Marta Goluch: "Człowiek to paradoks, a muzyka pozwala mu wybrzmieć"

środa, 13 lutego 2019 r., 12:43
fot. archiwum prywatne/Martyna Fulaczryk

Marta Goluch to 18-letnia piosenkarka i autorka tekstów poetyckich, obdarzona nieprzeciętną wrażliwością i talentem. Absolwentka Państwowej Szkoły Muzycznej, obecnie uczennica I LO w Kartuzach. Mimo tak młodego wieku wydała już swój pierwszy tomik poezji. O warsztat poetycki, muzyczną pasję i plany na przyszłość pytał Dominik Ropela.

Jesteś osobą, która niewątpliwie wyróżnia się spośród swoich rówieśników. Zaangażowana społecznie, wszechstronnie utalentowana - znana z pięknego wokalu i miłości do pióra. Co było pierwsze pasja do pisania czy do śpiewania?

Właściwie ciężko określić. Moje debiuty poetycko-muzyczne pokrywają się w czasie i przypadają na rok 2015. Wówczas wydałam tomik "Poezje", a miesiąc później, w lipcowych okolicznościach, znalazłam się na scenie mirachowskiej leśniczówki. Od tej pory zaczęłam kształcić się wokalnie, choć tajemnicą nie jest, że mój muzyczny rys sięga PSM I stopnia w Kartuzach, gdzie 'pierwsze skrzypce' odegrała gitara. Chyba całe moje życie to warkocz dźwięków przeplatany słowami, który na początku plotła mi mama, a teraz robię to sama każdego dnia z jej wsparciem z tyłu głowy.

Która z muz jest dziś Ci bliższa?

Euterpe! To muza poezji lirycznej i muzyki (właściwie gry na flecie) jednocześnie. Jak widać - wybór moich pasji sprzyja kolokacji i jest uwarunkowany historycznie.

Pamiętasz swój pierwszy utwór pisany? A występ na scenie? Jak dziś je wspominasz?

Za (nie)poważna poezja to przygnębiający liryk miłosny zapisany na ostatniej stronie zeszytu od polskiego z czasów podstawówki. Kolejna (nie)poważna już prozatorska próba to "Czarodziejski flakonik", który stworzyłam w ramach warsztatów literackich w szóstej klasie. Śpiewanie (nie)poważne chyba cały czas kontynuuję, ale do sztuki tak trzeba podejść. Z pewnym amatorskim spojrzeniem. Inaczej nie ma miejsca na kreatywność... Pierwsze występy sceniczne już w przedszkolu, jednak gdy tylko wspominam momenty zwrotne, pierwsze zetknięcia z mikrofonem, to słyszę małą Martę śpiewającą 'ding dong ding dong spadł już śnieg' na rynku w Kartuzach podczas Mikołajek albo pierwszy koncert (również świąteczny!) w szkole muzycznej, gdzie próbowałam zaśpiewać pastorałkę z filmu "Miś". Próbowałam, bo to było pierwsze, wówczas tak ogromne dla mnie przedsięwzięcie i spory zasięg reakcji stresowych (mózg, serce, ciało, głos). Ale to przyjemne sentymenty, które zbudowały moją teraźniejszość. Te banalne początki i zetknięcia z mikrofonem. Katharsis.

Nie masz jeszcze dziewiętnastu lat, a już wydałaś swój tomik poezji i to jeszcze będąc w gimnazjum... Czym się inspirujesz w swojej poezji?

Inspiracja. Kiedyś odrzekłabym prozaicznie: życie. To co nas otacza, kwiatki, pieski, polityka. Ale ostatnio odkryłam głębiej. Źródłem słowa jest coś, co stanowi fundament następnej planowanej publikacji. Szerzej niebawem.

Masz swój wzór? Postać, którą uważasz za godną naśladowania?

Ze względu na wielość pasji i kierunków życia często powołuję się na moich mentorów, bardziej ludzi, którzy bezpośrednio oddziałują na moją sferę myślową w danych sytuacjach. Nie nazwałabym tych osób wzorami, bo nie przepadam za korzystaniem z gotowych wzorów (sic!), dlatego tak rzadko korzystam z tablic matematycznych (nieco maturalnego humoru). Chcę by pozostali oni jednak tylko we mnie. Są to osoby nie tylko powszechnie kojarzone, lecz także ludzie, którym co dzień opowiadam, a oni słuchają i potem też opowiadają. A ja z nich czerpię. Ich czerpię dla siebie. Trochę samolubnie? Wszyscy jesteśmy egoistami, ale to ci moi (nie)wzorcowi ukazują jak być z moralnym stanem pokoju wewnętrznego.

Jesteś artystką, która odnalazła się w nurcie bluesowo-jazzowym. Co sprawiło, że akurat te brzmienia są bliskie twojemu sercu?

Ponadczasowość. Prostota, która trwa. A jednak jest nieprzewidywalna. Choć ostatnio bardziej otwieram się na alternatywę, szukam spontanicznych rozwiązań, smaczków muzycznych (dietę podstawową warto urozmaicać!). Mimo wszystko mam przeczucie, że to, co teraz słucha milion ludzi - za moment przeminie. A blues, jazz i klasyka zostaną. One warunkują działanie całej gatunkowej maszyny. O korzeniach się nie zapomina. Blues dopada Cię w pociągu albo w noc bez-snu. Czarne talerze trzeszczą od prawdy. Od niej się nie uwolnisz. Stajesz się niewolnikiem tej muzyki. Ale to właśnie sprawia, że ją kochasz. Bo człowiek to paradoks. A muzyka pozwala mu wybrzmieć.

Jesteś również absolwentką Szkoły Muzycznej. Jak wspominasz lata, kiedy do niej uczęszczałaś i jaki szkoła ta miała wpływ na twoją twórczość?

To miejsce pozwala usłyszeć siebie. Komponowanie tożsamości. Chyba najlepsza szkoła życia. Najlepsza? Pfe. Po prostu właściwa. Przynajmniej dla mnie.

Pasję muzyczną łączysz z sympatią do pióra, w taki oto sposób powstaje twój blog "Poczekalnia Bluesa". Jak powstał? Czym się tam dzielisz?

Idea bloga zrodziła się z fascynacji historią bluesa. Pierwsze teksty to suche informacje, strzępki legend jak jeden pan na rozstaju dróg oddał duszę diabłu. Później w bluesa tchnęłam poezję i z czasem ta diabelska muzyka w Poczekalni stawała się łagodniejszym tworem literackim. Odwilż. Oddech. Działalność w Poczekalni aktualnie zawieszona. Myślę nad modyfikacją bloga, założeniem strony internetowej, poszerzeniem horyzontów, ale wszystko na razie utrzymuje się w sferze projektu, zważywszy na gorący czas jakim są przygotowania maturalne, czas, który wiąże się z podjęciem pewnych ważnych decyzji, obraniem dalszej drogi kształcenia oraz rozwoju osobistego. Ale do Poczekalni się wraca. Wracam. Może w innym formacie. Plany.

Bez wątpienia można stwierdzić, że jesteś dosyć znana na lokalnej scenie i nie tylko. Czy uważasz, że w jakiś sposób przyczyniło się to do ukształtowania twojego charakteru?

Każda sposobność sceniczna, chyba szczególnie lokalna (bo w swoim środowisku) w pewien sposób na mnie oddziałuje. Sytuacje, które dzieją się wokół tej sceny mają chyba najbardziej znaczący wpływ na człowieka. Charakter jest niezmienny, niektóre cechy jednak mogą się w obliczu zdarzeń scenicznych ujawnić, inne schować. Najważniejsze wartości? Pokora przez bunt, pewność w nieśmiałości, dźwięk ciszy. Znów bluesowy paradoks człowieka.

W swoich utworach niejednokrotnie odnosisz się do wolności. Czym ona dla Ciebie jest?

"Wolność to taka chwila, o którą walka trwa od tysiącleci" - to pozostało po mnie na ścianie Solidarności. Niezliczona liczba powtórzeń frazy "wolność - kocham i rozumiem"... Dziś wiem, że kocham, ale zrozumieć może ten, kto stracił. Dlatego wciąż brakuje mi ludzi na ulicach. Nas - młodych. Bo jeszcze nie rozumiemy. Bo za mało w nas chęci do poznania historii, do szukania w niej siebie. Wiele o niej pisałam, śpiewałam, ale to ona jest moim artystycznym tworzywem. A jednak ideą, bo nie umiałabym znieść jej do rangi materialnej. Wolność niosę. I chcę nieść na pokolenia. Ale muszę walczyć. Chuchać i dmuchać na zimne, by śladem przeszłości nie dać jej sobie wyrwać z płuc. Oddychać nią. Być. Wolnością. Człowiek nią jest. I dlatego tak trudno zrozumieć...

Jesteś w klasie maturalnej, jakie masz plany, marzenia na przyszłość?

Chyba w każdej z odpowiedzi jest element myśli o przyszłości... Ja tak lubię szyframi, krzyżówkami. Inaczej nie chce się czytać człowieka, a czymś trzeba zainteresować i pozyskać czytelnika. Nie czarować, a jawnie z czytelnikiem flirtować, tak! Sztuka wyrazem wolności. Czekajcie. Na bieżąco działam w mediach społecznościowych - tam co jakiś czas wieści z mojego światka i osobisty serwis informacyjny. Bo ludzie to Słowa - prozaizmy i poemy...

Dziękuję za rozmowę

Dominik Ropela

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.