Sulęczyno. Gmina nie dowozi dzieci do szkoły. Wójt: winne przepisy

piątek, 9 listopada 2018 r., 09:31
fot. archiwum

Od szkoły dzielą ich ponad trzy kilometry. Od lat proszą wójta gminy Sulęczyno, by zorganizował dla ich dzieci dowóz do szkoły. Wójt twierdzi jednak, że ma związane ręce, bo przepisy mu na to nie pozwalają. Problem ten nieobcy jest mieszkańcom innych gmin, jednak ich włodarze potrafili go rozwiązać.

Z prośbą o interwencję zwrócili się do nas mieszkańcy przysiółka nieopodal Sulęczyna. Od lat proszą wójta gminy Sulęczyno, by przychylił się do ich wniosku i zorganizował dojazd do szkoły dla ich dzieci. Bezskutecznie.

Dzieci naszej Czytelniczki, jak i sąsiadów, chcąc obecnie skorzystać z dowozów szkolnym autobusem musiałby pokonywać około dwukilometrowy odcinek drogi, najpierw gruntowej przez las, a potem kontynuować trasę niebezpiecznym, krętym odcinkiem drogi wojewódzkiej, gdzie często dochodzi do wypadków i kolizji.

- Ten odcinek jest bardzo niebezpieczny. Nikt o zdrowych zmysłach nie puści tą trasą dzieci samych. Co jakiś czas można tu zaobserwować leżący na polu samochód - przyznaje pani Bożena.

A jak dodaje, ich problem jest do rozwiązania w szybki sposób, wystarczy tylko dobra wola władz gminy.

- Tak naprawdę gmina mogłaby szybko znaleźć rozwiązanie dla naszego problemu. Szkolny autobus mógłby zjechać z głównej trasy i przejechać przez nasze wybudowania, wyjeżdżając nieco dalej ponownie na drogę główną. Łącznie z naszych wybudowań mogłoby w ten sposób dojeżdżać 13 dzieci - mówi pani Bożena.

Niestety, jak dodaje, wójt pozostaje głuchy na ich prośby.

- Ostatnio byliśmy u wójta wspólnie z mężem. Myślałam, że wójt poświęci nam trochę czasu i porozmawia z nami. Wójt praktycznie z nami nawet nie rozmawiał, od razu zawołał kolejną osobę, potem kolejną. Na odchodne zaproponowali nam, że dadzą nam na paliwo - przyznaje nasze Czytelniczka.

- Skoro nasza gmina nic nie może, to może warto przenieść dzieci do szkoły do innej gminy. Jeśli mamy wozić dzieci tak daleko, to wolimy już je zawieść nieco dalej, ale nasze dzieci chodziłyby do szkoły w gminie Stężyca. Wójt jest już trzecią kadencję. Powinien w końcu pokazać, że robi coś dla ludzi z wybudowań też, bo póki co, nie robi dla nas nic. Zero. Jeśli trzeba płacić podatki, to gmina sobie o nas przypomina, a tak to się o nas w ogóle nie pamięta. Wójt Stężycy jakoś potrafi działać dla mieszkańców i na pewno w kolejnej kadencji również pokaże, że dba o mieszkańców. Efekty jego pracy widać. U nas nie - dodaje druga nasza rozmówczyni.

Zadaliśmy wójtowi Sulęczyna pytanie, czy istnieje możliwość zorganizowania dowozu do szkoły dla dzieci przysiółka nieopodal Sulęczyna.

- Sprawa ma się w ten sposób, że ci państwo nie przekraczają odległości, którą my moglibyśmy wesprzeć, a do przystanku autobusowego jest znacznie bliżej. Proponowaliśmy im bilety miesięczne na przejazd liniami. Nie chcą z tego skorzystać. Nie mogę łamać przepisu, bo jest on sztywny. Gdybym jednym "naciągnął", to narażę siebie na odpowiedzialność karną, a po drugie wszyscy chcieliby, aby ich dzieci zabierać z podwórka - tłumaczył wójt gminy Sulęczyno, Bernard Grucza.

Po kolejnej uwadze, że od miejsca zamieszkania naszych czytelników do szkoły jest odległość ponad trzech kilometrów, wójt stwierdził, że nie ma czasu na rozmowę i poprosił o przysłanie pytań na maila.

Sprawdziliśmy, jak kwestia dowozu dzieci do szkoły rozwiązana jest w innych gminach. Dobrego przykładu, a przede wszystkim rozsądnego i społecznego podejścia do sprawy nie musieliśmy zbyt daleko szukać.

- Przepisy mówią, że trzy kilometry od przystanku, jeśli jest on utworzony przez gminę dla dzieci szkolnych. Przede wszystkim w tej sprawie trzeba jednak wziąć pod uwagę czynnik społeczny. Mieliśmy takie przypadki, że rodzice wnioskowali o to, aby przesunąć przystanek lub postawić nowy. Wychodzimy z założenia, że jeśli linia już funkcjonuje i może zabrać po drodze dziecko, to gmina przychyla się do takiego wniosku. Mieliśmy również taką sytuację, że rodzice składali wnioski o wydłużenie kursów. Zgadzaliśmy się na to. W jednym przypadku nie mogliśmy pozytywnie rozpatrzyć wniosku, ale szukamy rozwiązania tej sprawy - mówi wójt gminy Stężyca, Tomasz Brzoskowski.

- Jeżeli jest wniosek, to szukamy rozwiązań, aby podejść do niego pozytywnie. Nie robimy przeszkód. Jeżeli jest możliwość, to czemu nie. Staramy się, aby było to w ramach rozsądku. Myślę, że kwestię dowozu dzieci do szkoły rozwiązaliśmy optymalnie. Nie mamy żadnych protestów. Jesteśmy od tego, aby pomagać ludziom. Podchodzimy do nich pozytywnie, po prostu po ludzku. Jeżeli możemy pomóc, to dlaczego nie mamy tego zrobić. Od tego jesteśmy, a nie tylko, żeby sobie przypominać o mieszkańcach przed wyborami - puentuje wójt Tomasz Brzoskowski.

Sprawie przyjrzeć obiecał się przewodniczący Rady Gminy Sulęczyno Kazimierz Gliniecki.

Pytania skierowaliśmy też mailowo do wójta gminy Sulęczyno.

Do sprawy będziemy wracać.

AL

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.