Najdłuższa deska świata znowu w Szymbarku?

środa, 9 maja 2012 r., 18:45
fot. FP

46 metrów długości, ponad siedem ton wagi. W środowy wieczór powodzeniem zakończył się transport gigantycznej daglezji z lasu nieopodal Krzesznej do Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku. Teraz czeka ją próba bicia rekordu Guinnessa. W szymbarskim tartaku spróbują wyciąć z niej najdłuższą deskę świata, bijąc tym samym Niemców, którzy rekord odebrali właśnie Polakom. Po drugie deska to już taki szymbarski symbol. Pierwsza wykonana właśnie w tym miejscu trafiła do Księgi Rekordów mając dokładnie 36,83 metra. Nowa ma być o prawie 10 metrów dłuższa.

To była największa tego typu operacja, w jakiej mogliśmy uczestniczyć - zgodnie mówią leśnicy, pilarze, strażacy, operatorzy dźwigów i kierowcy.

Drzewo, które transportowano dzisiaj z okolic Krzesznej do CEPR w Szymbarku, zostało ścięte już 24 kwietnia. Musiało jednak na jakiś czas zostać w lesie, by puścić soki.

W środę o godzinie ósmej wszystko było już gotowe: ciężki sprzęt, ciężarówki, dźwigi, podnośniki, stalowe liny. Sztab ludzi składający się z ponad 40 mężczyzn miał stanąć przed nie lada wyzwaniem - transport 46-metrowej daglezji na dystansie prawie 14 kilometrów. Akcja przeprowadzana na lądzie i wodzie trwała prawie dziesięć godzin.

- Jesteśmy od spraw trudnych, a ta operacja była bardzo skomplikowana. Wśród nas jest wielu inżynierów, fachowców. Nasze doświadczenie sprawia, że nam się to udaje, ale zanim obwieścimy sukces poczekajmy jeszcze do momentu wycinania deski - mówił ostrożnie Daniel Czapiewski, inicjator przedsięwzięcia i założyciel CEiPR.

Tuż po godzinie ósmej wiekowe drzewo najpierw przetoczono na okrągłych balach do miejsca, w którym możliwe było wpuszczenie go do wody. Tą właśnie drogą miało ono trafić na drugi brzeg jeziora Ostrzyckiego. Do akcji wkroczyli strażacy na łodzi motorowej, którzy za pomocą lin bez trudu dociągnęli drzewo na miejsce przeznaczenia.

O godzinie 11 daglezja - "cała i zdrowa" - była już na lądzie w Ostrzycach, gdzie na prawie godzinę policja musiała zablokować drogę. Tyle czasu operatorom dźwigu zajęło bezpieczne umieszczenie drzewa na ciężarówce.

- Obaw było sporo, przecież zawsze może pójść coś nie tak - mówili leśnicy. Najpierw wszyscy bali się, żeby daglezja nie złamała się podczas ścinania, później w trakcie transportu.

- Wystarczyłoby podniesienie drzewa w niewłaściwym miejscu - tłumaczył Zdzisław Nosewicz, były nadleśniczy leśnictwa Kartuzy, obecnie wiceprezes Lokalnej Organizacji Turystycznej Szczyt Wieżyca.

Środków bezpieczeństwa było naprawdę sporo. Na przykład podczas spławiania drzewa zaczepiono do niego pasami plastikowe beczki, bo chociaż drzewo na dno pójść nie powinno, to wszyscy woleli dmuchać na zimne.

Kierowca ciężarówki, transportującej daglezję na nietypowej, bo podzielonej na części przyczepie, po załadowaniu drzewa obszedł samochód kilka razy, żeby sprawdzić czy na pewno wszystko jest gotowe.

- Jak będzie? Nie wiem. Dopiero to sprawdzimy. Zazwyczaj przewożę drzewa o długości do 14 metrów. Tak długiego jeszcze nie wiozłem - powiedział chwilę przed wyruszeniem w drogę.

Do pokonania było kilka naprawdę ostrych zakrętów. Do celu zostało ponad siedem kilometrów. Ciężarówka posuwając się od kilku do kilkunastu kilometrów na godzinę przy asyście policji, straży pożarnej i jadącego z boku "w razie czego" podnośnika dotarła do szymbarskiego tartaku po godzinie 18.

Próba wycięcia najdłuższej deski świata rozpocznie się w sobotę.

FP

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.