodne doświadczenie. Ku mojemu zdziwieniu, zostałam zaproszona do drugiego etapu. Jak później się okazało, razem ze mną 30 innych aktorek. Nauczyłam się przesłanych wcześniej monologów i zupełnie bez spięcia, a właściwie od niechcenia poszłam na ten casting. Prawdą jest, że czułam te monologi. Były to rozmowy z mamą, a ja ze swoją mam świetny, przyjacielski kontakt, więc nie trudno było mi to przełożyć na naszą relację. Reżyser wymagał dużej dyspozycyjności na długą trasę i około 60 spektakli. Zapytał mnie, czy mam dzieci. Odpowiedziałam żartobliwie, że nie mam ani w domu ani w brzuchu, rzuciłam etat i jestem bardzo dyspozycyjna, otwarta i lubię podróże. Następnego dnia dostałam angaż. Tak się zaczęła przygoda z Baśką, wspaniałymi aktorami i Markiem Rębaczem. Na którejś z prób zapytałam, dlaczego tak naprawdę wybrał mnie. Odpowiedział, że lubi takie przebojowe osóbki jak ja i gdy tylko weszłam na scenę, zobaczył we mnie Baśkę, którą napisał. To jest niesamowite. Gdy się przeżyje coś takiego, zaczyna się wierzyć w to, że trzeba znaleźć się w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu i z odpowiednią energią, a wówczas nagle coś się przed nami otwiera. W najmniej oczekiwanym czasie.

Ten moment wywrócił Twoje życie do góry nogami. Jak wspominasz ten czas?

To była bardzo ciężka praca. Wstawałam rano w hotelu, w jakimś mieście, którego nazwy już nie pamiętam, bo było ich bardzo dużo. Jechaliśmy kilkaset kilometrów do kolejnego miasta, szybki obiad w przydrożnej restauracji. Potem do teatru lub do Domu Kultury, w zależności gdzie akurat byliśmy. Oglądaliśmy scenę, przygotowywaliśmy się do spektaklu i graliśmy jeden lub dwa spektakle dla pełnej, często ponad 300 - osobowej publiczności. Było to niesamowite, bo odbiór naszego spektaklu był bardzo pozytywny. Po spektaklu albo zostawaliśmy na noc w tym samym mieście, albo ruszaliśmy dalej. Był taki moment, że graliśmy codziennie. Pierwszy spektakl zagraliśmy pod koniec października. W listopadzie mieliśmy wolne, a od końca listopada do 17 grudnia zagraliśmy 42 spektakle w 22 miastach.

Jak się czuje aktor po 42 spektaklach, zagranych dzień po dniu?

Bardzo intrygowało mnie to, w jakim stanie znajdę się przed świętami. Lubię podróżować, nie mam problemu z tym, że śpię poza domem. Okazuje się, że to bardzo pomogło mi w tej trasie. Jednak sytuacja gdy jest się samej na roli, bez dublury, determinuje pewne zachowania. Musiałam się bardzo starać, żeby nie zachorować. Możliwie jak najwięcej spać. Moi towarzysze śmiali się ze mnie, bo w samochodzie przesypiałam prawie całą drogę. Musiałam spać, żeby mieć siłę. To spektakl, w którym jestem przez godzinę i czterdzieści minut na scenie. Sztuka komediowa, która wymaga od aktora sporej ekspresji. Dlatego cieszę się, że trafiłam na ludzi, którzy bardzo poważnie traktują ten zawód i mimo wieloletniego doświadczenia, do każdego spektaklu podchodzą z bardzo dużym zaangażowaniem. Była to rzeczywiście fizycznie bardzo wyczerpująca trasa, ale mogłam pracować ze świetnymi aktorami, od których sporo się nauczyłam. Czułam się wyróżniona, że mogłam z nimi być na scenie. To był rewelacyjny czas.

Przygoda z Baśką w tym sezonie dobiega końca. Zagraliście ponad 60 spektakli w całej Polsce. Jednocześnie grałaś rolę w kultowym spektaklu Marka Rębacza pt. "Dwie Morgi Utrapienia".

Po castingu do Baśki dostałam propozycję od Marka Rębacza, żeby zagrać Krysię Tuchałową. Też bardzo ciekawa rola, zupełnie inna, niż Baśka. Zawsze role, które są pewnego rodzaju wyzwaniem, dla aktora stają się ciekawsze. Im bardziej musimy się odkleić od siebie, od swojego charakteru, od sposobu bycia - tym lepiej. Rola Krysi właśnie taka jest. Jest ona ciepłą dziewczyną, nie do końca inteligentną, z sercem na dłoni, która inaczej postrzega ten świat. Jak sama mówi, pech za nią chodzi, a problemy, z którymi my się borykamy w ogóle jej nie dotyczą. Przy tym ma swoją mądrość życiową. Lubię Krysię i cieszę się, że mogłam ją przedstawić widzom.

A jaka jest Klaudia Kuchtyk poza sceną, jak już wróci do domu?

Zacznijmy od tego, że po powrocie do domu jestem bardzo zmęczona. Jest to naprawdę ciężka praca. Zarówno fizycznie jak i emocjonalnie. Ludziom wydaje się, że aktorzy ciągle się świetnie bawią i imprezują. Nie - nie pijemy dużo. Mogę to powiedzieć dwa razy. Jeżeli w takiej trasie pozwoliłabym sobie na imprezę, nie dałabym rady zagrać tylu spektakli. Tryb pracy i życia musi być bardzo higieniczny. Poza tym jestem pogodną osobą, która jest pozytywnie nastawiona do życia, mimo że zawód który wybrałam, każdego dnia wystawia mnie na próbę. W tej branży trzeba mieć dużo siły i samozaparcia. Na każdym kroku jesteśmy testowani. Nie jest tak, że kończymy szkołę, dostajemy dyplom i nikt nas już nie pyta o umiejętności. Wręcz przeciwnie - na każdym kroku musimy udowadniać, że coś potrafimy. To jest trudne i do tego trzeba się przyzwyczaić. Wydaje mi się, że wymaga to ogromnej siły psychicznej. Są chwile zwątpienia, są smutki i chwile załamania. Dobrze mieć przy sobie kogoś, kto stawia nas do pionu i utwierdza w przekonaniu, że trzeba próbować dalej.

Jesteś gotowa na to, żeby cały czas walczyć?

Jestem. Gdzieś znajduję tę siłę. Moje pasje, małe sukcesy, koncerty, czy spektakle - napędzają mnie. Udało się? To super. Chcę więcej. Chcę się uczyć, rozwijać. Było oczywiście sporo niepowodzeń i castingów, z których wychodziłam z niczym. To jest wpisane w ten zawód i nie należy się tym przejmować. Trzeba się po prostu na to nastawić.

Praca aktora to nie tylko scena, ale również praca nad kondycją i sylwetką. Na co dzień dieta i treningi?

Staram się nie jeść rzeczy, które mi szkodzą. Nie jestem fanatyczką siłowni, nie lubię też biegać. W trasie z "Baśką" o formę nie musiałam dodatkowo dbać. Grając dwa spektakle dziennie, biegałam po scenie prawie cztery godziny. W dużej mierze scena sama w sobie daje mi tę aktywność. Dbam jedynie o to, co jem i jednocześnie podziwiam aktorów, którzy codziennie odwiedzają siłownię i trzymają się diety pudełkowej.

Mam wrażenie, że nadchodząca wiosna przyniesie Tobie wiele dobrego. Zakończyłaś "Baśkę" i "Dwie Morgi Utrapienia". Już wiesz, co będzie dalej?

Na razie nie będę dużo zdradzać. Czeka mnie teraz przesłuchanie do serialu. Jeżeli miałaby się przede mną taka droga otworzyć, to czemu nie. Myślę, że spróbuję swoich sił. Staram się nie planować. Biorę to, co życie mi daje, doceniam i z pokorą do tego podchodzę. Myślę, że to jest najzdrowsze podejście. Przychodzi czas, jeden telefon, jedziesz na plan i przez pięć lat grasz w serialu. Życie aktora jest przewrotne. Nie zauważałabym tych pięknych rzeczy, które pojawiają się na mojej drodze, gdybym narzucała sobie konkretne cele. Role, dubbing czy koncerty, dają mi energię każdego dnia i sprawiają, że mogę się rozwijać. Nie chcę zapomnieć w tym wszystkim kim jestem i jakie mam wartości jako człowiek. Nie chcę się w tym zatracić. Propozycje zawodowe może się posypią, a może nie. Nie boję się tego. To pięć minut czasem trwa bardzo krótko i trzeba doceniać to, co się dostaje. Mam dużo pomysłów na siebie, niekoniecznie związanych z aktorstwem. Poradzę sobie i będę szczęśliwa, bo chcę szukać tego szczęścia. Nie mogę się doczekać tego, co przyniesie mi los.


Więcej o Klaudii Kuchtyk, jej trasie oraz pracy, można przeczytać na facebookowym profilu oraz Instagramie.

DS

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.