Praca w Apple, życie w Kaliforni. Amerykański sen Bartosza Baranowskiego

czwartek, 2 sierpnia 2018 r., 14:43
Spędzanie wolnego czasu w Stanach Spędzanie wolnego czasu w Stanach fot. nad./B.Baranowski

Bartosz Baranowski z Kartuz pracuje dziś w Apple - jednej z największych na świecie i najbardziej znanych firm komputerowych, która dziś słynie również z produkcji kultowych Iphone'ów. Dzięki ciężkiej pracy z małego miasta na Kaszubach trafił do Doliny Krzemowej. Pracuje w międzynarodowym środowisku, w firmie o której marzy chyba większość programistów. O to, jak wygląda jego życie i praca w Stanach Zjednoczonych pytał Dominik Ropela.

Pochodzi Pan z Kartuz. Dziś mieszka Pan w Stanach i pracuje w jednej z największych i najbardziej znanych firm na świecie? Co doprowadziło do tego, że trafił pan do Stanów Zjednoczonych?

Początki mojej historii nie odbiegają bardzo od wielu moich rówieśników. Wychowywałem się na Osiedlu Wybickiego, tam też rozpocząłem naukę, którą kontynuowałem w I LO w Kartuzach. Następnie wybrałem się na studia na Politechnikę Gdańską, na wydział ETI. W trakcie studiów rokrocznie wyjeżdżałem za granicę, aby doszlifować "żywy" język i podreperować studencki budżet. Z perspektywy czasu uważam, że ta pierwsza praktyka w angielskim McDonaldzie była niezwykle istotna w moim rozwoju zawodowym. Nauczyła mnie samodzielności, planowania i dbania o własny budżet, ale również otwartości na świat i zrozumienia zasad działania procesu produkcyjnego.

Co było później?

Po ukończeniu studiów pracowałem w kilku zagranicznych firmach, ale szczególnie ważny był okres pracy w Intelu w Gdańsku, w tym czasie zdobyłem bardzo istotne doświadczenie w pracy, w międzynarodowym zespole. Brałem udział i prezentowałem własne pomysły na kilku zagranicznych konferencjach, aż w końcu otrzymałem ofertę przejścia do innego zespołu w Kalifornii. Przeprowadzka otworzyła wiele drzwi, wcześniej zamkniętych z powodu obaw o niepewność procesu imigracyjnego. Uzyskanie wizy pracowniczej w USA jest bardzo skomplikowane i często dochodzi do loterii wizowej. Z podróżą wiązały się też kwestie finansowe. Mieszkając w Dolinie Krzemowej nie można narzekać na brak ofert pracy, dlatego niedługo później zostałem zaproszony do zespołu w Apple w Cupertino.

Słysząc "praca w Apple" nasuwa się na myśl: ogrom ciekawych zadań, bardzo mądre i wykwalifikowane środowisko... Jak to wygląda naprawdę?

Apple jest znane z tego, że przyjmuje do pracy osoby doświadczone i ekspertów w danych dziedzinach. W moim zespole jestem jedną z najmłodszych osób. Firma jednak działa na tak wielu rynkach, że szuka talentów w wielu profesjach: sprzedawców, tłumaczy, prawników, producentów podzespołów, kierowców... nie tylko programistów. Firma zatrudnia ponad 120.000 osób na całym świecie, więc jeśli ktoś ma pasję ukierunkowaną na high-tech i mierzy wysoko, to bardzo możliwe że znajdzie odpowiednie stanowisko w Apple. Liczyć się trzeba z tym, że pomyślny proces rekrutacyjny to dopiero początek wymagającej pracy. Poprzeczka ustawiona jest bardzo wysoko. Apple ma opinię surowego pracodawcy, nasi koledzy są wysoko wykwalifikowani i równie ambitni jak my, więc nie można sobie pozwolić na stanie w miejscu, zarówno jeśli chodzi o wiedzę techniczną, jak i rozwój kariery. Ogólnie w Dolinie Krzemowej normą jest umowa bez żadnej "gwarancji" zatrudnienia lub okresu wypowiedzenia. Jeśli nie jesteś w stanie sprostać wymaganiom, to niestety, tego samego dnia zabierasz słynny "kartonik", pakujesz swoje prywatne rzeczy i wychodzisz, albo jesteś wyprowadzany przez ochronę, aby nie wynieść np. poufnych dokumentów.

Jest pan programistą. Na czym polega pana praca w Apple?

W Apple pracuję nad poprawą sterownika graficznego w najnowszych, przed-produkcyjnych laptopach Apple. Moja praca w zdecydowanej większości polega na pisaniu kodu serwisów webowych do automatyzacji wykrywania usterek i raportowania sprawności urządzeń i braku degradacji w czasie. Niestety nie mogę powiedzieć wiele więcej ze względu na bardzo rygorystyczne zasady poufności.

Jak wygląda legendarna siedziba Apple?

Apple Park to dzieło sztuki nowoczesnej. Całość małej i dużej architektury robi ogromne wrażenie. Zewnętrzny "pierścień" ma ponad 1.5 km długości, a na powierzchnia 260.000 m kw. (to tyle co 2000 domów) pracuje tu ponad 12.000 osób. Minimalistyczna stylistyka budynku łączy się z wewnętrznym parkiem poprzez ogromne szklane powierzchnie (największe na świecie jednoczęściowe płaty szyb o wysokości 27 m), wewnątrz rosną specjalnie przygotowane drzewa i krzewy owocowe, które zostały dobrane tak, aby przez cały rok kolejno owocowały, jedne po drugich. Problemem są natomiast duże odległości - parking położony jest w rogu Parku, więc między kolejnymi wycinkami budynku poruszamy się... rowerami. Przejście na drugi koniec budynku z parkingu może zająć nawet 40 minut.

Pracując w Stanach Zjednoczonych musiał pan zrezygnować z bliższych kontaktów z rodziną i przyjaciółmi. Czy zarobki i praca za granicą są tego warte?

Praca za granicą zdecydowanie nie jest dla każdego. Decyzja nie jest łatwa i trzeba pamiętać, że zarobki nie biorą się z samego faktu przebywania w innym państwie, ale z ciężkiej pracy i wielu wyrzeczeń. Jednym z nich jest ograniczony kontakt z rodziną i znajomymi, których nam bardzo brakuje. Ja na szczęście mogę się cieszyć wspaniałą trójką maluchów i wsparciem cudownej żony, zatem nie narzekam na samotność, a wręcz brakuje mi wciąż wolnego czasu. Bez nich byłoby zdecydowanie ciężej zarówno podjąć decyzje o wyjeździe, jak i planować karierę zagraniczną. Po pewnym czasie zaczęliśmy wtapiać się w klimat Doliny, mamy sporo znajomych z pracy, o różnych narodowościach, jak i bardzo zróżnicowaną i przyjazną "Polonię". Trzeba pamiętać, że Stany, a w szczególności Kalifornia, to zlepek wielu różnych nacji, zatem sporo osób jest w podobnej sytuacji co my. Dlatego też nie spędzamy samotnie żadnych typowo rodzinnych świąt. Mamy też super sąsiadów, którzy okazali się bardzo pomocni i zawsze można było na nich liczyć w potrzebie.

Niemniej jednak wydaje mi się, że w Polsce bardzo wiele zmienia się na lepsze, zarobki w ciągu ostatnich kilku lat poszybowały w górę, jest wiele innowacyjnych i ciekawych firm, które mogą pochwalić się sukcesami na skalę krajową i europejską, więc jest w czym wybierać. Dzisiaj wyjazd za granicę nie jest warunkiem koniecznym do rozwijania swojej kariery.

Kalifornia kojarzy się z upałami. Czy trudno był się przystosować panu do panującego tam klimatu?

Jeśli chodzi o pogodę, to jest fantastycznie. Jest to jeden z najbardziej przyjaznych mikroklimatów na ziemi. Zima jest bardzo łagodna, ok. 15 C, lato zaś nie jest nieznośnie upalne, jak to bywa w innych "gorących" strefach, a bardzo przyjemne ok. 27 C, średnia wilgotność i brak opadów przez kilka miesięcy. Przyczyną jest ciągła bryza oceaniczna, częściowo wyhamowana przez otaczające nas Góry. Oznacza to, że praktycznie przez cały rok jest idealna temperatura do aktywnego spędzania czasu na dworze. Do pracy dojeżdżam rowerem, przez całe lato możemy korzystać z zewnętrznego basenu lub wybrać się na wędrówki w góry, czy na plaże. Gdyby nie nawał pracy to czułbym się tu prawie jak na wiecznych wakacjach.

Apple to jedna z największych firm na świecie. Czym różni się praca w siedzibie Apple od innych miejsc pracy, w innych firmach na podobnym stanowisku?

Atmosfera w Apple jest zbieżna z tym, jak wyglądają nasze produkty i siedziba — minimalistyczne, surowe i z dbałością o detale. Na zewnątrz albo perfekcyjnie przystrzyżone drzewa, albo zimna stal i szkło. Firma preferuje brak wyjątkowych dekoracji i przystrojeń. Nawet stanowiska pracy mają zachować profesjonalny widok, wytyczne nie pozwalają na nadmierną ilość prywatnych przedmiotów. Do wielu budynków/działów dostęp jest zastrzeżony zarówno dla rodzin, jak i innych pracowników. Często nie można przejść całego budynku tym samym korytarzem, bez odpowiedniego upoważnienia.

Zupełnie inaczej natomiast wygląda klimat pracy np. w Google. Pracownicy leżący na kolorowych hamakach, leżaki na dworze, wszędobylskie gigantyczne pufy, koce na ścianach, a także możliwość przyjścia do pracy z psem lub kotem, nie mówiąc już o gościach z zewnątrz, czy darmowe posiłki.
W Apple w ramach dodatkowych benefitów mamy możliwość posłuchać gwiazd dużego formatu na wewnętrznych imprezach - ostatnio odwiedziły nas No Doubt czy Walk the Moon. Mamy także możliwość wsparcia dowolnej organizacji charytatywnej, co bardzo polecam, a Apple podwoi nasz wkład z własnej kieszeni, zatem na konto fundacji wpłynie trzykrotność zadeklarowanej wartości, do wysokości $20000.

W Apple pracują ludzie z całego świata. Jak odnalazł się pan w tak zróżnicowanym środowisku?

W zdecydowanej większości przypadków praca w zróżnicowanym środowisku powoduje, że mam możliwość poznania zupełnie innego sposobu podejścia do problemów i ich rozwiązania. To, co dla naszego kręgu kulturowego jest błahym problemem, przez kogoś innego może być uznawane a krytyczny błąd. Dzięki temu jestem w stanie lepiej zrozumieć inną perspektywę i opracować trwałe rozwiązanie, co pewnie byłoby niemożliwe w bardzo zunifikowanym środowisku. Jest to bardzo istotne, gdy produkty czy usługi, które tworzymy mają być używane przez ludzi na całym świecie.

Do wielu różnic trzeba się tez przyzwyczaić, bo mogą powodować bardziej lub mniej zabawne sytuacje, np. Hindusi "przytakują" machając głową na boki (podobnie do polskiego "olaboga"), co może wprowadzić w konsternację lub irytować potencjalnego rozmówcę. Azjaci natomiast nie są przyzwyczajeni do intonacji, która w ich językach nie istnieje w takiej formie jak w krajach zachodnich. Mogą zatem mieć spore problemy ze zrozumieniem oczywistego sarkazmu lub opowiadać żart mając zupełnie poważną minę... jedynie na końcu dodając cierpkie "ha ha".

Poza korzyściami wynikającymi z różnorodności w firmie, mamy też możliwość obcowania z innymi kulturami poza pracą, np. spróbowania autentycznej kuchni np. azjatyckiej czy orientalnej, wspólnie z żoną jesteśmy oczarowani możliwością spróbowania tradycyjnego curry, ramenu czy pho, bez konieczności lotu na drugi koniec świata.

Apple produkuje między innymi bardzo dobre telefony, laptopy, zegarki... Co sądzi pan o produktach tej marki?

Apple przykłada niesamowitą uwagę do detali. Istnieje cala galeria miesięcy prac nad projektem folii ochronnej okalającej końcówkę do ładowarki, jak również stara się wypuszczać na rynek produkty bardzo dojrzałe i świetnie wkomponowane w obecny ekosystem. Sporo funkcji "po prostu działa" i jest banalnie proste w użyciu — zegarek odblokowuje nam automatycznie laptopa, twarz uwierzytelni płatność on-line, piosenka, którą słuchaliśmy w pracy, będzie kontynuowana na inteligentnym głośniku w domu. Używając Apple Watch można też otworzyć drzwi, zapłacić za usługę, czy zestawić rozmowę, bez konieczności połączenia z telefonem.

Bardzo ważną sprawą jest to, że okres pełnego wsparcia produktów jest bardzo długi — obecnie nadal przygotowywane są aktualizacje dla telefonów i laptopów z 2013 roku, co w branży high-tech praktycznie się nie zdarza. Dlatego też bardzo dużo czasu spędza się w celu odpowiedniego przygotowania produktu przed podjęciem decyzji o wyjściu na rynek. Wiele produktów jest anulowana albo opóźniana o rok, bo istnieje ryzyko uszczerbku na reputacji w przypadku wypuszczenia na rynek wadliwego produktu. Obecnie na świeci działa ponad miliard iPhonów - błąd w aktualizacji, który powodowałby konieczność serwisowania każdego z nich byłby dla firmy katastrofą.

Niestety produkty Apple są też drogie i przez to często niedostępne lub nieopłacalne dla zwykłego Kowalskiego. Istotnym czynnikiem jest to, że w produktach Apple płaci się nie tylko za sprzęt, ale głównie za między innymi moją pracę nad udoskonalaniem i utrzymaniem produktu przez wiele lat.

Jakie rady dał by pan młodzieży, która chciałaby iść w Pana ślady i w przyszłości pracować za granicą?

Przede wszystkim dążcie systematycznie do obranego celu i łączcie pracę z pasją. Jeśli interesuje was programowanie to w internecie jest masa tutoriali, bootcampow i innych materiałów, praktycznie na dowolny temat. Im wcześniej zaczniecie się realizować w tym, co lubicie, tym lepiej rokuje to na przyszłość. Dodatkowo niezwykle ważne jest, aby być widocznym "w społeczności". Zdecydowana większość ofert o pracę jest załatwiana "po znajomości" - oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu! Referencje od kolegi z branży otwierają wiele drzwi, sami rekruterzy preferują osoby polecone przez innego pracownika. Rzecz jasna nie ma co liczyć na ulgowe traktowanie podczas rekrutacji, ale często najpierw trzeba zostać zauważonym przez interesującą nas firmę, co jest bardzo trudne bez odpowiedniego doświadczenia.

Istotne w pracy za granicą też jest wcześniejsze, odpowiednie przygotowanie pod względem formalnym. Do wyjazdu do USA jest potrzebna wiza, i to nie taka typowa, turystyczna tylko bardzo czasochłonna wiza pracownicza. Należy wcześniej dowiedzieć się, w jaki sposób można legalnie podjąć pracę w miejscu, które nas interesuje i planować wiele miesięcy na przód. Często możliwe jest to jedynie po spełnieniu odpowiednich kryteriów. Zakończone odpowiednie studia lub praca w biurze zagranicznym przez określony czas.

Czy uważa pan, że początki tzn. szkoła na Klasztornej i młodość w powiecie kartuskim odniosły jakieś znaczenie i przyczyniły się do tego, gdzie dziś się pan znajduje?

Odpowiednie wychowanie i otwarte nastawienie do świata zawdzięczam moim rodzicom i zdecydowanie uważam, że jest konieczne w podjęciu decyzji o wyjeździe za granicę. Od zawsze wiedziałem, że chcę podróżować, potrzebowałem jednak zrozumieć, jaka branża najbardziej mnie interesuje. Klasztorna jest bardzo dobrą szkołą i jako absolwenci nie mamy się czego wstydzić. Nie odstajemy pod względem naukowym czy intelektualnym od innych szkół w kraju a nawet na świecie. Mimo to nie przeceniałbym roli zarówno liceum, jak i studiów wyższych w wyborze danej ścieżki kariery. Moim zdaniem, jeśli ktoś ma wrodzony talent do konkretnej profesji i dodatkowo samodzielnie się rozwijał w swej pasji to będzie szybko się piął po szczeblach kariery. Natomiast osoba, która "przebimbała" nawet najlepsze liceum, czy studia zazwyczaj nie ma wiele do zaoferowania przyszłemu pracodawcy. Formalne wykształcenie nie jest gwarantem sukcesu, a jego brak nie jest przeszkodą dla fachowca.

Amerykanie bez wątpienia mają swój styl życia. Co warto od nich przejąć, czy trudno było "nabyć" ten ich styl?

Amerykański styl to temat rzeka, w szczególności jeśli chodzi o zróżnicowanie każdego stanu. Bardzo ciężko jest mówić o Stanach jako o jednym, kulturowo zbieżnym narodzie, skoro mieszka w nim ponad 300 mln osób z bardzo różnym pochodzeniem, podejściem do życia, jak i mieszkających w różnym klimacie. Styl mieszkańca Hawajów będzie diametralnie różny od mieszkańca Nowego Jorku czy Alaski. Jeśli jednak chodzi o Kalifornię to jest to bardzo "zielony" i progresywny stan. Fajnym autem nie jest olbrzymi pick-up, a elektryczna Tesla. Wieczorami chodzi się na poke (danie z surowej ryby), a nie na burgera z grilla. Widać wyraźną tendencję do kupowania ekologicznego jedzenia wprost od producenta, fast-foody świecą pustkami. Prawdziwy boom przeżywają małe browary z piwem kraftowym i rodzinnie prowadzone winnice. Co ciekawe, bardzo aktywne są też osoby starsze - uczęszczają na jogę, czy zumbę. Nie raz 70-80 latkowie wyprzedzali mnie w drodze do pracy... na swoich retro kolarzówkach.

Poza tym, mieszkańcy czy pracownicy sklepów są wyjątkowo mili, uśmiechnięci i skorzy do rozmów. Praktycznie codziennie jesteśmy zaczepiani przez przechodniów na krotką pogawędkę - o tym skąd jesteśmy, jak nam się tu podoba itp. Zdaję sobie sprawę, że to zwykła kurtuazja, niewiele mająca wspólnego ze szczerą rozmową, ale zdecydowanie wolę taką uprzejmość niż ponury wzrok ekspedientki czy niemiłego urzędnika zwracającego się per "tu podpisze".
Z rzeczy mniej przyjemnych to Kalifornijczycy mają tendencje do wpadania w szał zakupów i wydawania (czyt. marnowania) ogromnej ilości pieniędzy na konsumpcję. Bardzo duża ilość jedzenia jest wyrzucana przez typowe Amerykańskie hurtowe zakupy (np. w Costco najmniejsze opakowanie mleka to 2 galony czyli prawie 8 litrów). Natomiast lekko uszkodzone lub wybrudzone produkty są po prostu wyrzucane i wymieniane na nowe. Częściowo ze względu na to, że tu są po prostu tańsze (podatek to jedynie 8%, nie ma VAT'u), a naprawa jest bardzo droga,czasami taniej jest kupić nową zmywarkę niż naprawić nawet niewielką jej część.

Dziękuję za rozmowę

Dominik Ropela

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.