Sobota, 22 listopada 2014 r., imieniny: Marka i Cecylii
INFORMACJA O CIASTECZKACH
Strona http://kartuzy.info używa ciasteczek (cookies).
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie ciasteczek zgodnie z ustawieniami swojej przeglądarki.
Kartuzy.info
  Strona główna | Wiadomości | Wybory Samorządowe 2014 | Video | Co? Gdzie? Kiedy? | Ogłoszenia | Katalog firm | Mapa | Forum | Czat

Ofiary wypadku skarżą się na kartuski SOR

Nasze sprawy - Poniedziałek, 21 listopada 2011 r. (godz.18:44)

fot. archiwum/BG
AAA

Po dłuższym czasie bez medialnych doniesień na temat wpadek pracowników Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Powiatowego Centrum Zdrowia w Kartuzach, do naszej redakcji znów trafili nie najlepiej potraktowani przez lokalny szpital pacjenci. Do domu wypuszczono uczestników wypadku drogowego z długą listą obrażeń, tyle że zdiagnozowanych już u innych lekarzy.

Początek tej historii sięga czwartku, 3 listopada. W godzinach popołudniowych w Borowie dochodzi do wypadku drogowego. Jadący Seatem Leonem 52-letni mężczyzna najprawdopodobniej zasypia za kierownicą, zjeżdża na przeciwległy pas ruchu i uderza w Fiata Uno.

Autem tym podróżują 31-letni mężczyzna oraz dwójka jego synów w wieku 4 lat. Jadą na cmentarz, na grób dziadka malców. Ojciec, widząc że seat z naprzeciwka jedzie prosto na nich krzyczy tylko do synów - Zamknijcie oczka! Dochodzi do kolizji. Fiat uderzony zostaje w lewy bok. Najbardziej poszkodowani są kierowca oraz siedzący za nim Pawełek, narzekający na ból rączki.

Na miejscu pojawiają się dwie karetki pogotowia. W jednej opatrywany jest ojciec, w drugiej dzieci. No i w zasadzie już od tego momentu zaczynają się problemy.

- Gdy powiedziano mi, że maluchom nic takiego się nie stało, chciałam je zabrać do domu. Mają złe wspomnienia związane z ambulansami i płakały. Lekarz powiedział mi jednak, że nie ma takiej opcji i że zabierają je do Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku. Nie wiem dlaczego, ale karetka nie pojechała do Gdańska, tylko do Kartuz.

Dalej relacja obojga rodziców jest jeszcze ciekawsza.

- Jak tylko wwieźli mnie na SOR, usłyszałem komentarz doktora: "Nawet kawy nie można spokojnie wypić", wyraźnie niezadowolonego z tego, że tam trafiłem. Trzeszczało mi coś w klatce piersiowej i strasznie bolał mnie kręgosłup. Mówiłem, że byłem tam operowany i że jestem pod stałą opieką onkologa, ale powiedziano mi, że to nieistotne - relacjonuje pan Michał.

Zrobiono mu prześwietlenie, a także pobrano mocz i krew. Rentgen nic jednak zdaniem lekarzy nie wykazał, w moczu wykryto krew, ale zdaniem lekarza także na dopuszczalnym poziome, zaś próbek krwi nawet nie zabrano do analizy, bo zostały przy pacjencie. Po godzinie wypis był już gotowy i pan Michał miał wracać do domu.

Podobnie było z jego dziećmi. Jak opowiedziała nam matka, bolącą rączkę Pawełka lekarz jedynie dotknął, po czym stwierdził że złamania nie ma. Spojrzał też na jego ranę przy skroni, ale uznał, że to nic takiego.

- Piotrka w szpitalu zaczęła boleć głowa, mimo to przez pół godziny nikt się nawet nim nie zajął. Gdy powiedziałam o tym lekarzowi, naskoczył na mnie mówiąc, że "się nie rozerwie, a po takim wypadku głowa ma prawo go boleć". Co istotne, zanim cokolwiek zrobiono, kilkakrotnie pytano mnie za to o numer pesel i dowód ubezpieczenia dzieci. To było dla nich najważniejsze - dodaje zirytowana matka.

Po chwili dzieci chciano już zwolnić do domu. Zaniepokojona matka spytała więc czy nie zostanie zrobione im przynajmniej prześwietlenie, ale usłyszała od lekarza, że ten "nie zamierza ich narażać na dodatkowy stres". Krótko po wypadku cała rodzina była więc już razem w domu.

Ból jednak nie mijał. Ani u 31-latka, ani u jego dzieci. Poszkodowani następnego dnia poszli więc do lekarza raz jeszcze, ale już nie szpitalnego, lecz rodzinnego. Efekt - kilka skierowań na badania specjalistyczne, wizyty u chirurga i neurologa, które wykazały, że stan zdrowia rodziny uczestniczącej w wypadku aż tak doskonały wcale nie był.

U pana Michała stwierdzono złamanie z przemieszczeniem żebra 11 i 12, obrzęk tego miejsca, powypadkową rwę kulszową, zapalenie błony maziowej oraz pochewki ścięgnistej. U jednego z jego synów zaś zbicie i nadwyrężenie barku oraz kawałki szkła w skroni!

- Po co cała ta służba zdrowia? Po co mamy płacić składki, skoro i tak wszystko we własnym zakresie musieliśmy zrobić, żeby w ogóle nas przebadano?! - denerwują się rodzice malców.

- Dzieci boją się wsiadać do samochodu, zaczęły popuszczać. Są pod stałą opieką neurologa, który stwierdził, że miały objawy wstrząśnienia mózgu. Jak można było wypuścić pacjentów ze szpitala w takim stanie? Brak mi słów. W naszym wypadku nikt już czasu nie cofnie, ale może dla innych będzie to przestroga. Jeśli ma się wybór, radzę omijać Kartuzy szerokim łukiem - podsumowują nasi rozmówcy.

Co na to dyrekcja Powiatowego Centrum Zdrowia?

- Każdego roku obsługujemy 20.000 pacjentów, więc nie sposób zadowolić wszystkich. Trudno mi się też odnieść do konkretnie tego przypadku, skoro nie wpłynęła żadna skarga. To poważna sprawa i jeśli ktoś uważa, że nie został należycie potraktowany, należy dać nam sygnał, abyśmy mogli to przynajmniej sprawdzić i wyjaśnić - tłumaczy Karol Góralski, prezes PCZ w Kartuzach.

- Skargi nie składaliśmy, bo nikt z nas o tym wtedy nie myślał. Martwiłam się o stan zdrowia męża i dzieci, ale nie wykluczam, że tego nie zrobimy - puentuje matka Piotrusia i Pawełka.

Bartek Gruba

Więcej na ten temat:

Opinie  43wyraź swoją opinię
dvla
22 listopada 2011 r. (godz. 21:50)

co prawda to prawda... 30tys na łapę ordynatora i taka obsługa, ale gdy taki polski konował pracuje w Niemczech, to już wie jak się ma zachować, z resztą oni w PL nie mają żadnej odpowiedzialności, jeszcze nie słyszałem aby któregoś skazali za błędy lekarskie, przykład śmierci dziecka po wizycie w kartuzach... obarczanie matki winą, to po prostu chamstwo

dj
22 listopada 2011 r. (godz. 20:34)

Też zacząłem zastanawiać się nad tym. :/

ines_ka
22 listopada 2011 r. (godz. 20:28)

prawda

slowboy
22 listopada 2011 r. (godz. 19:33)

W podobnym do opisanego przypadku, od razu pakujcie się do samochodu i jedźcie np. do Gdyni, na wejściu wystaczy powiedzieć że jesteście z kartuz, oni już o nic więcej nie pytają. Gdy miałem złamany obojczyk z zerwanym więzozrostem, lekarz z kartuskiego szpitala owinął mi rękę w temblak i kazał kupić apap, po czym odesłał do domu i kazał czekać do poniedziałku bo chirurga nie ma (była to sobota), natychmiast udałem się do Gdyni, w tamtejszy szpitalu od razu prześwietlono mi bark a lekarz po obe [...]

King Of Snake
22 listopada 2011 r. (godz. 18:04)

i jeszcze jedno: Ludzie często są sami sobie winni - SOR to (dla niewtajemniczonych) Szpitalny Oddział Ratunkowy, a nie lekarz pierwszego kontaktu. Nie przychodźcie na SOR tylko dlatego, bo nie chciało się Wam poczekać u lekarza w przychodni w kolejce, bo gniecie was kaszel czy boli główka. SOR ma zająć się pacjentem z nagłym przypadkiem, a nie ciągnącą się od trzech dni sra**ką... Ale ludziska wolą katować siebie lub nie daj Bóg dzieci tylko po to, żeby dostać lek p/gorączkowy w szpitalu...

King Of Snake
22 listopada 2011 r. (godz. 17:58)

Lekarz ma leczyć, a nie służyć. I powinien dostać za to godziwą pensję - skoro ponoć ludzkie życie ceny nie ma, to dlaczego płacą im tak mało w rodzimym zakładzie pracy, że łapią po dziesiątki godzin dyżurów w innych placówkach??

asiara73
22 listopada 2011 r. (godz. 16:21)

TEEE SFILMOWANA a powiedz przestań PIER.... GŁUPOTY. Owszem niektore sprawy sa powiazane z tym ze RZAD tam cos ustalil i pracownik taki jak LEKARZ CZY PIELEGNIARKA nie moga tego przeskoczyc=---ale tu chodzi o PODEJSCIE PRACOWNIKOW OSRODKA ZDROWIA CZY TEZ SZPITALA DO LUDZI_PACJENTOW. Ja jestem pacjentem i tez nie moja wina jest to ze jest w naszym panstwie tak a nie inaczej---wiec CO JA MOGE MOWIC O lekarzu czy pigóle ktora widzac mnie ze zwichnieta reka o godz.20 BURKA POD NOSEM ze JEJ " NA WS [...]

Konto usunięte 22
22 listopada 2011 r. (godz. 16:00)

syn wybił palec w szkole , skierowano nas na SOR zarejstrowalismy sie o 16, lekarz nas obejrzał o 18 , nastepnie 2,5 godz czekaliśmy na RTG OK 21 wrocilismy do domu . I nikt Ci nie wmówi... racja.

tomlee28
22 listopada 2011 r. (godz. 14:59)

do Sfilmowanej, a raczej nakręconej.... tylko nam się tu nie rozpłacz, nikt Tobie nie karze w nic wierzyć, to raz a dwa jak tam pracujesz to w ostatnim zdaniu widać jaki jest szacunek dla pacjenta w tej placówce, ale znając życie to tam nie pracujesz, albo pracowałaś, albo koleżanki brat tam pracuje, i ostatnie ja w Twoje głupoty nie muszę wierzyć ostatnie zdanie w wolnym tłumaczeniu brzmi: jak się nie podoba to wynocha co tylko potwierdza opisaną sprawę w artykule

sFiLmOwAnA
22 listopada 2011 r. (godz. 14:24)

tak oczywiście to wina lekarza że ma do ogarnięcia oddział na którym pracuje i musi przychodzić na konsultacje na sor i to wina głupiej pielęgniarki że ma pod soba 30 pacjentów i musi wszystko sama zrobić bo nie ma kto pracować .I nikt mi nie wmówi że przayjeżdzając z dzieckiem na sor czekał 2 godziny żeby przyszedł lekaż. Rejstrujesz sie i od razu automatycznie dzwonia po lekarza który przychodzi jeżeli ma czas, no sory jak jest jeden lekarz na oddziale i coś się dzieje to wątpię żeby potrafił [...]

zobacz wszystkie opinie»
REKLAMA
Gorąca linia
Chcesz, abyśmy zajęli się ważnym dla Ciebie tematem?

Napisz do nas na redakcja@kartuzy.info
lub zadzwoń pod numer 58 684-07-71.
Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej
w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
dla rozwoju innowacyjnej gospodarki