Przodkowskie Morsy uprawiają najtańszy sport ekstremalny

czwartek, 16 maja 2019 r., 10:46
fot. Longina Templin

Członkowie Klubu Sportowego Przodkowskie Morsy bardzo uroczyście zakończyli sezon morsowania, który połączyli z piknikiem rodzinnym. Ostatnią niedzielę kwietnia spędzili bardzo aktywnie nad Jeziorem Białym. Odbył się bieg morsów oraz marsz Nordic Walking. Było ognisko, atrakcje dla dzieci, a zaprzyjaźnione Koło Gospodyń Wiejskich "Hopowianki" przygotowało kulinarne rarytasy. Największą atrakcją było ostatnie w tym sezonie wejście przodkowskich morsów do jeziora.

Klub powstał 18 października 2018 roku, a otwarcie sezonu odbyło się 4 listopada. Członków przybywało z tygodnia na tydzień. W tej chwili jest ich już 31. Do klubu należą osoby z całego powiatu. Najmłodszy mors ma 5 lat, najstarszy 60 lat.

Pomysłodawczynią tego przedsięwzięcia jest Maria Grot. Zawsze marzyła o morsowaniu. Podobne zainteresowania ma Katarzyna Formela. Dołączyła do nich jeszcze Anita Czerwińska. Najtrudniej zacząć coś, czego się jeszcze nigdy nie robiło. W sukurs przyszedł kuzyn pani Katarzyny, Grzegorz Turzynski, który morsuje od lat.

- Jaki był ten pierwszy raz? Zaczęłyśmy we trójkę - ja, Kasia i Anita. Prapremiera odbyła się w listopadzie 2017 roku. Było bardzo zimno, a do tego jeszcze stres. Wykonałyśmy rozgrzewkę, po niej Grześ kazał się rozebrać i wejść do wody. Nie dowierzałam sama sobie, że to zrobię. To się tak szybko działo. Nigdy tego nie zapomnę. Gdyby nie Grzegorz Turzynski, to chyba do tej pory byłoby to tylko nasze marzenie - wspomina Maria Grot, prezeska Klubu Sportowego Przodkowskie Morsy.

- Też byłam bardzo przejęta całą sytuacją. Zimno nie było tak straszne jak sam fakt, że się wchodzi do wody. Adrenalina zadziałała. Dopiero gdy wyszłam z jeziora ciężko było się ubrać, bo ręce z zimna zdrętwiały. Byłam w szoku, że to zrobiłam - dopowiedziała Katarzyna Formela, wiceprezeska klubu.

- Przeżywałam to podobnie jak moje koleżanki. Chyba źle oddychałam, bo w wodzie dostałam ataku paniki. Nie mogłam nabrać oddechu. Też miałam kłopot z ubraniem się. Dygotałyśmy wszystkie, bo był lekki mrozik - dorzuciła Anita Czerwińska, sekretarz klubu.

To wszystko działo się jeszcze przed powstaniem klubu. Można to potraktować jako próbę sprawdzenia się, czy da się radę. Panie bardzo chciały morsować i to się im udało. Tak było przez niemal rok. Gdy zamarzło jezioro Białe, jeździły do Brzeźna co niedzielę.

- Na początku 2018 roku stwierdziłam, że założymy klub. Koleżanki stukały się w głowę. Znajomi, którzy wiedzieli, że morsujemy, bardzo interesowali się tym co robimy i już na tym etapie chcieli do nas dołączyć. Informacje o tym co robimy były na Facebooku. Były też komentarze - powiedziała Maria Grot.

Katarzyna Leyk zaczęła morsować od 2 grudnia ubiegłego roku. Do klubu zapisała się razem z córką Angeliką, która towarzyszyła mamie od pierwszego morsowania. Jak przyznała, do końca nie liczyła na to, że mama zdecyduje się wejść do wody. A jednak się udało. Była bardzo zaskoczona i dumna ze swojej mamy.

- Co spowodowało, że zaczęłam morsować? Brzydko mówiąc... chyba głupota, ale w pozytywnym sensie. Moja koleżanka już to robiła i wstawiła zdjęcie na Facebooku, a ja skomentowałam: to dlaczego nas nie wzięłaś? W jakimś sensie się "wprosiłam". Otrzymałam odpowiedź: zapraszam w niedzielę. Postanowiłyśmy z córką przyjąć tę propozycję. Mąż stwierdził, że mam się puknąć w głowę. Podobnie zareagowały moje koleżanki w pracy, bo wiedzą, że boję się wody i nie umiem pływać - wyznała Katarzyna Leyk.

Żaneta Zaborowska zaczęła morsować na początku tego roku i to przez przypadek. Spotkała Marię Grot na jednym z wieczornych spacerów w Przodkowie. Wiedziała już, że panie morsują i zaczęła podpytywać, co trzeba mieć, jak się do tego przygotować. Zakupiła z neoprenu skarpety i rękawice.

- W pierwszą moją niedzielę była okropna pogoda, wiało i padało. Zastanawiałam się, czy przy takiej aurze dam radę. Pomimo tego pojechałam nad Jezioro Białe. Do wody wprowadziła mnie Maria Grot. Od tego czasu co niedzielę morsuję. Przez pierwsze tygodnie jeździłam z mężem, który bardzo mnie wspierał. Teraz morsuje razem ze mną, a moje dzieci chcą rozpocząć od przyszłego sezonu - powiedziała Żaneta Zaborowska.

- Każdy z nas założycieli to osoby, które trenują różne dziedziny sportu i to nie tylko amatorsko. Sport był zawsze w naszym życiu, ale morsowanie nas połączyło. Chcieliśmy też przez to pokazać, że dzięki morsowaniu zyskujemy bardzo dużo zdrowia. Ono hartuje ciało i mniej się choruje. Najfajniejsze jest to, że jako morsy uprawiamy najtańszy sport ekstremalny - spuentowała Maria Grot.

L.T.

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.