Gimnazja zostaną zlikwidowane. Przez nową reformę w oświacie zapanuje chaos?

piątek, 23 grudnia 2016 r., 10:58
fot. Internet/brpd.gov.pl/Biuro Rzecznika Praw Dziecka

Już we wrześniu 2017 roku dzieci i młodzież mają rozpocząć naukę w nowym systemie oświatowym. Reformę edukacji, za sprawą której zlikwidowane zostaną gimnazja, wrócą ośmioklasowe szkoły podstawowe i o rok wydłuży się nauka w szkole średniej, sejm przegłosował 15 grudnia. Przeciw jej wprowadzeniu protestowali zarówno nauczyciele, jak i rodzice, uczniowie oraz samorządy. Ustawa czeka jeszcze na podpisanie przez prezydenta, przeciwnicy reformy wzywają go jednak do weta. Sprawdziliśmy, jak zmiany minister Zalewskiej mogą wpłynąć na uczniów w powiecie kartuskim.

Przyjęta przez sejm reforma edukacji ma przywrócić szkołę ośmioklasową, licea czteroletnie i pięcioletnie technika. Zasadnicze szkoły zawodowe zastąpią dwustopniowe szkoły branżowe, gimnazja natomiast mają zostać wygaszane. Przeciw zmianom wprowadzanym przez Ministerstwo Edukacji od kilku miesięcy protestowały samorządy, nauczyciele, rodzice, sami uczniowie, a także organizacje okołooświatowe. Zastrzeżenia przeciw tak szybkiemu i bezrefleksyjnemu wdrażaniu reformy zgłaszały m.in. Polskie Towarzystwo Pedagogiczne, Rzecznik Praw Dziecka czy Fundacja Przestrzeń dla Edukacji. Reforma ma zostać wdrożona już w roku szkolnym 2017/2018.

- Wszelkie zmiany dotyczące ustroju szkolnego powinny być przeprowadzane z niezwykłą rozwagą oraz w tempie umożliwiającym dokonanie pogłębionej analizy skutków proponowanych rozwiązań oraz możliwości przygotowania się do zaplanowanych zmian - pisał 28 listopada w swoim wystąpieniu do minister Zalewskiej, Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka.

Reforma ze szkodą dla ucznia?

Inicjatywa Rodzice Przeciwko Reformie Edukacji wypracowali stanowisko zawierające kilkanaście argumentów przemawiających za nieprowadzaniem reformy i jej szkodliwością dla dzieci. Ich zdaniem m.in. brakuje podstaw programowych, nie wiadomo z jakich książek będą się uczyć od września dzieci, a likwidacja gimnazjów sprawi, że zwiększą się różnice edukacyjne pomiędzy miastem a wsią.

- Dla dzieci z małych ośrodków gimnazjum było często szansą na poznanie innego świata i swoistą trampoliną edukacyjną, która sprawiała, że młodzi ludzi decydowali się na dalsze kształcenie na kolejnych poziomach - argumentowali członkowie Inicjatywy.

Argumentów przemawiających przeciw tak gwałtownemu wdrażaniu reformy i likwidacji gimnazjów jest wiele. Planowane zmiany rodzą jeszcze więcej pytań, bo tak naprawdę dyrektorzy, samorządy i nauczyciele wciąż na temat reformy wiedzą niewiele.

- Każda zmiana powinna mieć przede wszystkim czytelny i zrozumiały cel. Tutaj niestety, nie wiemy jakiego absolwenta ma wypuszczać szkoła ośmioklasowa i w czym będzie lepszy od absolwenta gimnazjum. Wiemy tylko, że o rok obniżamy obowiązek nauki, o rok mniej uczniowie będą się uczyć drugiego języka oraz, że będzie więcej lekcji historii. Najgorsze jednak, że podstawy programowe zostały napisane na kolanie i już widać, że zawierają mnóstwo błędów. Zostały także skrytykowane przez fachowców - mówi Dariusz Zelewski, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Kartuzach.

- Według mnie, żeby wprowadzenie reformy nie przyniosło szkody poziomowi wiedzy uczniów należałoby ją wdrożyć wolnej. Najpierw skończyć cały cykl - ci, którzy rozpoczęli naukę w trybie dziewięcioletnim, powinni go przejść do końca. Reformę można byłoby wdrażać od roczników kształcących się w klasie trzeciej szkoły podstawowej. Uczniowie, którzy rozpoczęli naukę w klasie czwartej powinni ukończyć gimnazjum - mówi Witold Maćków, dyrektor Zespołu Szkół w Chmielnie.

Zgodnie z proponowaną przez ministerstwo siatką godzin, zmniejszeniu ulegnie liczba godzin przedmiotów przyrodniczych, co wpłynie na poziom wiedzy absolwentów.

- Jestem bardzo zaniepokojony poziomem wiedzy z zakresu nauk przyrodniczych, jaki po ukończeniu szkoły podstawowej będą mieli uczniowie z obecnych klas piątych i szóstych. W najgorszej sytuacji znajdą się szóstoklasiści. Gdy zaczną naukę w klasie siódmej będą mieli tylko godzinę fizyki, tak samo w klasie ósmej. Jak zrealizują program, który jest przewidziany na cztery godziny w cyklu trzyletnim? To jedno z najgorszych rozwiązań. Uczniowie bardzo dużo stracą, bo w żaden sposób nie da się przekazać wiedzy, którą mogliby uzyskać po gimnazjum - informuje Witold Maćków, dyrektor Zespołu Szkół w Chmielnie.

Szóstoklasiści mogą stracić znacznie więcej. W cyklu dwuletnim zamiast czterech godzin biologii będą mieli dwie, geografii również, przy chemii zamiast czterech godzin - trzy. Zyskali za to dodatkową godzinę historii.

Co więcej w 2019 roku do szkół średnich pójdą dwa roczniki - obecni szóstoklasiści kończący ósmą klasę szkoły podstawowej oraz gimnazjaliści z obecnych klas pierwszych. Nastąpi więc kumulacja dwóch roczników, co może rodzić ostrą konkurencję w walce o miejsca w dobrych szkołach.

Nadal nie wiadomo też, jaki los czeka uczniów obecnych klas pierwszych gimnazjum, którzy nie otrzymają promocji do następnej klasy. Mogą zostać cofnięci do klasy siódmej szkoły podstawowej, a po klasie drugiej do ósmej.

Szkoły czekają zmiany organizacyjne

- Przede wszystkim trzeba będzie przeszkolić nauczycieli, którzy będą uczyć w klasach 7 i 8. Mniej będzie też autonomii szkół. Realizacja poszczególnych przedmiotów została tak zapisana, że dyrektor i nauczyciel nie będą mieli żadnego pola manewru. Czy okaże się to dobre? Czas pokaże. Poza tym w trudnej sytuacji znajdą się szkoły wiejskie, z jednymi oddziałami na danym poziomie. Trudno będzie znaleźć fachowców np. z fizyki, chemii, biologii, z których to przedmiotów w danej szkole będą 2 - 3 godziny - informuje Dariusz Zelewski.

W bardzo trudnej sytuacji po reformie znajdą się nauczyciele.

- Nauczyciele z samodzielnych gimnazjów już szukają pracy. Część z nich znajdzie ją w szkołach podstawowych, część w ponadpodstawowych. Spora część nauczycieli niestety będzie musiała odejść zawodu. Reforma w największym stopniu dotknie samorządy. Oznacza to m.in. lokalne konflikty przy tworzeniu nowej sieci szkół i zmiany obwodów. Poza tym w budynkach szkół podstawowych nie ma miejsca na pracownie, więc nauka będzie się odbywać tak jak dotychczas. W lepszej sytuacji są zespoły szkół: gimnazja i szkoły podstawowe. Tam koszty dostosowania będą mniejsze - dodaje.

Wyzwanie dla samorządów

Samorządy sprawujące nadzór nad szkołami gimnazjalnymi i podstawowymi już pracują nam planem wdrożenia zmian. Jednym z największych problemów są miejsca pracy dla nauczycieli.

- W tej chwili przygotowujemy się do rozpoczęcia działań związanych z tworzeniem nowych rozwiązań oświatowych. W styczniu przedstawimy propozycje radzie. Niewykluczone, że gimnazjum w Kartuzach zostanie filią jednej ze szkół podstawowych. Jeśli chodzi o nauczycieli, odchodzi sporo dzieci z jednego rocznika, w gminie to około 340 dzieci. Dla wszystkich na pewno nie wystarczy miejsc pracy i to się odczuje. Robimy wszystko, by zniwelować zwolnienia do minimum - mówi Mieczysław Gołuński.

W Stężycy sieć szkół nie ulegnie zmianie. Działa tam pięć zespołów szkół i pięć przedszkoli.

- Jako samorząd nie odczujemy większych zmian, ponieważ sieć naszych szkół jest idealnie dopasowana jeśli chodzi o nowy system edukacji. Będzie pięć przedszkoli, pięć podstawówek i gimnazja, które będą wygaszane. Problemem jest to, że w wyniku reformy odejdzie nam jeden rocznik i zmniejszy się subwencja. Stracimy około 300 godzin, a co za tym idzie miejsca pracy dla nauczycieli. To martwi najbardziej. Czekamy na propozycje minister Zalewskiej, która obiecała, że żaden nauczyciel nie straci pracy. Czekam na konkretne rozwiązania zaproponuje. Na dzień dzisiejszy żadnych propozycji nie mamy - mówi Tomasz Brzoskowski, wójt Stężycy.

- Myślę, że pani minister tak, jak obiecała znajdzie złoty środek, bo ja dziś go nie widzę. W mojej ocenie wciąż bardzo wiele kwestii jest niedopracowanych - podstawa programowa jest w proszku, nie wiemy jak się będą dzieci uczyć, z jakich książek, jak będzie system finansowania wyglądał.Byłem zwolennikiem gimnazjów. Obecny system się sprawdzał, był zaakceptowany. Przypomnę, że wyniki nauczania naszych dzieci w Europie były na piątym miejscu,a na jedenastym na świecie. Świadczy to, o tym, że obecny system szedł w dobrym kierunku. Pani minister ma inne zdanie, uważam że się myli. System był dobry - dodaje.

Reforma to spore wyzwanie również dla gminy Sulęczyno, która na swoim terenie ma dwa zespoły szkół i trzy małe szkoły podstawowe liczące od 37 do 49 uczniów.

- Nadal wiemy zbyt mało. Wszystko zależy od tego, jak wyglądać będą subwencje oświatowe. Jeśli otrzymamy pieniądze, szkoły będą funkcjonować bez zmian. Jeśli nie otrzymamy, będzie trzeba poszukać optymalnych rozwiązań jak np. utworzenie w mniejszych szkołach fili większych. Wówczas uczniowie starszych klas będą dojeżdżać, jak dotąd do gimnazjum. Jednak na ten moment, jeszcze nic nie wiemy. Na pewno będziemy starać się działać tak, by uczniowie nie ucierpieli, oni są najważniejsi, bo to nasza przyszłość - mówił wójt Sulęczyna, Bernard Grucza.

- Najtrudniejszy czas dopiero nastąpi. Dla rodzica najważniejsze będzie to, co zacznie się dziać w samorządach po podpisaniu ustawy przez prezydenta. Czasu na ustanowienie nowej siatki szkół będzie niewiele. Do końca marca wszystko musi być już uchwalone. Zachęcam, by śledzić poczynania miejscowych włodarzy i brać udział w konsultacjach. To od tego może zależeć w jakich warunkach i gdzie będą się uczyć dzieci - podkreśla Dariusz Zelewski.

MD-Z

No to mamy kolejną dobrą zmianę!!! Wybory z 3 lata.
yogizkartuz   poniedziałek, 26 grudnia 2016 r., 23:18