Reklama

"Nasi" w telewizyjnym okienku

19/04/2011 09:56
W ostatnim czasie aż troje mieszkańców naszego powiatu miało możliwość zaprezentować swoje artystyczne talenty przed polską publicznością, a konkretniej telewidzami. Wszystko za sprawą ich udziału w telewizyjnych programach, cieszących się sporą popularnością.

Tomasz Fopke

Bezsprzecznie prym wśród nich wiódł Tomasz Fopke, którego talent wokalny mogliśmy podziwiać przez kilka tygodni w każdą sobotę w popularnym show telewizyjnej "Dwójki" - Bitwa na Głosy.

To jedyny program tego typu, w którym wykonawcy nie walczą o wygraną dla siebie, ale dla swoich regionów. Każdy zespół obrał sobie cel charytatywny związany z miejscem zamieszkania i to chyba jest w tym show najbardziej cenne i co tu kryć, wzruszające.

Pan Tomasz wystąpił w ośmioosobowej grupie reprezentującej Kaszuby i Pomorze pod "dowództwem" Macieja Miecznikowskiego. Niestety, w ostatnią niedzielę grupa odpadła z programu, choć po pierwszej części prowadzili.
- Stało się jak się stało, to już tak ścisła czołówka, że o tym kto odpadnie nie decydowały umiejętności wokalne, taneczne, czy nawet wybrana piosenka. Liczą się smsy i akurat tych nasi "w cudzysłowie" rywale, otrzymali więcej. Ja chciałbym ze swej strony z całego serca podziękować wszystkim za te wysłane na naszą grupę. Zdaję sobie sprawę, że musieliście państwo wydać swoje pieniądze, niektórzy całkiem niemałe. Próby przerywamy tylko na chwilę, bo już 7 maja wystąpimy w koncercie finałowym.

Pan Tomek zdradził nam też trochę kulisów popularnego show:
- Nie zdawałem sobie sprawy, że show-biznes to taka ciężka robota. Bardzo dużo zawdzięczaliśmy i dziękuję za to, pracy operatorów, stylistów, choreografów, czyli tych, których na wizji nie widać. Ujął mnie prowadzący. Hubert Urbański to facet bardzo inteligentny i z klasą, na pewno z najwyższej półki. Umie wybrnąć z każdej sytuacji i w każdej zachować wysoki poziom dowcipu czy też odwrotnie, uciąć jakiś dowcip, przytyk, któremu do takiego poziomu daleko. Jeśli chodzi o jury, to po pierwszym odcinku poczuliśmy antypatię do Wojtka Jagielskiego, jego uwaga o jednym z naszych kolegów była nie na miejscu. Potem się okazało, że to było zwyczajne faux pas i pan Wojtek okazał się w porządku chłopem. Pani Szapołowska to na pewno dama i z odcinka na odcinek coraz bardziej nam kibicowała. Jednak największe wsparcie mieliśmy w Alicji Węgorzewskiej i też na jej opinii najbardziej nam zależało. Jest wybitnym fachowcem w dziedzinie śpiewu, jedną z najwybitniejszych mezzosopranistek świata.

W niedzielę, po ogłoszeniu werdyktu, jury po raz pierwszy nie kryło emocji. Nie tylko A. Węgorzewska była wyraźnie wzruszona i zaskoczona wynikiem końcowym, również pozostała dwójka jurorów. Nasz kaszubska grupa nie zamierza się rozstawać i jak zapowiada pan Tomek, na pewno jeszcze coś wspólnie "zwojują".

- To bardzo utalentowani ludzie z ogromną charyzmą i potencjałem. Szkoda byłoby to zmarnować - powiedział na koniec nasz kaszubski artysta.

I tego, gratulując tak długiego pobytu w programie i dostarczania nam fajnych przeżyć, wszystkim życzymy.

Sylwia Kubryńska

Inspektor ds. promocji UG Żukowo, do niedawna była anonimową mieszkanką Banina, jedną z urzędniczek żukowskiego magistratu. Dziś staje się coraz bardziej znaną celebrytką. Wszystko za przyczyną książki "Last Minute", wydanej nakładem Wydawnictwa Nowy Świat. W ubiegłym tygodniu pani Sylwia była gościem najpopularniejszego poranka telewizyjnego - Dzień dobry TVN. O książce, a co za tym idzie głośnym ostatnimi laty problemie seksturystyki, czyli zagranicznych wojażach polskich dziewczyn i kobiet w poszukiwaniu przygód, a częściej, jak mówi sama Kubryńska, po prostu uczucia i dowartościowania, z pisarką rozmawiali Dorota Wellman i Marcin Prokop.

Panią Sylwię zapytaliśmy o zakulisowe "smaczki" wizyty w studio TVN:
- Od momentu wejścia do budynku TVN-u zajęli się mną profesjonaliści. Przesympatyczna asystentka robiła co mogła, by mnie pozytywnie nastawić do wejścia na wizję, a przede wszystkim odstresować. To było akurat bardzo sympatyczne, choć nie przyniosło pożądanego efektu. Ręce dygotały, nogi się trzęsły, w gardle miałam kluchę, a w żołądku supeł, masakra. Najgorsze jednak było przede mną, bo nie dość, że weszłam na wizję z dwuminutowym opóźnieniem, to jeszcze spotkanie oko w oko z Wellman i Prokopem... było jak spotkanie ze ścianą. Przez te kilka minut czułam się, jakbym biegła po bieżni sprintem i ten program na pewno można porównać z bieżnią ustawioną na piętnasty level.

- Masz kilkuminutowe wejście, a prowadzący niekoniecznie pytają o to, co jest najbardziej w książce istotne. Program poranny ma to do siebie, że w dużej części musi być rozrywkowy, w dalszej merytoryczny. Dwumetrowy pan Prokop czy lekko puszysta pani Wellman, są gwiazdą sami w sobie, zostali dobrani nieprzypadkowo. Na szczęście po kilkunastu sekundach zebrałam się w sobie i nie dałam się prowadzącym. Powiedziałam, co miałam do powiedzenia, choć w telegraficznym skrócie. Jak wróciłam do domu, adrenalina zaczęła powoli ustępować i poczułam się nagle... jak przekłuty balon. Nagle przyłapałam się na tym, że paradoksalnie brakuje mi tej adrenaliny, trzęsących nóg itd.

Dzień wcześniej pani Sylwia wystąpiła w Polskim Radio. Tam, na szczęście, mogła opowiedzieć dokładnie o czym jest książka, bo to głównie o niej rozmawiano.
Pani Sylwio, gratulujemy!

Izabela Kąkol

W ostatnią niedzielę wystąpiła w jednym z najpopularniejszych programów rozrywkowych ostatnich lat - Szansie na sukces. Blondwłosa uczennica I Liceum Ogólnokształcącego w Kartuzach zaśpiewała w programie, w którym gwiazdą była Urszula wraz zespołem. Iza nie wygrała, ale jej wokal dał się zauważyć nie tylko odbiorcom przed telewizorami, co przede wszystkim producentom programu. Wiele osób stawiało na jej wygraną.

- Nie udało się, ale było bardzo sympatycznie, to kolejny krok do celu, jaki sobie wytyczyłam. Samo przejście przez castingi, było już sukcesem, a potem zrobiono jeszcze dużą selekcję spośród nas, żeby wyłonić osoby, które wystąpią na wizji.

I udało się, Iza wystąpiła, zajmując najwięcej czasu antenowego spośród wszystkich uczestników.
- Pan Wojtek Mann jest bardzo sympatyczny, ale jednocześnie uszczypliwy. Stara się wyciągnąć z nas jakieś słabości, tak jak w moim przypadku, nieznajomość kaszubskiego, ale pewnie taka jego rola jako prowadzącego, żeby na antenie było ciekawie i śmiesznie.

Izę zaskoczyło kilka innych rzeczy, np. sama producentka Elżbieta Skrętkowska.
- Gdy tylko weszłam do studia, powitała mnie słowami: "O, Iza Kąkol, witamy". Byłam zaskoczona totalnie, że ma tak wspaniałą pamięć. Zapamiętać imię i nazwisko kogoś, kto był na castingu jedną z 400 osób, to naprawdę coś! Dużym zaskoczeniem było też dla mnie samo studio. Na ekranie wydaje się, że to ogromna hala, a tak naprawdę pomieszczenie nie jest tak wielkie, za to pełne kamer, świateł, kabli itd.

Iza już podczas castingu wiedziała, że wystąpi w programie z Urszulą. Otrzymała zestaw płyt z nagraniami, których trzeba było się nauczyć.
- Nie wiedziałam jednak na co trafię, trafiłam na nową, trudną piosenkę, ale nie żałuję.

Na co dzień Izabela oczywiście śpiewa, ale też trenuje gimnastykę artystyczną i gra w Teatrze Muzycznym w Gdyni. 30 maja weźmie udział w premierze Pipi Langstrumf.

Izie gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów.

Lucyna Puzdrowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości