W. Bonkowski: Nie udało się im usunąć mnie "za żonę", ale udało za film

niedziela, 8 kwietnia 2018 r., 10:15
fot. archiwum/MD-Z

O zawieszeniu w prawach członka i klubu Prawa i Sprawiedliwości, wewnętrznych rozgrykwach w partii, o tym, czy czuje się zdradzony przez ugrupowanie, któremu był wierny od początku, sytuacji w lokalnych strukturach PiS-u oraz jego stosunku do homoseksualizmu rozmawialiśmy z senatorem Waldemarem Bonkowskim.

Nie sposób nie zacząć naszej rozmowy od sprawy zawieszenia Pana w prawach członka partii i klubu Prawa i Sprawiedliwości. Czy uważa Pan, że decyzja o tym była słuszna?

W moim przekonaniu, decyzja ta była niesłuszna. Podobnego zdania jest wielu ludzi. Powód był wręcz absurdalny. Szczerze mówiąc nie oglądałem nawet filmu, który udostępniłem tydzień przed zawieszeniem. W dzień podjęcia przez prezesa decyzji byłem u kolegi. Powiedziałem, żeby włączył telewizor, by zobaczyć co się dzieje w świecie. Włącza. A tu relacja, że jestem zawieszony, bo rzekomo umieściłem zmontowany nazistowski film propagandowy. Przede wszystkim nie było to zmontowane. Był to niemiecki film dokumentalny, oczywiście nakręcony przez Niemców do celów propagandowych. Ukazywał jak policja żydowska traktowała swoich współbraci w Getcie. Nie grali tam aktorzy, były to rzeczywiste sceny. Ten film jest zamieszczony na oficjalnych stronach muzeów i instytutów żydowskich w Izraelu i USA jako film dokumentalny. W Polsce za film, który dla innych jest dokumentem, zrobiono mnie antysemitą.

Szanuję jednak decyzję prezesa. Nagonka przez wszelkie nieprzyjazne mojej osobie i mojemu ugrupowaniu politycznemu media trwała od co najmniej pół roku. W przeddzień decyzji prezesa o zawieszeniu mojej osoby było prawdziwe apogeum tego ataku na nasz rząd dobrej zmiany. Pojawił się on z Zachodu, a inspirowany był przez totalną opozycję. Był spowodowany wystąpieniem pana premiera Morawieckiego w Monachium.

Myśli Pan, że padł ofiarą tej całej nagonki?

Decyzja została podjęta pod namową niemieckiej gazety "Fakt". W czwartek popołudniu ktoś z "Faktu", zadzwonił do pani Mazurek (rzecznik PiS - przyp.red.) z informacją, że senator Bonkowski na swoim profilu umieścił zmanipulowany film video zawierający treści antysemickie. W tamtym momencie, kiedy cała Ameryka krzyczała "Polish Holocaust" i przy tej napiętej atmosferze, prezes podjął decyzję o zawieszeniu mojej osoby. W sobotę w "Fakcie" widniał nagłówek "Sukces Faktu". Nie udało się im usunąć mnie za żonę, ale udało za propagandowy niemiecki film.

No właśnie, żona oskarżyła Pana publicznie o stosowanie przemocy, znęcanie się psychiczne, grożenie śmiercią przy użyciu broni. Czy te oskarżenia są prawdziwe?

Oskarżenia są absurdalne. W mediach mówiła, że na policję wstydziła się pójść, a do "Wyborczej" poszła. Potem podwiesił się do niej niemiecki "Fakt". W lipcu chodziła z KODziarzami pod sąd, a potem pod moje biuro znicze palić. Lewacy ją wykorzystali. Jest mi jej żal, bo jest emocjonalnie niezrównoważona i dała się wykorzystać. Ludzie, którzy mnie znają wiedzą, że bym muchy nie skrzywdził. Mam udowadniać, że nie jestem wielbłądem?

Dlaczego więc żona rzuca takie oskarżenia?

Chodzi o pieniądze. Cztery lata temu, mimo że ponoć była tak krzywdzona, nie złożyła dokumentów o rozwód, tylko o podział majątku. Rodzina ma bowiem zmartwienie komu przekażę majątek. Nie mamy dzieci. Nikomu z rodziny nie przekażę majątku, bo wszyscy są zamożni. Chcę pozostawić po sobie żywy pomnik. Swoją część przekażę Albertynom na ośrodek rekolekcyjny dla dzieci i młodzieży.

Media i środowiska określane przez Pana mianem lewackich zarzucają Panu homofobię. Wiele osób uważa, że Pan jako senator RP nie powinien wyrażać poglądów sprzecznych z Konstytucją, która gwarantuje równe traktowanie wszystkich ludzi bez względu na rasę, poglądy, wyznanie, czy orientację seksualną. Pana zdaniem osoby homoseksualne powinny być traktowane inaczej?

Mówi się o mnie, że jestem homofobem, że obrażam ludzi. Nigdy nie obrażam ludzi. Mówiąc językiem młodzieżowym, jadę po bandzie, ale nigdy nie atakuję poszczególnych osób. Gdybym personalnie kogoś zwyzywał, to miałbym kilkanaście spraw sądowych. Nigdy do tego nie doszło, bo nie było prawnych podstaw. Krytykuję zjawisko. Wielokrotnie podkreślałem, że jeśli ktoś jest homoseksualistą, to jest to jego prywatna sprawa. W swojej prywatnej sypialni może się nawet "zapedałować" na śmierć. My, heteroseksualni, nie zachowujemy się na ulicy obscenicznie, nie uzewnętrzniamy naszej seksualności. Na EuroPride zjechało się kilkanaście tysięcy tych chorych ludzi. Pokazywali swoje genitalia, mimo iż chodnikiem szli rodzice z dziećmi. Jest to zachowanie ordynarne. Seksualność to prywatna sprawa. Homoseksualizm można leczyć, a jak ktoś się nie chce leczyć, to jest jego sprawa, tylko niech nie zachowuje się obscenicznie na ulicy.

Czyli uważa Pan, że homoseksualizm jest chorobą i można ją leczyć. Zna Pan może przypadki wyleczenia?

Są takie przypadki. Światowa Organizacja Zdrowia różnie na to spogląda. Za komuny tzw. obyczajówka ścigała homoseksualistów. W latach 80. uznano, że jest to choroba, więc nie można ich ścigać, tylko leczyć. Potem znów zmieniono zdanie i uznano, że nie jest to choroba. Dla mnie jest to dewiacja. Jest to odstępstwo od normy. Pomijam nawet wątek religijny. Natura stworzyła rodzaj żeński i męski, a co jest inne, jest dewiacją. Jeśli ktoś ma tę chorobę to trzeba ją leczyć, ale zboczeńców trzeba izolować. Nie można propagować nieobyczajnego zachowania.

Z doniesień medialnych dowiadujemy się, że utrudnia się Panu pracę w Senacie między innymi poprzez wyłączania mikrofonu, ograniczanie wypowiedzi. To prawda?

Takie zdarzenia miały miejsce, ale sobie na to nie pozwolę. Mam bardzo donośny głos, a sala senacka nie jest wielka, więc jeśli mam jakiś wątek do dokończenia to i tak sobie poradzę. Nie pozwolę sobie gęby zamknąć. Tak, jak w każdej partii, jak i w życiu prywatnym, są ludzie, którzy by się dowartościować, muszą pokazać, że wszyscy są najgorsi i wszyscy są źli, a oni są dobrzy. Tak to funkcjonuje.

Nie uważa Pan, że są to wewnętrzne rozgrywki w PiS-ie? Może jest Pan dla kogoś niewygodny, a zamieszczenie filmiku było jedynie pretekstem do Pana zawieszenia?

Mogę mieć tylko domysły. Do PiSu przystąpiło wielu tzw. spadochroniarzy, z różnych środowisk. Partia jest u władzy, na fali, więc wiele osób ciągnie do PiS-u. Napłynęło sporo ludzi mało ideowych lub bezideowych. Dla wielu ludzi w PiS-ie, nieskromnie powiem, jestem wyrzutem sumienia. Zawsze byłem wolnym Polakiem i mówię to, co myślę. Wszędzie bronię szacunku Polaków. Jeśli słyszę złowrogą propagandę, nieważne, co by się działo, zabieram głos. I właśnie to zostało ciepło przyjęte przez mój elektorat. Mam bardzo duże poparcie. Słyszę, że w końcu została przerwana narracja o polskim sprawstwie, o polskich bandytach, o polskich obozach. Coraz więcej ludzi nabiera odwagi. Dalej na swoim profilu na Facebooku zamieszczam materiały dr Kurek. Powołuję się tylko na żydowskich historyków. Sprawa się uspokoi. Stanę przed komisją dyscyplinarną i okaże się, jaka decyzja zostanie podjęta.

Skoro nawet w Pana partii pojawiają się nieprzychylni Panu ludzie, jak widzi Pan swoją przyszłość w Prawie i Sprawiedliwości?

Pierwszą moją partią jest Polska i to ona jest najważniejsza. Prawo i Sprawiedliwości jest drugą partią. To, co robiłem, będę robił dalej. Nie jestem tzw. parlamentarzystą socjalnym. Nie poszedłem do Senatu po pieniądze. Całe życie prowadziłem działalność gospodarczą. Jestem samodzielny. Nie wiem, czy będę się ubiegał o ponowny wybór. Może zabrzmi to mało wiarygodnie, ale jeszcze przed zawieszeniem mojej osoby, zastanawiałem się, czy będę się znów ubiegał o mandat senatora. Będę, jeśli będzie taka wola partii.

Prawu i Sprawiedliwości był Pan wierny od początku. Mówi się o Panu jako najwierniejszym z wiernych...

W naszej formacji jestem od 1990 roku, powstało wówczas Porozumienie Centrum. Nieskromnie powiem, że mam nawet dłuższy staż w naszej formacji od pana prezesa, który na dwa-trzy lata opuścił partię.

I mimo wszystko zawiesza się pana w prawach członka PiS-u, a o tej decyzji dowiaduje się Pan z mediów. Nie czuję się Pa zdradzony przez partię?

Na pewno nie było to miłe, ale niejedną wojnę domową w życiu przeżyłem i najwyraźniej taka była potrzeba chwili. Sprawy zaczynają się wyjaśniać. Czuję żal, ale rozumiem potrzebę wyciszenia sytuacji. Nie żałuję tego, co zrobiłem.

Myśli Pan, że zostanie odwieszony w prawach członka Prawa i Sprawiedliwości?

Nie jestem tego pewien. Tak, jak w każdym środowisku, tak również i tu ma się ludzi nieprzychylnych. Wierzę w mądrość prezesa. Z tego co wiem, do biura partii regularnie przychodzą pisma z poparciem dla mojej osoby. Ludzie zewsząd piszą, że nie rozumieją tej decyzji i zwracają się o przywrócenie mnie jako członka partii i klubu. Sam nie spodziewałem się, że takich reakcji. W końcu jednak ponad 60.000 ludzi mnie wybrało. Mówią, że Bonkowski jest oszołomem. A ja się pytam, czy wówczas w moim okręgu, pięciu powiatach, jest 60.000 oszołomów, którzy na mnie zagłosowali i to w mateczniku Platformy Obywatelskiej? Nikt nie wierzył, szczerze nawet ja, że zdobędę senacki mandat. Byłem przekonany, że się nie dostanę. Nigdy się jednak nie poddaję, więc spróbowałem i udało się.

A zakładając, że jednak zostanie Pan usunięty z partii. Co wtedy? Rozważa Pan o ubieganie się o mandat z ramienia innego ugrupowania?

Nie, z innej partii na pewno nie będę startował. To było moje pierwsze i jedyne ugrupowanie. Gdybym został usunięty, a mimo to wyborcy chcieliby, abym startował w wyborach, to będę się ubiegał o mandat jako osoba niezależna. Mimo wszystko nadal bym jednak popierał Prawo i Sprawiedliwość, bo w tej chwili nie widzę innej alternatywy dla Polski. Mam własne zdanie. Choć w sprawach politycznych jestem nieprzejednany, to w sprawach gospodarczych często mam inne zdanie niż władze partii i nie boję się go wyrażać. Może to, że jestem zbyt niezależny, nie podoba się wielu ludziom. Dlatego mogą podsycać innych, aby usunięto mnie z partii. W naszej formacji mamy trochę przypadkowych spadów.

Mnie też wiele rzeczy może się nie podobać w PiSie, ale trzeba wybierać to, co jest korzystniejsze. Z programem PiSu się utożsamiam, popieram prezesa. Tylko PiS ma szansę wygrać kolejne wybory, żeby ten proces , który zapoczątkowaliśmy, kontynuować. Idzie to w dobrym kierunku. PiS jest dobrze postrzegany. To, co było przez 30 lat niszczone, trzeba odbudować. Przez jedną kadencję nie da się tego zrobić. Jeśli zostaniemy wybrani na kolejną, to już nie będzie totalnej opozycji. Jeśli wygramy ponownie, to kolejnych czterech lat totalna opozycja nie przetrzyma. Rozpadnie się.

Czy ci, jak ich Pan określa, bezideowcy, spadochroniarze, są zagrożeniem dla partii?

Istnieje takie niebezpieczeństwo. Prezes partii ma świadomość, że w wielu miejscach zaczyna się źle dziać. W całej Polsce różni ludzie przystąpili do PiSu. Nie da się nad tym zapanować. Poprzychodziło wielu niedowartościowanych ludzi, poranionych, z ambicjami, myślących jedynie o swoich korzyściach. To jest właśnie przykre. Były trudne czasy. Ludzie nie przyznawali się do PiS-u. Przez osiem lat rządów PO ludzie bali się przyznać do PiS-u, bo groziło to utratą pracy, Nawet sprzątaczka musiała być sympatykiem PO. Platfusy stworzyły kastę. Nawet wielokrotnie w PiSie zwracałem uwagę na to, aby nie mówić, że są dwie partie prawicowe. Prawicowe jest tylko PiS. Platforma Obywatelska jest konglomeratem, klubem interesów. Ich łączy tylko biznes, stanowiska, praca. Nie ma w tym idei. Partia władzy. I tak było przez osiem lat. Mówili, że nic się nie da, a jak się okazało, z Polski były drenowane miliardy. Krzyczeli, że na 500+ nie ma pieniędzy. Pani premier Beata dobrze im powiedziała "nie trzeba było kraść". Nawet celnicy się wypowiadali, że mieli zakaz kontrolowania cystern. Rafinerie bankrutowały. Jak zostało to ukrócone, to był moment, że rafinerie nie nadążały produkować w Polsce paliwa, bo nie było sprowadzanej lewizny zza granic.

Przed nami wybory samorządowe. Będzie się Pan angażował w kampanię wyborczą w naszym regionie?

Przez całe życie swoją pracą staram się budować wizerunek partii i działać. To jest moja praca. Uważam, że działając na rzecz partii, działam dla Polski. Szczerze jednak mówiąc, nie bardzo angażuję się w lokalne struktury. Patrzę szerzej. W tych lokalnych strukturach wielu członków jest skłóconych. Jestem ponad to. Nie wchodzę w te układy. Odcinam się. Będę jednak wspierał kandydatów z PiS. Na pewno nie będę działał wbrew swojej partii.

Czy samorządowcy mogą liczyć na Pana pomoc?

Co mogę, to robię. Pomogłem przy pozyskaniu środków na budowę sali gimnastycznej przy szkole ponadgimnazjalnej w Kościerzynie, gminie Kartuzy otrzymać dotację na budowę obiektów sportowych, pozyskać środki na drogi, obiekty sakralne, czy Kalwarię Wielewską. Jestem senatorem z tego regionu, więc jeśli samorządowcy zwracają się do mnie o pomoc, to lobbuję w ich sprawach. Nie patrzę przy tym na poglądy polityczne samorządowców. To są moje Kaszuby. Te inwestycje są dla nas wszystkich. Zdarza się jednak tak, że z udało się wywalczyć coś dla danego samorządu, a samorządowcy przypisali sobie cały sukces i o mnie zapomnieli. Nie chodzi mi o moją chwałę. Tylko o to, aby mieszkańcy wiedzieli, że coś robię. Chcę, aby wiedzieli, że mogą mi zaufać, bo coś robię i jeśli ubiegałbym się o kolejną kadencję, to będę dalej zabiegał dla swojego regionu.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

AL

DODAJ KOMENTARZ
Zamieszczając tu swój komentarz bierzesz za niego pełną odpowiedzialność. Wyrażając swoje zdanie, uszanuj proszę poglądy innych - komentuj, ale nie obrażaj! Redakcja portalu Kartuzy.info zastrzega sobie prawo do ingerowania w treść komentarzy lub ich usuwania, jeżeli nie będą zgodne z tematem, zasadami współżycia społecznego lub będą naruszały normy prawne i obyczajowe. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty - wypełnij formularz, który pokazuje się po kliknięciu na dzwonku pod treścią danego komentarza.