Reklama

Grzybno. Kierowca zatrzymał się i uderzył przechodnia w twarz

- Mój siostrzeniec został zaatakowany na ulicy w biały dzień. Jakiś mężczyzna zatrzymał się, wysiadł z samochodu i uderzył go w twarz, po czym jeszcze groził, że go znajdzie. Są świadkowie, spisaliśmy numery rejestracyjne tego pojazdu, ale powiedziano nam, że można go ścigać wyłącznie na drodze cywilnej - żali się na postawę kartuskich stróży prawa jedna z mieszkanek Grzybna. - Taka procedura wynika z kodeksu karnego - odpierają ataki funkcjonariusze.

Był wtorek, około godziny 15.30. Jak wynika z relacji naszej Czytelniczki, jej siostrzeniec szedł ulicą z młodszym bratem oraz kuzynem. Gdy przechodzili na drugą stronę ulicy i weszli na pasy, nadjeżdżający czarny mercedes musiał gwałtownie zahamować. Cudem nie doszło do potrącenia. Siedzący za jego kierownicą około 30-letni, rosły mężczyzna najpierw w niewybredny sposób zrugał młodzieńców, a gdy ci odpowiedzieli że byli na pasach i to on jechał za szybko, zawrócił, zatrzymał się przy mijanej trójce pieszych, po czym wysiadł z auta, doskoczył do najstarszego z nich i uderzył go w twarz, grożąc, że "nie ma się tu więcej pokazywać, bo go znajdzie". Następnie napastnik wsiadł do auta i odjechał.

Tak zajście zrelacjonowała nam ciotka uderzonego chłopca. Jak dodaje, wkrótce potem 18-latek udał się wraz z ojcem do Kartuz, by zgłosić w Komendzie Powiatowej Policji co się stało.

- Wszystko spisali, po czym powiedzieli, że możemy go ścigać z powództwa cywilnego. I to wszystko - żali się nasza rozmówczyni. - Byli świadkowie, spisaliśmy numery rejestracyjne pojazdu, a oni nawet nie pokwapili się, by ustalić kim był ten mężczyzna. Nie rozumiem tego. Jak jest kłótnia w rodzinie czy nawet ktoś hałasuje to przyjadą, a gdy dochodzi do pobicia na środku ulicy to już nie trzeba nic robić. Najbardziej boli mnie to, że to niezwykle spokojny chłopak, ułożony. Wkrótce wraca do Norwegii, a spotkała go taka nieprzyjemność. Do tego nasza policja nie podjęła nawet żadnej interwencji - dodaje.

W nieco innym świetle zajście postrzegają jednak sami policjanci, którzy postępują zgodnie z obowiązującymi przepisami, a te jak mówi Jarosława Krefta, oficer prasowy KPP Kartuzy - wyraźnie mówią, że naruszenie nietykalności cielesnej, jakie miało miejsce w tej sytuacji, jest przestępstwem ściganym z powództwa prywatnego.

- Pokrzywdzony, który chce pociągnąć sprawcę do odpowiedzialności powinien w takim wypadku udać się do sądu. Jako policja nic więc nie możemy doradzić. Nie można też mówić, że nie podjęliśmy interwencji, bo żadnego zgłoszenia w związku z tą sytuacją nie było. Reagujemy na każdy sygnał, a w tym wypadku powiadomił nas o tym już po fakcie sam pokrzywdzony - podsumowuje Jarosława Krefta.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    chestero - niezalogowany 2012-07-17 21:19:27

    @dj: jeżdżąc po kartuzach mam wrażenie że ten znak obowiązuje w całym mieście :lol:

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    dj - niezalogowany 2012-07-16 23:12:06

    @chestero: A to się zgadza. Niektórzy chyba wychodzą z założenia, że "po co" skoro jest taki znak ;) tylko najgorsze, że takie przyzwyczajenia przenoszą się na inne drogi i to takie, gdzie znak D-40 już nie obowiązuje :( Co do znaków, ich znaczeń itp. powinien być chyba osobny wątek

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    chestero - niezalogowany 2012-07-16 22:45:51

    no ale ja przecież nie neguję tego że ma pierszeństwo przed pojazdem. Chodzi mi tylko o to żeby tez wykorzystywał swój zmysł wzroku...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości