Zmieniła Kaszuby i ich mieszkańców. Jak wygląda życie rok po nawałnicy?

niedziela, 12 sierpnia 2018 r., 08:00
fot. AL

Kilka tysięcy hektarów zniszczonego lasu, kilometry uszkodzonych linii energetycznych, pozrywane dachy z budynków mieszkalnych i gospodarczych, drzewa poprzewracane na obiekty i samochody, nieprzejezdne drogi - tak wyglądał poranek 12 sierpnia 2017 roku. Mija rok od kiedy, trwający zaledwie pół godziny, żywioł zmienił krajobraz Kaszub i życie ich mieszkańców. Sprawdziliśmy, czy rok wystarczył, by mieszkańcy powrócili do życia sprzed nawałnicy, czy w ogóle jest to możliwe?

- Był piątkowy wieczór. Spędzałam go z przyjaciółmi przy ognisku w środku lasu. W pewnym momencie zaczęło grzmieć. Niebo zasnuło się ciemnymi chmurami. Początkowo sądziliśmy, że będzie to burza, jak burza, ale z każdą chwilą robiło się straszniej. Ukryliśmy się w chatce. Niebo co chwilę przecinały błyskawice, szalał wiatr. W myślach zaczęłam się modlić. Po pewnym czasie wszystko ucichło. Emocje opadły. Gdy wracałam samochodem do domu na ulicach leżało kilka gałęzi. Poszłam spać. Rano - szok. Jakbym obudziła się w innej rzeczywistości. W internecie pierwsze informacje o tym, co się stało. Ogrom zniszczeń, brak prądu, brak kontaktu z przyjaciółmi w miejscach, gdzie było najgorzej. Telefony nie działały, wiele dróg było nieprzejezdnych. Koszmar... - tak wydarzenia sprzed roku wspomina Agnieszka, mieszkanka gminy Kartuzy.

Noc 11 na 12 sierpnia 2017 roku nieodwracalnie zmieniła krajobraz powiatu kartuskiego, szczególnie dwóch gmin - Sulęczyna i Sierakowic. Potężna nawałnica wyrywała i łamała drzewa, zrywała dachy, niszczyła wszystko, co napotkała na swojej drodze. Około godziny 23. zawył pierwszy alarm w strażnicach. Wówczas strażacy nie mieli pojęcia, że wyjazd w piątkową noc oznacza kilkutygodniową walkę z poprzewracanymi drzewami na drogi, czy budynki.

W działaniach związanych z usuwaniem skutków nawałnicy brało udział 3.400 strażaków i 600 pojazdów. Odnotowano około 400 interwencji. Wśród nich znalazła się również ta, gdy strażacy nie zważając na własne życie, ruszyli na pomoc uwięzionym w domku letniskowym Kłodnie dziadkowi z wnuczką.

Nie lada wyzwanie stanęło też przed mieszkańcami, którzy niejednokrotnie musieli zmierzyć się z odbudową całego dobytku życia, domów, budynków gospodarczych i lasów.

"W pół godziny spustoszyło gminę"

W powiecie kartuskim nawałnica największe szkody wyrządziła na terenie gminy Sulęczyno.

- Szkód mieliśmy multum. Tylko w mieniu gminnym straty sięgnęły około 2,5 mln zł. Dodatkowo uszkodzonych zostało około 80 budynków mieszkalnych i podobna liczba budynków gospodarczych. Nawałnica nie oszczędziła też domków letniskowych - wymienia Bernard Grucza, wójt gminy Sulęczyno.

Jak dodaje, dzięki pomocy innych samorządów, gmina mogła wspomóc mieszkańców, jak również poradzić sobie z własnymi szkodami.

- Dzięki solidarnej współpracy sąsiadów, mieszkańcy w piorunującym tempie doprowadzili swoje domy i budynki gospodarcze do użyteczności - uzupełnia włodarz Sulęczyna.

Obecnie trwają naprawy dróg, na modernizację których samorząd otrzymał promesę ministra spraw wewnętrznych i administracji.

Znikające lasy

- Gdy obudziłem się rano, na podwórku leżało sporo gałęzi i konarów drzew. Pojechaliśmy z ojcem obejrzeć las. Na pierwszy rzut oka nie wyglądało to najgorzej. Po wjeździe do lasu, okazało się, że sporej jego części nie ma. Nawałnica spustoszyła nam łącznie siedem hektarów. Las w naszej rodzinie był od setek lat. Przeszedł żywioł i już go nie ma - wspomina Maciej Mielewczyk z Węsior.

Nawałnica nie tylko zniszczyła 60-70-letni las, ale też przysporzyła obowiązków.

- Spędziliśmy w lesie całą zimę. Tereny ponawałnicowe porządkowaliśmy z ojcem we własnym zakresie z pomocą kolegów Wiesława, Grzegorza i Mateusza. Gdybyśmy mieli wynająć firmę, nic byśmy nie zyskali, a bilans ze sprzedaży drzewa byłby zerowy - przyznaje pan Maciej.

Jak dodaje, niestety również w innych sytuacjach właściciele lasów z gminy Sulęczyno zostali bez pomocy.

- W związku z nawałnicą Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zaoferowała właścicielom lasów prywatnych dotację na ponowne nasadzenie terenów ponawałnicowych. Aby jednak złożyć wniosek o przyznanie środków, potrzebny był podpis z Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku. W sąsiednich gminach wnioski składało się w urzędzie gminy, który dopełniał formalności za mieszkańców, ułatwiając im znacząco pozyskanie dotacji. U nas nikt się tym nie zainteresował. Każdy indywidualnie musiał udać się do urzędu marszałkowskiego. Dla niektórych było to na tyle spore utrudnienie, że rezygnowali z możliwości uzyskania dodatkowych środków - podsumowuje Maciej Mielewczyk.

Walka z czasem nadal trwa

Właściciele lasów mają czas do końca roku, by uprzątnąć tereny poklęskowe. Tymczasem, jak informuje Alicja Mazur, naczelnik wydziału Ochrony Środowiska w Starostwie Powiatowym w Kartuzach, do urzędu wpływają dopiero pierwsze wnioski właścicieli lasów prywatnych informujących o zakończeniu prac.

- Mamy sporo wniosków o przesunięcie terminu, bo właściciele lasów prywatnych nie poradzili sobie z uprzątnięciem terenu we wskazanych wcześniej okresach. Można więc powiedzieć, że porządkowania lasów idzie w umiarkowanym tempie. Co prawda wpłynęły już pierwsze wnioski o zakończeniu prac w lasach, ale są to pojedyncze przypadki. W skali wydanych decyzji jest to niewielka liczba - przyznaje Alicja Mazur.

W sumie około połowa wniosków dotyczy obszarów leśnych z gminy Sulęczyno, które podlega pod Nadleśnictwo Lipusz. Na jego terenie, nawałnica spustoszyła ponad 7.000 hektarów lasów. Prace przy usuwaniu skutków wciąż trwają.

- Prace związane z uprzątnięciem terenu są na zaawansowanym etapie i przebiegają planowo. Na dziś około 70 proc. powierzchni zostało uprzątnięte. Należy jednak pamiętać, że w większej części naszego nadleśnictwa przeważają obszary, które są objęte zakazem wstępu do lasu mając na względzie zdrowie i życie ludzi - informuje Arkadiusz Bronk z Nadleśnictwa Lipusz.

- Prace związane z usuwaniem skutków klęski nie wiążą się tylko z uprzątnięciem powalonych drzew, ale z odnowieniem lasu na terenach poklęskowych. Dla nas leśników, walka ze skutkami klęski będzie zakończona dopiero wtedy, kiedy na zniszczonych powierzchniach pojawi się młode pokolenie trwałego drzewostanu. Doprowadzenie lasu do zadowalającego stanu potrwa z pewnością jeszcze wiele lat - dodaje.

Na las musimy poczekać sto lat

- Las to ekosystem rozwijający się przez dziesiątki i setki lat. Nawet w przypadku szybkiego odnowienia zniszczonych terenów, las który powstanie będzie znacznie różnił się od poprzedniego. Jako leśnicy, my i następujące po nas pokolenia dołożymy wszelkich starań by przywrócić utracony las, tak by mógł cieszyć nas swoim pięknem. Niestety, trzeba poczekać jeszcze sto lat, żeby podziwiać dojrzałe drzewostany sosnowe - podkreśla Arkadiusz Bronk z Nadleśnictwa Lipusz.

Zniszczone lasy to także szkody dla gmin, które na kilkadziesiąt lat stracą część dochodów z tytułu podatku leśnego.

- My jako gmina z powodu zniszczeń w lasach będziemy cierpieli przez okres 40-letni. Młodniki są bowiem zwolnione od podatku. Rokrocznie wpływy do budżetu gminy z tego tytułu zostaną uszczuplone o około 300.000 zł - ubolewa wójt Grucza.

Nawałnica zmieniła nasze życie

- Nie tak dawno odbył się Międzynarodowy Festiwal Akordeonowy. Podczas jego pierwszego koncertu, który miał miejsce w kościele w Sulęczynie, odbyła się premiera utworu "Nawałnica". Gdy zabrzmiały te dźwięki, wszystko we mnie odżyło tak, jak bym przeżywał to na nowo. Żyliśmy sobie spokojnie. nagle przeszła nawałnica. Zawyły syreny. Wyjechały strażackie samochody. Słychać było ryk pił - wspomina wójt Bernard Grucza.

- Nieopodal mojego domu, zaledwie 70 metrów dalej, rósł las, który miał 50-60 lat. Dziś go nie ma. Na trasie do Mausza, gdzie padł 80-letni las, zrobiła się pustynia. Gdy przejeżdża się przez takie tereny, wspomnienia wracają. Jest to niewyobrażalne, jak przez 30 minut natura może spustoszyć krajobraz. Serce się kraja - dodaje.

- Ci, którzy to przeżyli, będą wspominać tę nawałnicę, do ostatnich swoich dni. Nie da się jej bowiem zapomnieć. Zmieniła ona bowiem nasze życie i postępowanie - podsumowuje gospodarz Sulęczyna.

AL

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.