Na podbój świata, na dwóch kółkach

niedziela, 5 sierpnia 2018 r., 18:45
Podczas wyprawy dookoła Polski Podczas wyprawy dookoła Polski fot. nad./Paweł Serkowski

15 państw zwiedzonych rowerem, kilkanaście tysięcy przejechanych kilometrów, setki godzin spędzonych samotnie na rowerze. Mowa o Pawle Serkowskim, który wykorzystał ostatnie kilka lat oddając się rowerowej pasji.

Minęło sześć lat od momentu, gdy Paweł razem z kolegą Tomkiem Plichtem założył "RowerOwce", grupę przyjaciół, których połączyła pasja do dwóch kółek. Początkowo odbywali tylko rajdy po Kaszubach, z czasem jednak, gdy odkryli, że przejechanie wielu kilometrów nie jest takie trudne ruszyli postanowili ruszyć nieco dalej.

Latem 2013 roku postanowili ruszyć w podróż "Na koniec Polski i jeszcze dalej". Pierwszy wspólny projekt zaszczepił w obojgu młodych ludziach podróżniczego bakcyla. Paweł wówczas kończył liceum i miał rozpocząć studia.

- Tomek mnie tak "nakręcił", żeby przejechać całą Polskę. Wyruszyliśmy w Bieszczady. Wtedy wydawało się nam, że to ogromna podróż, ale kiedy zobaczyliśmy, że to wszystko jest możliwe, to z czasem poszło to coraz dalej - opowiada Paweł.

- Dla chcącego nic trudnego, to moje motto. Podczas pierwszej wyprawy mieliśmy sponsorów, którzy pokryli wszystkie koszty wyjazdu. Kolejne wyprawy były już na własną rękę - dodaje podróżnik.

Swoją pierwszą rowerową przygodę udokumentowali na filmie "Jak Kaszuby są postrzegane w Polsce?", który dziś można zobaczyć na ich kanale na YouTubie. Z kolejnymi wyprawami zaczęły powstawać jego kolejne część. Głównym celem ich wyjazdów jest promowanie Kaszub. Dla Pawła rower jest najlepszym środkiem transportu i poleca go wszystkim. Każda podróż jest też okazją do promocji Małej Ojczyzny.

- Na każdej naszej podróży bardzo promujemy Kartuzy. Zawsze mówimy dobrze o Kaszubach. Towarzyszy nam tabaka i zapraszamy do nas, na pewno to jest coś co dajemy od siebie naszej Małej Ojczyźnie - wnioskuje rowerzysta.

Po podróży dookoła Polski z Tomkiem, Paweł postanowił ruszyć na pierwszą samotną podróż.

- W 2015 roku pojechałem sam. Chciałem sobie zrobić taki mały odpoczynek od ludzi (śmiech). Potem była wyprawa do Grecji, następnie pojechałem znów sam dookoła Bałtyku, bo niestety nie znalazł się nikt chętny na tą podróż. Do Albanii jechałem z moim przyjacielem Pawłem Skierką, do Bułgarii w ubiegłym roku, też jechałem sam. Podróżowałem tam po to, żeby znaleźć swoją miłość i udało się. Na początku plan był taki, że dojadę, aż do Gruzji i stamtąd przywiozę sobie żonę. Los chciał inaczej, to co działo się po drodze mówiło mi, żebym wracał do Polski i udał się na pielgrzymkę. Moją wybrankę spotkałem na pielgrzymce w Polsce - dodaje.

Paweł przez ostatnie pięć lat odwiedził na rowerze 15 państw i wciąż planuje kolejne podróże.

- Na najbliższe lata mam dwa ambitne plany. Chciałbym odbyć podróż dookoła Australii, liczę, że zajmie mi to około 100 dni. Mam też pomysł, by z moim przyjacielem, którego poznałem na Słowacji, jechać do Kazachstanu. Nie są to plany na ten rok, ale z pewnością na przyszłość. Potrzebujemy trochę więcej środków, muszę się do tego przygotować. Myślę, że obie podróże uda się odbyć w ciągu najbliższych 10 lat - podsumowuje Paweł.

Każdy przebyty kilometr niesie za sobą nowe doświadczenia.

- W Polsce rowerem jeździ się bardzo przyjemnie i większość kierowców uważa na rowery. Na Węgrzech, z kolei wygląda to dość kiepsko, nikt nie stara się nawet wyminąć rowerzysty. Wszyscy jeżdżą tam bardzo szybko i niebezpiecznie. Niektórzy mają taki sposób, że jeżdżą około 40 cm od krawędzi jezdni, ma to zapobiec temu, żeby kierowca nie zmieścił się i nie wyprzedzał "na trzeciego". Czasami też tak robię i to też jest niebezpiecznie, bo niektórzy i tak próbują wyprzedzać. Jeśli chodzi o pogodę to najważniejsze, żeby się nie zatrzymywać czy świeci słońce, czy pada, to jadę w każdych warunkach. Jeśli jest deszcz to nawet lepiej jechać, bo co to za przyjemność stać w ulewie - mówi Paweł.

- Na trasie zdarza się również popsuty rower. Do naprawy bierzemy tylko podstawowe rzeczy. Mamy kluczyki, pompkę i zazwyczaj, choć nie zawsze dętki. Na szczęście po drodze można wszystko załatwić. Najgorzej z serwisami rowerowymi jest w Bośni i Albanii, tam nie ma czegoś takiego jak serwis rowerowy. Jeśli coś się nam na trasie popsuje szukamy najbliższego miejsca, gdzie ktoś by mógł nam pomóc, nieważne czy to profesjonalny zakład czy dobrzy ludzie - dodaje.

Paweł swoją rowerową pasją dzieli się też z dziećmi i młodzieżą.

- Najlepszą częścią całej tej rowerowej pasji jest to, że wniosłem ją również do szkół. Kiedy mogę opowiedzieć o mojej podróży i widzę, że kogoś to interesuje i mogę wywołać uśmiech na twarzy dzieci, no to jest naprawdę fantastyczna sprawa. Jeśli chociaż raz usłyszę, że kogoś zainspirowałem to jestem przeszczęśliwy - podsumowuje.

W 2016 roku Paweł wrócił z nową inicjatywą. Zorganizował "I Kaszubską Ekstremalną Drogę Krzyżową".

- Zorganizowałem Kaszubską Drogę Krzyżową w 2016 roku. Na pomysł natknąłem się gdzieś w internecie. Pomyślałem, że czegoś takiego nie ma i brakuje u nas w Kartuzach, więc czemu by tego nie zorganizować. Opracowałem trasę, miała ona ponad 50 km i nagłośniłem akcję w internecie. Myślę, że przedsięwzięcie się udało, bo w tej akcji wzięło udział ponad 100 osób - wnioskuje organizator.

Paweł podczas swoich rowerowych wyjazdów natknął się na wiele przygód. Podróże pokazały, że każdy człowiek niezależnie od koloru skóry, wyznań czy poglądów jest równy. Każdy może okazać pomocną dłoń i wesprzeć dobrym słowem.

- Jak byliśmy we Włoszech to prosiliśmy o pomoc katolickiego księdza, niestety odmówił. Mieliśmy natomiast takie sytuacje, gdzie pomógł nam muzułmanin,nie tylko udzielił nam wsparcia, ale też zaprosił nas do siebie na obiad. Pomagali nam Świadkowie Jehowy czy Arab, który zasponsorował nam wymianę opon w rowerze. Naprawę nie ma znaczenia do kogo się zwrócimy - podkreśla rowerzysta.

Paweł w swojej rowerowej karierze był już między innymi w Albanii, Włoszech, Bośni i Hercegowina, Czechach i wielu innych państwach. Spał i jadł w różnych miejscach. Podczas swoich podróży poznał wielu ludzi, których dziś nazywa swoimi przyjaciółmi.

- Na północy najdalej byłem na kole podbiegunowym, odwiedziłem świętego Mikołaja (śmiech). Jeśli chodzi o podróże na południe, to najdalej byłem w Atenach, na wschodzie nad Morzem Czarnym, a na zachód za daleko się nie wybierałem. Bardziej interesują mnie tereny południowe i wschodnie - opowiada podróżnik.

Trasy najdłuższych wypraw liczyły nawet 4000 km. Nocował w przeróżnych miejscach.

- Zależnie od wyprawy śpimy różnie, czasami bierzemy namiot, żeby mieć chociaż minimalną ochronę przed zimnem, czasami śpimy na łąkach. U Szwedów fajne jest to, że oni kosza trawę praktycznie do zera, na namiot jest to super sprawa. Podczas wypraw do cieplejszych krajów nie bierzemy nawet namiotów, tylko śpimy pod gołym niebem, albo właśnie gdzieś na plebaniach - mówi Paweł.

Do najciekawszych miejscach, w jakich spałem zaliczam: cmentarz, w kościele, gdzie przenocowały nas zakonnice, kilka razy zdarzyło się na plaży, raz spałem na wieży widokowej, pałacu biskupa, właściwie gdzie jest wolne miejsce - dodaje.

Kilka dni po naszym wywiadzie Paweł był już w drodze na pielgrzymkę na Jasną Górę.

Dominik Ropela

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.