Spółdzielcy zdecydowali: Antyk na sprzedaż. Czy zostali zmanipulowani?

piątek, 5 lipca 2019 r., 14:27

Zamieszanie, krzyki i przepychanki - tak wyglądało ostanie walne zgromadzenie Spółdzielni Mieszkaniowej "Kaszuby". Na posiedzeniu mieszkańcy podjęli decyzję o sprzedaży budynku przy ulicy Jeziornej 19, w którym mieści się działający od 16 lat ostatni z kultowych kartuskich lokali Antykvariat Cafe. Są jednak poważne wątpliwości, czy leży to w ich interesie. Prezes Grażyna Czubala uporczywie wymiguje się od wyjaśnień.

Apel o pomoc w sprawie Antykwariatu wystosowała Anna Kossakowska, właścicielka kawiarni. Jak informowała, budynek, w którym mieści się Antyk, ma zostać sprzedany za bardzo niską cenę i wyburzony, a na jego miejscu ma powstać budynek mieszkalny. Prosiła członków spółdzielni, aby przyszli na zebranie i stanęli w obronie lokalu.

W walnym zgromadzeniu Spółdzielni Mieszkaniowej "Kaszuby", które odbyło się w środę, 26 czerwca, uczestniczyło zaledwie 94 członków spółdzielni i 53 pełnomocników (spółdzielnia liczy aż 2040 mieszkań). Jednym z punktów zebrania było podjęcie decyzji w sprawie sprzedaży prawa użytkowania wieczystego budynku na ulicy Jeziornej.

Jak poinformowała prezes zarządu Grażyna Czubala, miała ona problem z wynajęciem lokalu znajdującego się na piętrze budynku.

- Ile myśmy ogłoszeń zrobili, ile myśmy przetargów ogłosili, by znaleźć najemcę. Mówię o lokalu o powierzchni 313,5m, dawnej Masce. Lokal wynajęto w 2014 roku na prowadzenie handlu sprzętem komputerowym oraz tworzenie klubu gracza. 1 stycznia 2016 roku rozwiązano umowę ze względu na duże zadłużenie. Następnie, do 10 października 2016 roku, w lokalu znajdowała się dyskoteka. Działalność ta okazała się nierentowna, powstały zaległości, które odzyskaliśmy na drodze postępowania sądowego. Lokal ponownie wynajęto dopiero po 13 miesiącach, 24 listopada 2017 roku, na prowadzenie klubu Hades. Po pół roku najemca wypowiedział umowę. Ta działalność też okazała się nierentowna. 11 czerwca 2018 roku został on przekazany do dyspozycji spółdzielni - tłumaczyła Grażyna Czubala.

- Drodzy państwo, koszty ponoszone przez spółdzielnię w ciągu jednego miesiąca to: koszty użytkowania wieczystego, podatek od nieruchomości, ogrzewanie obiektu. Koszty tego pawilonu w całości obciążają członków spółdzielni. W okresie od 2013 roku do 2018 roku, kiedy lokal nie był wynajmowany, generował koszty - łącznie 51.549,11 zł. Te koszty obciążają was, mieszkańców - kontynuowała.

Jak przekonywała, przychody spółdzielni wynikające z najmu lokali usytuowanych na parterze tego budynku, w tym zajmowanym przez Antyk, nie pokrywają kosztów eksploatacji i konieczności nakładów remontowych. Nie przedstawiła jednak żadnych danych finansowych.

- Najemca lokalu (Antykvariat Cafe - dop. red.) od czasu podpisania umowy tj. od 2015 roku nieregularnie wnosi opłaty z tytułu czynszu najmu. Nigdy nie wniosła opłaty w całości, tylko w części wpłaca swój czynsz. Zaległości aktualnie przekraczają wysokość trzymiesięcznej należności. Sprawa była też w sądzie. Pani w międzyczasie zmieniła nazwisko i sąd to wycofał - mówiła Grażyna Czubala.

Wspomniała też, że w miejscu obecnego obiektu, ma powstać budynek mieszkalny.

Podczas spotkania głos zabierali mieszkańcy.

- Pani Ania, właścicielka Antyku była w różnych sytuacjach życiowych, ale jej biznes wciąż funkcjonuje, a ona się rozlicza. Pomimo tego, że płaci czynsz, nie dostała prawa do pierwokupu. Chciałbym również wypowiedzieć się za naszą zdolną kartuską młodzież. Jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie młode osoby mogą wyjść, spędzić wieczór i porozmawiać. Potwierdzam, że w Antykwariacie organizowane są przeróżna przedsięwzięcia, jak koncerty lokalnych i bardziej znanych artystów - mówiła Karolina Brylowska-Menard, klientka lokalu.

- Chciałbym tylko powiedzieć, że spółdzielni nie powinno interesować utrzymywanie czyjegoś interesu. Natomiast wydaje mi się, że skoro ta działalność gospodarcza była prowadzona tam od 16 lat to powinniśmy dać chociaż skromną szansę. Jest to niedopatrzenie i niezrozumiałe dlaczego Pani Ania nie została dziś zaproszona do przemowy, jak może się bronić, skoro nie ma prawa głosu? Antyk mogę nazwać spokojnie małym centrum kultury, może wydawać się to śmieszne, ale proszę uwierzyć spotykają się tam młodzi zdolni ludzie, którzy w spokojnych okolicznościach mogą porozmawiać i posłuchać muzyki - podnosił z kolei Dawid Kaczor.

- Mieszkam na osiedlu Sikorskiego. Chcę Państwu powiedzieć że młodzież zachowuje się okropnie. Nie mają żadnej kultury. Nie życzę nikomu słuchać tego co wyrabiają. Do rana są krzyki i słowa na k i h - twierdziła z kolei sekretarz Spółdzielni Mieszkaniowej "Kaszuby" Halina Gostkowska.

Nie udzielono głosu wszystkim chętnym. Młode osoby apelowały o pozostawienie tego miejsca i przeniesienie decyzji na kolejne zgromadzenie, tłumacząc, że nie można kierować się tylko przyziemnymi aspektami takimi jak koszty, ale również należy pamiętać, że to miejsce spotkań, kultury i tak naprawdę jedyny pub w Kartuzach, gdzie wieczorami można spędzić czas.

Aby uciszyć głosy w obronie lokalu, przemawiającym wyłączano i wyrywano mikrofony, a następnie na wniosek Wiktora Grzesiaka zakończono dyskusję. Ostatecznie, pomimo starań części spółdzielców, podjęto uchwałę o sprzedaży budynku ("za" opowiedziało się 96 osób, 39 głosów było "przeciw").

- Nie zostałam wpuszczona na zebranie. Jestem pewna, że lokal, w którym kiedyś znajdowała się "Maska" był wynajęty, tylko nie wiadomo na jakich zasadach. Nikt tam nic nie robił, tylko płacił. Lokal wynajmowała pani Buchacz z Sierakowic, która dostała prawo pierwokupu. Na wczorajszym (środowym - przyp. red.) zebraniu powiedziano, że wynajmowała go około sześć miesięcy. Dlaczego to ona otrzymała prawo do pierwokupu całego budynku? Przecież wynajmowała tylko górę. Jaki był cel wynajmu Pani Buchacz skoro nic tam nie robiła, a dostała wszystkie prawa? My w swoich lokalach robiliśmy wszystko na własny koszt, z uzgodnień ustnych z Panią prezes było że zwróci nam koszty poniesione na lokal w czynszu. Nie wywiązała się ze swojej deklaracji - podkreśla Anna Kossakowska.

- Wyrażałam wolę kupna lokalu, na które niestety nie mam pisemnego potwierdzenia. Wyrażałam również wielokrotnie chęć wynajmu góry, też słownie, bo zawsze warunki tego najmu były inne i kwotę za wynajem pani prezes przedstawiała różną. Około dwa lata temu dogadałam się z panią prezes. Podczas rozmowy uzgodniłyśmy wszystkie warunki najmu, które spisałam i na następny dzień zaniosłam do spółdzielni. Pani prezes już nie była w nastroju ze mną rozmawiać i kazała zanieść to do sekretariatu - tłumaczy najemczyni lokalu.

- Wielokrotnie informowałam panią prezes o mojej sytuacji rodzinnej i związanymi z nią nie zawsze terminowymi płatnościami za wynajem. Pani Czubala przyjęła to ze zrozumieniem i zgodziła się na takie warunki płatności. Są miesiące lepsze i gorsze. W styczniu tego roku zapłaciłam za trzy czynsze zaległe na raz i w momencie kiedy mam środki, to spłacam zaległości. Wychowuję sama trójkę dzieci i muszę jakoś wiązać koniec z końcem - dodaje.

Jak się okazuje, Anna Kossakowska nie była jedyną osobą zainteresowaną wynajęciem lokalu na piętrze budynku.

- Nie ukrywam że, po przeczytaniu wcześniejszych artykułów, z których wynikało, że spółdzielnia nie mogła wynająć lokalu, zdenerwowałem się. Wraz ze wspólnikiem prowadziliśmy klub w Kartuzach "Disco Club Rampa". Właściciel budynku dał nam wypowiedzenie najmu lokalu z powodu zmiany przeznaczenia całego budynku na mieszkania i specjalne przedszkole. Szukaliśmy lokalu pod klub, a stara Maska była idealnym i jedynym miejscem w Kartuzach na taką działalność. Dzwoniłem do SM "Kaszuby" z zapytaniem czy lokal jest na wynajem, odpowiedź pani przez telefon brzmiała: "lokal jest już wynajęty" - mówi zbulwersowany Paweł Kosmowski.

Jeszcze przed zebraniem zadaliśmy prezes Grażynie Czubali kilka pytań związanych z zamiarem sprzedaży prawa do budynku. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że sprawa zostanie szczegółowo przedstawiona mieszkańcom na zebraniu. Niestety na zebraniu nawet nie poruszono kwestii, o które pytaliśmy. Spółdzielcy nie dowiedzieli się, w jakim trybie zostanie sprzedana nieruchomość (np. pierwokup, przetarg, sprzedaż z wolnej ręki)? Jaka jest wartość prawa użytkowania wieczystego? Na ile lat to prawo przysługuje aktualnie spółdzielni? Jaka jest wartość całej nieruchomości? Czy sporządzono jej wycenę? Czy spółdzielnia rozważa możliwość odsprzedaży prawa użytkowania aktualnym najemcom?

Podczas zebrania umówiliśmy się z prezes Czubalą na rozmowę kolejnego dnia. W czwartek w sekretariacie usłyszeliśmy, że "pani prezes jest na urlopie". Skontaktowaliśmy się więc z nią telefonicznie około południa. Zdążyliśmy zadać jedno pytanie o tryb sprzedaży budynku. W odpowiedzi usłyszeliśmy "Jeszcze nie wiem". Pozostałych pytań nie mieliśmy okazji zadać, bo prezes Czubala po stwierdzeniu, że nie ma czasu i jest zmęczona, zakończyła rozmowę. Poprosiła o telefon po weekendzie.

Zgodnie z ustaleniami zadzwoniliśmy w poniedziałek. Po odebraniu telefonu i usłyszeniu, kto dzwoni, rozłączyła się i nie odbierała więcej telefonu. Po wymianie smsów stwierdziła, że jest na urlopie, a urlop należy się każdemu i nie będzie kontynuować rozmowy, bo ma problemy osobiste. W związku z tym poprosiliśmy o wyznaczenie przez nią osoby z zarządu, która odpowie na nasze pytania. W efekcie otrzymaliśmy maila, że dokumenty związane ze sprzedażą nieruchomości trafiły do prawnika, a odpowiedzi na nasze pytania otrzymamy pod koniec lipca (sic!).

Członkom spółdzielni powinno zależeć na tym, aby podejmowali decyzję co do wyprzedaży swojego majątku w oparciu o "twarde" dane ekonomiczne, a nie niezrozumiałe pobudki prezesa poparte tylko wyselekcjonowanymi przez nią informacjami.

Spółdzielcy nie dowiedzieli, jakie były przychody, które uzyskała spółdzielnia z najmu lokalów w budynku ani jakie poniosła koszty w związku z posiadaniem całej nieruchomości. Nie wiadomo, czy spółdzielnia z tytułu posiadania budynku osiągnęła dochód czy stratę. Sposób przedstawienia informacji spółdzielcom był wybiórczy i jasno ukierunkowany - budynek generuje koszty i należy się go pozbyć.

W interesie mieszkańców powinno także leżeć to, że skoro dochodzi już do sprzedaży budynku, powinien on zostać sprzedany za jak najwyższą cenę. Dochód ze sprzedaży można przecież przeznaczyć na remont innych, nie najmłodszych już budynków. Gwarancją uzyskania najwyższej ceny - ceny rynkowej - jest ogłoszenie przetargu, do którego może stanąć każdy chętny. Wiele osób deklaruje, że chętnie kupiłaby budynek za cenę, o której mówi się w kuluarach. Tymczasem prezes zaznacza, że budynek zostanie sprzedany po cenie podanej przez rzeczoznawcę, czyli cenie umówionej. Po wypowiedziach prezes Czubali można wywnioskować, że ona już wie, kto kupi budynek i co na jego miejscu powstanie.

Trudno uznać, że likwidacja lokali usługowych i zamiana ich na mieszkania, leży w interesie spółdzielców. Wielu z nich było przeciwnych sprzedaży budynku, podając konkretne argumenty. Pozostałym nie dano szansy wyrażenia swojego zdania.

Wygląda więc na to, że przyszłość Antykwariatu przy ul. Jeziornej jest przesądzona. Takie wnioski można wysnuć z wypowiedzi i zachowania prezes Grażyny Czubali. Pozostaje pytanie, czy sprzedaż budynku odbywa się w transparentny sposób, a co więcej, z uwzględnieniem interesu spółdzielców.

Dominik Ropela

P.S. Powyższy tekst przesłaliśmy do zarządu spółdzielni z prośbą o ustosunkowanie się do zawartej w nim krytyki prasowej.

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.