Aleksandra Maciborska-Pytka: "W dobie internetu, z kulturą będzie coraz trudniej, niestety"

wtorek, 24 kwietnia 2018 r., 10:05
fot. MD-Z

Organizuje około 50 imprez, wydarzeń kulturalnych i konkursów rocznie. Kilkadziesiąt współorganizuje. W jego gościnnych murach swoje talenty rozwijają dzieci, młodzież i nie tylko. Jest ważnym ośrodkiem kultury dla całego powiatu. Mowa o Kartuskim Centrum Kultury, które w czwartek świętować będzie 25-lecie swojego istnienia. Z okazji jubileuszu z Aleksandrą Maciborską-Pytką, która od 15 lat kieruje placówką rozmawiała Magdalena Damps-Zdrojewska.

Przy rozmowie z okazji 25-lecia istnienia Kartuskiego Centrum Kultury nie sposób nie zacząć od pytania o to, jak wyglądały początki? Jak doszło do utworzenia w 1993 roku Kartuskiego Centrum Kultury?

Powstanie centrum kultury było zasługą Barbary Pisarek, która doprowadziła do połączenia Ogniska Pracy Pozaszkolnej i MDK-ów, czyli Miejskiego Domu Kultury i Młodzieżowego Domu Kultury. Na podstawie uchwały rady miejskiej utworzono Centrum Kultury "Kaszubski Dwór". Ówczesna nazwa naszej placówki wiązała się oczywiście z miejscem, w którym się wtedy znajdowała. Gdy przed pięciu laty przenieśliśmy się na ul. Klasztorną, zmieniliśmy nazwę na Kartuskie Centrum Kultury. Połączenie OPP i MDK związane było z tym, że poszerzał się zakres ich działalności. OPP nie zajmował się już tylko działalnością edukacyjną, ale również organizacją wszelkiego rodzaju wydarzeń, głównie koncertów. Pracowałam w centrum niemal od początku jego istnienia, już za czasów pani Barbary Pisarek i później, gdy kierowała nim Grażyna Golanko. Od początku organizowano tam wiele ciekawych przedsięwzięć, powstawały koła zainteresowań. Działo się. Ja byłam m.in. instruktorką koła recytatorskiego, a później zespołu "Niegrzeczne dzieci", który prowadziłam razem z Asią Kilarską-Rożyńską.

A w 2003 roku przejęła pani stery, już jako dyrektor centrum.

Bałam się tego okropnie i śniłam o tym po nocach. Mimo tego, że wcześniej pracowałam w centrum, to kierowanie nim było dla mnie zupełnie nowym wyzwaniem. Co innego być instruktorem w danej placówce, a co innego zarządzać nią. Na początku mojej pracy na nowym stanowisku nie brakowało zabawnych sytuacji. Pamiętam, gdy przyszedł do mnie jeden z instruktorów zajmujący się organizacją imprez i zapytał, czy zamawiamy baner. Wychowałam się w czasach, kiedy funkcjonowały transparenty. Więc w pierwszej chwili zapytałam a co to jest baner? Dziś doskonale to wiem, tak jak i wiele innych rzeczy (śmiech).

Kolejnym przełomem w historii KCK była przeprowadzka do nowej siedziby...

Po przenosinach do nowego budynku sporo się zmieniło, bo dzięki dużej sali otworzyły się przed nami znacznie większe możliwości. Teraz możemy organizować duże koncerty, spektakle, kabarety i wiele innych imprez. Naprawdę dużo się u nas dzieje. Warto wspomnieć, że sporo imprez sportowych odbywa się również w Centrum Promocji Regionu i Sportów Wodnych na Złotej Górze. Ono również funkcjonuje pod naszym szyldem i jesteśmy współorganizatorami odbywających się tam wydarzeń takich jak biegi, regaty czy triathlony. Te wydarzenia cieszą się ogromną popularnością.

Współcześnie, w dobie tak olbrzymiej ekspansji kultury masowej, gdy tak wiele się wokół dzieje, jest internet, trudno trafiać takiemu ośrodkowi kultury w gusta odbiorców?

To ogromnie trudne zadanie. I prawda jest taka, że nigdy się nie uda zadowolić wszystkich. Czasy się zmieniły. Dziś w sezonie letnim propozycji imprez plenerowych jest mnóstwo. Kiedyś było ich znaczniej mniej, Truskawkobranie było największą imprezą w regionie, więc przyjeżdżały na nią tłumy. Obecnie imprez jest wręcz przesyt. Propozycji jest sporo, więc ludzie wybierają. Trzeba się bardzo starać, by przyciągnąć tłumy i dogodzić jak najszerszej publiczności.

Staramy się zadowolić gusta wielu grup, dlatego organizujemy imprezy o różnym charakterze. W kalendarzu przybyły nam imprezy zewnętrzne, takie jak np. dożynki, którymi wcześniej się nie zajmowaliśmy, i takie współorganizowane wspólnie z różnymi organizacjami i instytucjami. Z jednej strony staramy się organizować imprezy dla wszystkich takie jak Jarmark Kaszubski czy Truskawkobranie, a z drugiej dla innego typu odbiorców, bardziej zawężonego takie jak Zaduszki Jazzowe, Jass Bass Day, Blues w Leśniczówce czy Gold Hill Festival.

Co jest dziś największym wyzwaniem dla centrum kultury?

Myślę, że dużym, choć pewnie nie największym wyzwaniem dla nas, jest stały kontakt ze społecznością lokalną i przedstawienie im takich propozycji, które być może nie zainteresują wszystkich, ale na pewno do pewnej grupy dotrą. Dziś najczęściej jest tak, że gdy organizujemy jakieś wydarzenia nasza sala pęka w szwach, nawet w przypadku imprez niszowych. Olbrzymią popularnością cieszą się kabarety, jak i spektakle teatralne i koncerty. Ludziom trzeba dać możliwość wyboru. Staramy się przybliżać taką kulturę, z którą wiele osób z różnych względów ma styczność rzadko, jak np. sztuki teatralne. Nie każdy może się wybrać do Trójmiasta, dlatego zapraszamy teatry do nas i to patrząc na frekwencję sprawdza się.

Kartuska publiczność zmieniła się na przestrzeni lat?

Bardzo. Przed wielu laty miałam wrażenie, że ludzie w Kartuzach nie do końca potrafią się bawić. To było bardzo dawno temu, teraz jest inaczej. Widzę, że mieszkańcy bardzo aktywnie uczestniczą w naszych imprezach, świetnie się przy tym bawią i to mnie bardzo cieszy. To budujące. Co ciekawe, chwali nas mnóstwo osób z zewnątrz. Ostatnio na Jarmarku Kaszubskim gościliśmy prezydenta Kołobrzegu, który był nim zachwycony. Staramy się cały czas rozwijać nasze imprezy. Nawiązaliśmy stałą współpracę z kołami gospodyń wiejskich, zapraszamy je na nasze imprezy, omawiamy je z nimi, zachęcamy, by się prezentowały. Wszystko po to, by nasze społeczeństwo jak najbardziej uaktywniać.

Jak wyglądają przygotowania do dużych imprez? Jak dobieracie gwiazdy, które na nich występują?

Pierwsze pytanie przy wyborze, dotyczy tego, kto już u nas był (śmiech). Oczywiście żartuję, jednak rzeczywiście jest tak, że mnóstwo gwiazd już u nas występowało i to również bierzemy pod uwagę. Staramy się, by gwiazdy, które zapraszamy były "na topie" i żeby ich twórczość nie była dedykowana tylko i wyłącznie dla młodzieży. Od ubiegłego roku mamy w naszym kalendarzu wydarzenie skierowane typowo do ludzi młodych - to Gold Hill Festival. Na pozostałych imprezach staramy się, by było coś do posłuchania i dla starszego i dla młodszego widza. Często słyszymy głosy, że kartuska publiczność jest trochę przesycona folklorem, ale my z niego nie możemy zrezygnować, bo to nasza tożsamość. Musimy pokazywać to, co kaszubskie, szczególnie na naszym jarmarku. Cóż to byłby za jarmark kaszubski, gdyby nie było kaszubskiego jedzenia, rękodzielników czy występów?

Jakie gwiazdy już wystąpiły na imprezach KCK?

Chyba łatwiej wymienić kogo u nas nie było (śmiech). Bardzo trudno przypomnieć sobie wszystkich. Na pewno występowali u nas Kombii, Bracia Cugowscy, Perfect, Sylwia Grzeszczak, Maryla Rodowicz, Kasia Kowalska, Edyta Bartosiewicz, Stan Borys, Halina Kunicka, Kult, Pectus, Wilki, Feel, Doda, Mandaryna. Gwiazd było mnóstwo.

To kogo jeszcze chcielibyście zaprosić?

Nie występowała dotąd na naszych imprezach Budka Suflera, niestety zespół już obecnie nie koncertuje, więc chyba nie uda się już ich zaprosić.

Gdyby pani miała nieograniczony budżet i mogła zorganizować imprezę marzeń, to jakie gwiazdy by pani zaprosiła?

Oj nie wiem. Na pewno jakieś gwiazdy zagraniczne, światowego formatu. Jeśli miałabym mówić o imprezie, na którą sama bym poszła z przyjemnością, byłby to koncert Roda Stewarta, ale niestety jeszcze nas nie stać na niego. Jest mnóstwo zespołów, które sama uwielbiam i z przyjemnością, bym je zaprosiła, jednak dobierając gwiazdy na imprezy nie mogę kierować się swoimi gustami i tego nie robię. Pamiętam, że była kiedyś taka sytuacja, gdy zaprosiliśmy Kult i powiedziałam, że spełniło się moje wielkie marzenie. Ktoś napisał, że swoje marzenia realizuję za publiczne pieniądze. Nie było tak. Warto w tym miejscu podkreślić, że nie korzystamy tylko z własnego budżetu, bo pozyskujemy sponsorów na nasze imprezy. Dzięki temu mogą one mieć taki wymiar, jaki mają. To, że udało się Kult zaprosić, było trochę dziełem przypadku, bo mieliśmy już zakontraktowaną Ingrid. Okazało się, że w tym czasie miała egzaminy. W umowie zapisano, że jeśli miesiąc przed się wycofa, nie ponosimy żadnych kosztów. Był problem, bo na miesiąc przed imprezą musieliśmy szukać głównej gwiazdy, Siedziałam wtedy całą noc i wysyłałam maile do menedżerów. Udało się dogadać z menedżerem Kultu. Na koncercie były tłumy, a sam występ był świetny. Członkowie zespołu są przesympatyczni i bardzo kulturalni, a mieliśmy już takie gwiazdy, które zostawiały po sobie taki bałagan, że strach było patrzeć.

Czyli, jak każdy ośrodek kultury, mieliście różne przygody z gwiazdami. A jakie utkwiły pani w pamięci najbardziej?

Sporo tego było, mieliśmy różne sytuacje. Kiedyś lider jednej z grup był ewidentnie pod wpływem różnych substancji, ale tak mu się koncert podobał, że bisował siedem albo osiem razy i nie mogliśmy go ściągnąć ze sceny. Ale takie sytuacje wspomina się bardziej z uśmiechem. Zdarzyło się i tak, że jedna artystka zażyczyła sobie, żeby wystąpić wcześniej i jak najszybciej wyjechać, bo przyjechała do hotelu przed rozpoczęciem doby hotelowej i jej pokój nie był jeszcze gotowy. Pani się obraziła, chciała natychmiast wystąpić i wyjechać. Tak też zrobiła. Kiedyś w centrum powstało straszne zamieszanie, gdy dostaliśmy rider od Wilków. Nie było wtedy jeszcze nowej sceny i zaplecza, więc Truskawkobranie odbywało się w innych warunkach. Były namioty, toi-toie. W riderze podano wymagania dotyczące m.in. garderoby. Prócz toalety z prysznicem wymagano też, by firanki w oknach były świeżo uprane, a myśmy firanek w ogóle nie mieli. Zabawnych sytuacji było wiele, ale wszystko zawsze można dogadać z menadżerami.

A które gwiazdy wspomina pani najmilej?

Braci Cugowskich, Kombii, Sylwię Grzeszczak. Wspaniały szacunek dla publiczności ma Perfect i chyba ta cecha przechodzi w genach, bo taka jest również córka lidera grupy, Patrycja Markowska. Sławomir to również przesympatyczna postać. Świętej pamięci Irena Jarocka była cudowną osobą i przy tym bardzo skromną. Pozytywnie zaskoczyła mnie również Doda, o której słyszałam wcześniej różne opinie, tymczasem byłam bardzo podbudowana jej szacunkiem do publiczności. Wyszła na scenę mimo deszczu, po koncercie wyszła do publiczności.

Jakie najtrudniejsze sytuacje na przestrzeni lat pani utkwiły w pamięci najbardziej?

Jednym z takich dość nieprzyjemnych zdarzeń był pożar agregatu przed koncertem Dody. Na szczęście dzięki szybkiej pomocy służb, zwłaszcza strażaków, sytuację udało się opanować błyskawicznie, a przerwa na scenie trwała tylko 16 minut. Byłam wówczas przerażona publicznością, która zamiast odsunąć się na bezpieczną odległość, zbiegała z góry z dziećmi, z telefonami komórkowymi, by to fotografować i nagrywać. Na szczęście świetnie spisali się ochroniarze i strażacy. Dla nas najważniejsze jest bezpieczeństwo.

Z kolei dwa lata temu pierwszy dzień Truskawkobrania trzeba było odwołać z powodu pogody. Taka sytuacja miała miejsce kiedyś wcześniej?

Od kiedy jestem dyrektorem, nigdy. Było mi niezwykle przykro, gdy później czytałam komentarze dotyczące decyzji o przerwaniu imprezy. Niestety na pewne rzeczy nie mamy wpływu, a dla mnie najważniejsze jest bezpieczeństwo. Jeśli przychodzi elektryk i mówi, że się nie da kontynuować imprezy, bo za chwilę coś może "trzasnąć", to nie mogę narażać artystów ani publiczności na niebezpieczeństwo. Muszę podejmować takie decyzje. One nie są łatwe, ale są konieczne.

Czy czegoś jako dyrektor Pani żałuje?

Odpowiem inaczej - ja się cały czas uczę. Pomimo tego, że jestem tu piętnaście lat, cały czas się uczymy z zespołem, staramy się wyciągać wnioski, rozwijać. Po każdej imprezie spotkamy się, wymieniamy plusy i minusy danego wydarzenia, zastanawiamy się, co można poprawić. Oczywiście jeszcze wiele chciałoby się zrealizować i pewnie tak będzie. Ale czy czegoś żałuję? Chyba nie. Mam wrażenie, że spełniam się w tej roli. Do pracy chodzę z przyjemnością, co mnie ogromnie cieszy, bo nie każdy ma to szczęście.

Centrum Kultury to też miejsce, gdzie młodzi ludzie mogą rozwijać swoje talenty. Przez wasze progi przewinęło się ich sporo...

Tak mamy bardzo wiele takich osób. Odnoszą sukcesy na różnych polach, również w konkursach ogólnopolskich. Wielu wychowanków Jasia Kamińskiego kontynuowało naukę na ASP. Jako centrum kultury jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że do nas przychodzą ci, którzy chcą. To zupełnie inna praca.

Ile było sekcji na początku działalności centrum, a ile jest dzisiaj?

Gdy zostałam dyrektorem, nie było Kuźni Młodych Talentów, Uniwersytetu III Wieku, Sceny Młodych. Przez lata w naszym centrum przewijały się zajęcia, które albo wypalały albo nie. Niektóre po pewnym czasie już nie przyciągały chętnych. Ewa Borowska najpierw prowadziła zespół wokalno-taneczny dla dzieci, ale z czasem ta formuła się wyczerpała. Zastanawiałyśmy się, co zaproponować i wymyśliłyśmy aerobik, który się świetnie sprawdza, bo na zajęcia przychodzi masa ludzi. Od trzech lat prowadzimy klasę emisji głosu, która cieszy się takim zainteresowaniem, że chętnych jest więcej niż miejsc. Staramy się cały czas zmieniać naszą ofertę. Robiliśmy też eksperymenty takie jak koło robotyki, ale jak w tym przypadku, nie wszystkie się przyjmują. Obecnie w centrum oferujemy naukę gry na gitarze, zajęcia plastyczne, dziennikarskie, profilaktykę prozdrowotną, szachy, zajęcia baletowe, aerobik, sekcję taneczną, jest też przestrzeń dla zespołów rockowych, seniorów z UTW, w naszych salach ćwiczy RZPiT Kaszuby i łapalicka orkiestra. Chcemy, by nasza oferta dotyczyła różnych środowisk.

Rola centrów kultury zmienia się. Jakie marzenia ma pani na kolejne lata?

Ośrodkom kultury będzie coraz ciężej niestety. Żyjemy w dobie internetu, Facebooka Youtube. Jest coraz trudniej z kulturą, ale my się nie poddamy. Będziemy robić, co do nas należy i tak tworzyć ofertę, by chętnych do odwiedzenia centrum nie brakowało. Obecnie jest to możliwe dzięki bardzo dużemu wsparciu burmistrza, który jest niezwykle otwarty na nowe propozycje i na to co tu się dzieje, bardzo angażuje się również starosta, dzięki której mogliśmy zwiększyć liczbę sekcji. Moim największym marzeniem na przyszłość jest to, by ludzie zanim zaczną coś krytykować, przyszli na nasze imprezy, zobaczyli naszą ofertę i z nami o niej porozmawiali, a nie zza komputera wylewali swoje żale i frustracje.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała: Magdalena Damps-Zdrojewska

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.