Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dziękujemy za tę opowieść! To niezwykłe, że pan Bogusław szuka świadków historii za granicą. Przypomina mi się mój własny wyjazd parę lat temu w okolice Sierakowic. Pisałem wówczas reportaż o tym jak kiedyś na Kaszubach kryło się dachy szkudłami, czyli drewnianym gontem struganym ze świerka. Natknąłem się na osadę w lesie, której Niemcy w ogóle nie znaleźli, gdy robili przymusowy zaciąg do Wehrmahtu wśród miejscowej ludności. Tamtą historię usłyszałem od prawie osiemdziesięcioletniego seniora. Myślę, że dla wielu z nas relacja pana Bogusława może być bodźcem do własnych poszukiwań. Ci, którzy mają Tutaj swoje rodziny, nie muszą pisać do Francji, szukać osób, zdobywać kontaktów. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie jest naszym obowiązkiem odkrycie dla nas samych prawdy o wydarzeniach z czasów ostatniej wojny, które zwłaszcza na Kaszubach są dla wielu ludzi, w podeszłym już wieku, wyjątkowo bolesne. Ja nie pochodzę stąd, urodziłem się w Bydgoszczy. Pamiętam jak wielką trudność sprawiało moim dziadkom mówienie czegokolwiek o czasach wojny, szczególnie o wydarzeniach z 3 września 1939 roku, które nazistowska propaganda nazwała "krwawą niedzielą". Niemieccy dywersanci na wieść o zbliżającej się do miasta armii hitlerowskiej, zaczęli ostrzeliwać polskie koszary i oddziały znajdujące się na ulicach. Do akcji neutralizowania kilkudziesięciu punktów, z których Niemcy prowadzili ogień, obok polskiego wojska ruszyli spontanicznie polscy cywile, harcerze. Doszło do wielu samosądów. W wyniku potyczek zginęło około 50 polskich żołnierzy i ponad stu Niemców. Po wkroczeniu hitlerowców do Bydgoszczy nastąpił krawawy odwet - masowe rozstrzeliwania Polaków. Wydaje mi się, że mój dziadek, jako młodzieniec był w jakiś sposób zaangażowany w akcję przeciwko Niemieckim dywersantom. Ngdy sam o tym nie mówił. Na Kaszubach za wstydliwą kartę uważa się służenie ludności w szeregach Wehrmahtu, choć bodaj w wszystkich przypadkach wcielanie do wojska odbywało się pod przymusem. Nikt nie chce mówić o zagmatwanych losach Kaszubów w czasie wojny. O przyjmowaniu, również pod przymusem, niemieckich grup narodowościowych. Z "Polityki" dowiedziałem się, że redaktor "Gazety Kartuskiej" Ryszard Leszkowski próbował na łamach tygodnika namówić czytelników, by wspólnie odkłamać ten czas. Nie udało mu się. Na jego prośbę przyszedł, zdaje się, tylko jeden list. Może pora na użytkowników internetu. Na pewno jest to pora najwyższa, bo ludzie, którzy pamiętają, odchodzą coraz szybciej. Wydaje mi się, mówiąc trochę górnolotnie, że od nas zależy, czy nasze wspólne dziedzictwo pozostanie mitem, tajemnicą, czy może jednak obiektywną historią.
Panie Januszu, prosił Pan o historie. Oto pierwsza. W Ręboszewie, bliskiej mi XIII wiecznej wiosce, której właścicielem był Rycerz Rębosz, stąd "Zdrój Rębosza", jest piekny, kamienny most zbudowany w czasach II wojny światowej, poprzedni most był drewniany i został wysadzony przez wojska polskie we wrześniu 1939r. Ojciec p. Nacla, który został rozstrzelany przez Niemców na Wzgórzu Wolności ( jest na liście umieszczonej na pamiątkowej tablicy - miał za zadanie wysadzić go w czasie walk. MOst został odbudowany w czasie okupacji przy udziale mieszkańców wsi, oraz jeńców francuskich, którzy byli więzieni w barakach w Borowie ( obok Naty, Kowalówka). Od pewnego czasu pragnę zainteresować różne osoby, wysyłałem także listy do Francji ideą upamiętnienia tego faktu stosowną tablicą. Jest jeszcze szansa na to, że może gdzieś żyje we Francji ktoś kto budował ten most. Pozdrawiam Bogusław Nedoszytko
Panie Redaktorze, jeszcze raz gratuluję pomysłu, zdjęcia doślę później jednak pomysł kolekcji zdjęć i stworzenia albumu został już zrealizowany przez pana mec Reglińskiego, który stworzył dwa piękne albumy dokumentujące historię Kartuz i Szwajcarii Kaszubskiej. To wcale nie oznacza, że nie można stworzyć nowych albumów, jestem jak najbardziej za bo mamy się czym pochwalić, my jako Kaszubi, ludzie stąd. Rozwinę moją myśl o święcie ulicy czy wioski. Pomysł święta ulicy podsunęła mi realizacja, świeta ulicy sopockiej. Na ulicy (placu, rynku,) ustawia sie tablice gdzie ludzie mieszkający na tej samej ulicy, wiosce przynoszą fotografie rodzinne dokumentujące historię rodów, miejsc i zdarzeń. Myślę, iż niektóre rody stą mogą mieć tradycje sięgające do 13 - 14 wieku, może są jacyś potomkowie ludzi z Francji, którzy odwiedzali Zakon Kartuzów. Więc gdyby na rynku w Kartuzach postawić tablice na których możnaby przypinać fotografie z opisami byłoby to znakomite. Pozdrawiam Bogusław Nedoszytko
Miło słyszeć, że pomysł Kaszub w stylu retro ma tylu zwolenników. Jednak muszę sprostować: autorami koncepcji stworzenia w portalu galerii dawnych zdjęć są Asia i Bartek - właściciele K.I. Ja natomiast z przyjemnością będę pisał o historiach z dawnych Kartuz i innych miejscowości oraz o korzeniach ludzi, którzy zechcą współtworzyć z nami nowy dział. Jesteśmy otwarci na wszelkie sugestie - jeśli pojawi się więcej zdjęć konkretnych ulic, na pewno uczcimy to "święto" osobnym artykułem. Na razie od słowa do czynu przeszła madamme Lilo. Czekamy również na innych odważnych.
Panie Januszu, gratuluję pomysłu stworzenia galerii z fotkami z historią Kartuz. Jako jedno z nielicznych miasteczek nie zostało zniszczone przez wojnę i zachowane zostały przykłady dobrej pracy naszych dziadków. Proponuję iść dalej, zrobić święto ulicy, np Klasztornej, Jeziornej, czy Kościuszki. Stworzyć galerie ulic. Mamy to szczęście, że większość z nas jest stąd, od pokoleń i mamy się czym pochwalić. Idąc dalej możemy tworzyć galerie wsi, dokumentując złożoną historię 20 wieku. Czasy wojny, wcielenie do Wermachtu, przechodzenie do II armii Andersa, udział w bitwie o Monte Cassino, który był udziałem wielu z naszych ojców i dziadków, wywózkę na Syberię po wojnie. POZDRAWIAM Bogusław Nedoszytko
Admin - chodzi o fotografie nowe, które wam zostały powierzone.
na zdjęciu pisze, że to ulica Dworcowa, okna przypominają mi przychodnie, wiec podejrzewam, że to budynek obecnej przychodni
Kto zgadnie co to za budynek :?: 8)
Zdjęcia zostały wykonane ponad 60 lat temu i prawdopodobnie ich autorzy już nie żyją. Myślę, że byliby zadowolni z tego, że ich zdjęcie po tylu latach są publikowane. Zachęcam wszystkich do zajrzenia na strychy i do starych albumów. Wystarczy przynieść do naszej redakcji zdjęcia, zeskanujemy je i oddamy w niezmienionym stanie.
nom pomysł mi się podoba. Ale znając życie autorzy którzy udostępnili swoje fotografie k.i nie są zadowoleni bo są po po prostu zniszczone. Ja niestety nie mam takich fotek :( ale chętnie pooglądam wasze :) fajnie by było gdyby jakość skanów była znośna... Kreciku do dzieła :D
No wielu dziennikarzy posiada fajowski sprzęt. Chodzi mi o to że skany (nie zdjęcia) są małe, i dość mocno skompresowane. A ja bym sobie to gdzieś na tapete walnął czy coś. A z tym nic nie zrobisz. Jak Ciebie zadowala względne minimum no to dobrze, ale mnie najwyraźniej nie.
Jakoś nie mogę dojrzeć ulicy Chmieleńskiej.
Ty, Gilgamesz! jakis malkontent jesteś, czy co? Znowu ci się zdjęcia nie widzą. Ciebie by można zadowolić, jakby nasi dziadkowie sobie pstrykali cyfrową lustrzanką Nikona... Lepiej sobie weź album i poszukaj zdjęć swoich przodków, na pewno są o niebo lepsze....[/url]
I wtedy Kartuzy były piękne !!! szkoda że te foty takiej kichowej jakości :(
Dziękujemy za tę opowieść! To niezwykłe, że pan Bogusław szuka świadków historii za granicą. Przypomina mi się mój własny wyjazd parę lat temu w okolice Sierakowic. Pisałem wówczas reportaż o tym jak kiedyś na Kaszubach kryło się dachy szkudłami, czyli drewnianym gontem struganym ze świerka. Natknąłem się na osadę w lesie, której Niemcy w ogóle nie znaleźli, gdy robili przymusowy zaciąg do Wehrmahtu wśród miejscowej ludności. Tamtą historię usłyszałem od prawie osiemdziesięcioletniego seniora. Myślę, że dla wielu z nas relacja pana Bogusława może być bodźcem do własnych poszukiwań. Ci, którzy mają Tutaj swoje rodziny, nie muszą pisać do Francji, szukać osób, zdobywać kontaktów. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie jest naszym obowiązkiem odkrycie dla nas samych prawdy o wydarzeniach z czasów ostatniej wojny, które zwłaszcza na Kaszubach są dla wielu ludzi, w podeszłym już wieku, wyjątkowo bolesne. Ja nie pochodzę stąd, urodziłem się w Bydgoszczy. Pamiętam jak wielką trudność sprawiało moim dziadkom mówienie czegokolwiek o czasach wojny, szczególnie o wydarzeniach z 3 września 1939 roku, które nazistowska propaganda nazwała "krwawą niedzielą". Niemieccy dywersanci na wieść o zbliżającej się do miasta armii hitlerowskiej, zaczęli ostrzeliwać polskie koszary i oddziały znajdujące się na ulicach. Do akcji neutralizowania kilkudziesięciu punktów, z których Niemcy prowadzili ogień, obok polskiego wojska ruszyli spontanicznie polscy cywile, harcerze. Doszło do wielu samosądów. W wyniku potyczek zginęło około 50 polskich żołnierzy i ponad stu Niemców. Po wkroczeniu hitlerowców do Bydgoszczy nastąpił krawawy odwet - masowe rozstrzeliwania Polaków. Wydaje mi się, że mój dziadek, jako młodzieniec był w jakiś sposób zaangażowany w akcję przeciwko Niemieckim dywersantom. Ngdy sam o tym nie mówił. Na Kaszubach za wstydliwą kartę uważa się służenie ludności w szeregach Wehrmahtu, choć bodaj w wszystkich przypadkach wcielanie do wojska odbywało się pod przymusem. Nikt nie chce mówić o zagmatwanych losach Kaszubów w czasie wojny. O przyjmowaniu, również pod przymusem, niemieckich grup narodowościowych. Z "Polityki" dowiedziałem się, że redaktor "Gazety Kartuskiej" Ryszard Leszkowski próbował na łamach tygodnika namówić czytelników, by wspólnie odkłamać ten czas. Nie udało mu się. Na jego prośbę przyszedł, zdaje się, tylko jeden list. Może pora na użytkowników internetu. Na pewno jest to pora najwyższa, bo ludzie, którzy pamiętają, odchodzą coraz szybciej. Wydaje mi się, mówiąc trochę górnolotnie, że od nas zależy, czy nasze wspólne dziedzictwo pozostanie mitem, tajemnicą, czy może jednak obiektywną historią.
Panie Januszu, prosił Pan o historie. Oto pierwsza. W Ręboszewie, bliskiej mi XIII wiecznej wiosce, której właścicielem był Rycerz Rębosz, stąd "Zdrój Rębosza", jest piekny, kamienny most zbudowany w czasach II wojny światowej, poprzedni most był drewniany i został wysadzony przez wojska polskie we wrześniu 1939r. Ojciec p. Nacla, który został rozstrzelany przez Niemców na Wzgórzu Wolności ( jest na liście umieszczonej na pamiątkowej tablicy - miał za zadanie wysadzić go w czasie walk. MOst został odbudowany w czasie okupacji przy udziale mieszkańców wsi, oraz jeńców francuskich, którzy byli więzieni w barakach w Borowie ( obok Naty, Kowalówka). Od pewnego czasu pragnę zainteresować różne osoby, wysyłałem także listy do Francji ideą upamiętnienia tego faktu stosowną tablicą. Jest jeszcze szansa na to, że może gdzieś żyje we Francji ktoś kto budował ten most. Pozdrawiam Bogusław Nedoszytko
Panie Redaktorze, jeszcze raz gratuluję pomysłu, zdjęcia doślę później jednak pomysł kolekcji zdjęć i stworzenia albumu został już zrealizowany przez pana mec Reglińskiego, który stworzył dwa piękne albumy dokumentujące historię Kartuz i Szwajcarii Kaszubskiej. To wcale nie oznacza, że nie można stworzyć nowych albumów, jestem jak najbardziej za bo mamy się czym pochwalić, my jako Kaszubi, ludzie stąd. Rozwinę moją myśl o święcie ulicy czy wioski. Pomysł święta ulicy podsunęła mi realizacja, świeta ulicy sopockiej. Na ulicy (placu, rynku,) ustawia sie tablice gdzie ludzie mieszkający na tej samej ulicy, wiosce przynoszą fotografie rodzinne dokumentujące historię rodów, miejsc i zdarzeń. Myślę, iż niektóre rody stą mogą mieć tradycje sięgające do 13 - 14 wieku, może są jacyś potomkowie ludzi z Francji, którzy odwiedzali Zakon Kartuzów. Więc gdyby na rynku w Kartuzach postawić tablice na których możnaby przypinać fotografie z opisami byłoby to znakomite. Pozdrawiam Bogusław Nedoszytko