Piętnaście lat podniebnych podróży Artura Sochy

niedziela, 15 kwietnia 2018 r., 14:32
fot. nadesłane/Artur Socha

Ponad piętnaście lat temu wyruszył w podróż, która dała początek wspaniałej pasji. Dziś jego zdjęcia zna każdy mieszkaniec powiatu kartuskiego i nie tylko. Artur Socha, podniebny fotoreporter, pokazuje innym ziemię kaszubską z perspektywy lotu ptaka. Dziś przypominamy początki jego przygody z lataniem, a za kilka dni zaprosimy naszych czytelników do zabawy, w której nagrodą będzie lot z panem Arturem.

Aparat towarzyszył mu właściwie od najmłodszych lat. Pierwszy z Ameryki przysłał mu tata. Od tego momentu się z nim nie rozstawał. Fotografował codzienne życie swojej rodziny i wszystkie rodzinne uroczystości.

Swoją pasję postanowił połączyć z pracą zawodową. Został fotoreporterem - najpierw przez dwa lata rejestrował najważniejsze wydarzenia w powiecie dla "Głosu Kaszub", potem przez kolejnych siedem dla "Dziennika Bałtyckiego". Przez pierwsze lata na materiały jeździł rowerem, nazywali go "redaktor na kłele". Pewnego dnia młody fotoreporter zauważył w Chmielnie plakat z informacją o lotach balonem. Jesienią 2002 roku po raz pierwszy wzbił się w przestworza.

Od tego momentu minęło ponad piętnaście lat. Odbył prawie 40 lotów, zrobił kilkaset tysięcy zdjęć. W międzyczasie zmienił swoją zawodową drogę, poświecił się służbie w policji i pracuje jako dzielnicowy w Komendzie Powiatowej Policji w Kartuzach. Dziś lotnicze zdjęcia autorstwa Artura Sochy podziwiać można w wielu miejscach powiatu kartuskiego, zdobią foldery turystyczne, tablice informacyjne. Wypełniły dwie części albumu "Kaszuby z nieba widziane".

Na początku latał nawet trzy-cztery razy do roku, dziś stara się, by robić to przynajmniej raz.

- Pierwszy lot był dla mnie ogromnym przeżyciem. To niesamowite uczucie, gdy wchodzisz do kosza balonu i nagle jesteś 800 metrów nad ziemią. Taka podróż to jest coś pięknego. Na górze panuje niesamowita cisza. Słychać wszystko nawet trzask łamanej gałązki w odległości kilometra. Jak na dłoni widać wszystko - zające, biegnący sarny, chodzące po podwórkach kury. Czuć spokój i harmonię. To magia - wspomina Artur.

Gdy rozpoczynał przygodę z lataniem, aparaty cyfrowe nie były jeszcze tak popularne. Kilka pierwszych podróży odbył więc z aparatem analogowych. Podczas jednego lotu zużywał około 30 filmów po 36 klatek każdy.

- Pamiętam, jaki stres towarzyszył wymianie każdej rolki. Balon leciał z wiatrem, cały czas się poruszał. A tu najpierw trzeba było czekać aż stara rolka zostanie przewinięta, potem szybko nakładać następną i to w strachu czy coś przypadkiem nie umknie z widoku - opowiada fotoreporter.

- Przy aparatach na klisze, aby zobaczyć efekty swojej pracy trzeba było czekać. Nie było podglądu, jak dziś. Nie wiedziałem, czy zdjęcie się udało do czasu wywołania go. Pamiętam, jak kiedyś odwiedziłem zakład fotograficzny. Maszyna akurat przewijała kliszę. Ta w pewnym momencie się zgniotła, a mnie oblał zimny pot ze strachu przed utratą zdjęć, ale niestety takie "awarie" się wówczas zdarzały - dodaje.

W 2002 roku latanie dla cywilów nie było prostą sprawą. By odbyć podróż balonem pan Artur musiał napisać do Departamentu Lotnictwa w Ministerstwie Infrastruktury. W liście musiał zawrzeć dokładne informacje o tym, czym będzie leciał, na jakiej wysokości i jak długo. Załączył plan lotu i swój życiorys. Przepisy zmieniły się po dwóch latach i dziś jest znacznie prościej.

Po kilku latach balon zamienił na samolot. W tych podróżach od lat towarzyszy mu pilot Grzegorz Piecuch.

- Podróże balonem mają wyjątkowy klimat i urok, nieporównywalny z niczym innym. Jednak lot trzeba uzależniać od pogody i wielu innych czynników. Samolot pozwala pokonać większy dystans w krótszym czasie - mówi pasjonat.

Trudno w to uwierzyć, ale podniebny fotoreporter ma lęk wysokości.

- Gdy stoję na balkonie nawet na pierwszym piętrze mam zawroty głowy, ale w balonie, czy na pokładzie samolotu wszystko znika. W górze nie myśli się w ogóle o takich sprawach, przestają się liczyć. Jest tylko zachwyt i chęć zrobienia jak największej liczby zdjęć - opowiada.

W każdą podróż niezmiennie zabiera czapkę, która towarzyszy mu od pierwszych wypraw.

- Może nie jest najpiękniejsza, ale przyzwyczaiłem się, że zabieram ją z sobą. Nawet, jeśli jej nie ubieram to trzymam ją w torbie. Jakoś mi lepiej, kiedy mam ją przy sobie - wyjaśnia.

Jak sam przyznaje, latanie, w dobie dronów i zdjęć satelitarnych nabiera zupełnie innego charakteru.

- Dziś mamy więcej możliwości, by zobaczyć świat z podniebnej perspektywy, ale kiedy ja zaczynałem latać i pokazywałem ludziom zdjęcia, to oni nie poznawali swoich miejscowości. Sam byłem w szoku, gdy polecieliśmy i zobaczyłem, jak to wszystko wygląda z góry - mówi.

- Wiele osób mnie pyta o sens latania, gdy można kupić sobie drona. Ale ja za nic nie zamieniłbym lotu i aparatu na to urządzenie. Zdjęcie zrobione dronem, a aparatem na wysokości, gdy widzisz wszystko z góry to zupełnie inna bajka. Dochodzą emocje, inna perspektywa. Czy osobie, która marzy o podróży do Australii wystarczy, jeśli obejrzy ją na zdjęciach? Na pewno nie. Tak, ja podchodzę do fotografowania dronami - wyjaśnia.

- W fotografii najbardziej lubię to, że swoje zdjęcia mogę pokazywać dalej. W ten sposób mogę dzielić się z innymi swoimi wrażeniami. Nie wyobrażam sobie, by gdzieś pójść bez aparatu. Pójść gdzieś, zobaczyć coś i zachować dla siebie? Nie pokazać dalej, nie podzielić się wrażeniami? Nie mógłbym tak. Zdjęcie powie więcej niż opowieść. Przykładowo powiem komuś "Chmielno jest piękne" , ta osoba się ze mną zgodzi, ale gdy pokażę zdjęcie tej miejscowości, zrozumie w pełni o czym mówię - podkreśla pan Artur.

- Kiedyś latałem po to, by pokazać, jak najwięcej miejsc i gmin. Dziś latam, żeby pokazać, co i jak się zmieniło - zaznacza.

Więcej o podniebnej pasji policjanta-fotoreportera pisaliśmy w artykule pt. "Lata, żeby pokazać to, czego inni zobaczyć nie mogą".

Z okazji 15-lecia podniebnych wojaży, pan Artur we współpracy z naszym portalem i Kaszubskim Parkiem Miniatur organizuje konkurs, w którym główną nagrodą będzie lot samolotem w towarzystwie fotoreportera. O szczegółach poinformujemy jeszcze w tym tygodniu na łamach naszego portalu.

Magdalena Damps-Zdrojewska

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.