Reklama

Gdzie dziś jest Kasia?

15/02/2011 15:17
Historię Kasi Matei z Kiełpina przypominają dziennikarze w najnowszym numerze dziennikarze "Gazety Kartuskiej". Ślad po dziewczynce zaginął 25 lat temu, kiedy to została wykradziona z kartuskiego szpitala.

Co roku policja odnotowuje zaginięcia i poszukiwania zaginionych osób.
Młodzież ucieka przed nadmierną opiekuńczością rodziców, czasem przed domowym "piekiełkiem", czasem w pogoni za miłością, której rodzice są przeciwni, a która w tym okresie wydaje się tą jedyną, najważniejszą, na całe życie. Uciekają ci, którzy mają "na pieńku" z prawem, uciekają ci, których ściga komornik. Uciekają osoby chore, które tak naprawdę nie zdają sobie sprawy, że uciekają, że ktoś będzie ich szukał, rozpaczał, poszukiwał. Niekiedy wychodzą z domu, by nigdy nie powrócić…

Niektóre zaginięcia do dnia dzisiejszego pozostają zagadką, mimo że akta sprawy pokrył kurz, a życie toczy się dalej… Do takich najbardziej bulwersujących, niezapomnianych, należy zaginięcie, a właściwie wykradzenie z kartuskiego szpitala siedmiomiesięcznej Kasi Matei z Kiełpina. Od tamtego dnia minęły 25 lat.

"Śpieszmy kochać…. tak szybko odchodzą"

Te słowa, często używane jako motto w nekrologach, są adekwatne też w innej sytuacji, kiedy nagle, niespodziewanie, bliska sercu osoba zaginie, kiedy wyjdzie z domu, by nigdy doń nie powrócić…

Śpieszmy kochać… tak szybko odchodzą…
Jak szybko, jak zachłannie i zaborczo musiała kochać matka, która urodziła zdrową, śliczną córeczkę, a na to, by kochać, otrzymała od losu siedem miesięcy?!

Mimo upływu lat, wciąż nie wiadomo co wydarzyło się tamtej mroźnej, styczniowej nocy w kartuskim szpitalu. Kilka lat temu odwiedziliśmy państwa Elżbietę i Mariana Matejów, by zapytać, czy w ciągu minionych lat mieli jakikolwiek sygnał, wiadomość o losie Kasi. Tym tekstem zainteresowała się niedawno telewizja Polsat. Postanowili również odwiedzić rodziców Kasi i zrobić kolejny program o jej zaginięciu.

Kilka lat temu rodzice wspominali

- Mimo ponownego nagłośnienia w mediach zaginięcia Kasi, nie dotarł do nas żaden sygnał o jej losie - opowiadała matka. - Wystąpiliśmy ponownie w programie "997", w programie "Rozmowy w toku", emitowanym przez TVN, bez skutku. Do dziś nie wiemy, co wydarzyło się w szpitalu tamtej nocy, nie znamy losu naszego dziecka. Nie wiemy, czy żyje, czy jest kochana, szczęśliwa…? Nie wiemy kto i po co dopuścił się takiego czynu i skazał nas na taki koszmar.

Elżbieta Mateja najpierw z oporem, nieufnie opowiada o przeżytej tragedii, potem stopniowo się otwiera i wraca do wydarzeń sprzed dziś już 25 lat:
- Proszę się nie dziwić, że trudno mi do tego wracać. Minęło tyle lat, urodziłam kolejne dzieci, ale… Kasia była, żyła i choć ból po latach nie jest tak rwący, piekący, wciąż pamiętam. Pamiętam jej buźkę, pamiętam, jaka była spokojna. Wiele razy wyrzucałam sobie, że oddałam ją wtedy do szpitala. Ale kto mógł przypuszczać, że wydarzy się coś takiego? Na buzi, szyjce Kasi pojawiły się podejrzanie wyglądające plamki, których ilość narastała. Bałam się, że to coś groźnego. Zareagowałam jak każda matka, wezwałam pogotowie. Decyzja lekarza była natychmiastowa. Dziecko zabrano do szpitala. Przez myśl mi nie przeszło, że widzę moją córeczkę po raz ostatni, że nigdy już do nas nie wróci. W tamtym okresie na oddziale dziecięcym nie było odwiedzin. Po dwóch tygodniach powiedziano nam, że Kasia jest zdrowa i będzie mogła wrócić do domu. Nagle, niespodziewanie, następnego dnia kolejna wiadomość, że jednak nie możemy jej zabrać, bo nastąpiło pogorszenie, dziecko złapało infekcję, a nazajutrz… odwiedziła nas policja i rozpoczął się najgorszy koszmar w moim życiu. Nie, nie w moim, w naszym życiu, bo jeszcze większą gehennę przeżył mąż.

Zrobili z nas morderców i kidnaperów!

- Policja, dokładnie wtedy milicja, nie powiedziała mi o co chodzi. Przyjechali, wypytywali, kręcili, ale nic nie powiedzieli. Zabrali tylko męża. O zaginięciu dziecka w kartuskim szpitalu dowiedziałam się w sklepie. Oblał mnie zimny pot, intuicja podpowiadała, że chodzi o Kasię. Co było potem? Co ja mam pani powiedzieć? Tego nie da się opowiedzieć, to trzeba przeżyć. Żadne słowa nie są w stanie określić tego, co czuliśmy. Takich słów nie ma. Co można czuć, gdy kradną ci dziecko i to z miejsca, gdzie wydawałoby się, że jest bezpieczne, ma doskonałą opiekę? Co można czuć, gdy ludzie szepcą na twój widok, oczerniają, zamiast pocieszać i wspierać? Czuliśmy ból, wściekłość, bezradność i bezsilność. Nie, to nie są właściwe słowa. Powiedziałam, nie ma takich słów. Przeżywaliśmy horror, a milicja podejrzewała nas. Zamiast szukać, obstawić granice, robiono rewizje u nas. Brano próbki, badano nawet popiół. Wyobraża pani to sobie? To mąż stał się głównym podejrzanym. Wie pani, że osiwiał w ciągu tygodnia? Podejrzewano nas o wszystko: porwaliśmy, zabiliśmy, sprzedaliśmy za granicę. Poddano nas badaniu prawdomówności na wykrywaczu kłamstw. To był horror! Nie wiem, nie pamiętam, jak daliśmy radę, skąd mieliśmy siły, by przez to przejść. Wypytywano nas, maglowano, a tymczasem ktoś, kto ukradł naszą córeczkę, zdążył wywieźć ją daleko. Nie dopuszczam myśli, że zrobił jej krzywdę. Wróżka powiedziała mi kiedyś, że wieczorną porą do naszych drzwi zastuka policjant i przyniesie dobrą nowinę, że Kasia się odnalazła. Minęło tyle lat, a ja wciąż czekam na ten wieczór. Może jutro…?

Tworzą liczną gromadkę

Kasia była piątym z kolei dzieckiem państwa Matejów. Potem urodziła się jeszcze czwórka. Dziś tworzą 10-osobową rodzinę. Z Kasią byłoby ich jedenaścioro.
Problemy, zwykła codzienna szarpanina pozwoliły, by tragedia sprzed lat stała się mniej dotkliwa, by ból stępiał. Los Kasi pozostał nieznany. Dochodzenie zamknięto. Nie pomogło nagłośnienie sprawy w telewizji, prasie. Mimo znaków szczególnych, jakie posiadało dziecko: znamię w kształcie wisienki i dziurka w uszku, nikt nie zareagował, nie odpowiedział na apele.

15 czerwca Kasia Mateja skończy 26 lat. Od dawna jest dorosłą osobą. Czy żyje? Gdzie? Jak się dziś nazywa? Te pytania wciąż pozostają bez odpowiedzi.
A może kiedyś, wieczorową porą…?

Lucyna Puzdrowska

Od redakcji
Dziennikarze TV Polsat w programie "Interwencja" przypomną historię zaginięcia przed laty 7-miesięcznej Kasi. Jesteśmy w stałym kontakcie z reporterami Polsatu. O terminie emisji programu, poinformujemy.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Paweł - niezalogowany 2017-05-23 11:01:37

    Może któryś z lekarzy w tamtym czasie potrzebował organy do własnego dziecka ???

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    moniamamuska - niezalogowany 2011-02-15 23:53:39

    Żal rodziców też mama dwójkę dzieci. Jako dziecko w wieku 7 lat o tym wiedziałam i położyli mnie te ż jak ją przy oknie. Bałam się okropnie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Konto usunięte 22 - niezalogowany 2011-02-15 16:15:08

    Pamiętam to wydarzenie...byłam dzieckiem ale pamietam....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości