Aż dwa razy w ostatnich dniach wezwani zostali strażacy do zdarzeń na osiedlu Sikorskiego w Kartuzach. Pierwsze z nich spowodowane było ulatniającym się gazem z kuchenki gazowej, drugie - spalonym obiadem. Oba miały więc związek z nieodpowiednim posługiwaniem się z urządzeniami kuchennymi.
Pierwsze z wspomnianych zdarzeń miało miejsce w poniedziałek. Zaniepokojeni mieszkańcy bloku nr 7 na osiedlu Sikorskiego wezwali straż pożarną, ponieważ na klatce schodowej dało się wyczuć silny zapach gazu. Przypuszczali, że ulatnia się on z jednego z mieszkań. Straż potwierdziła te przypuszczenia - gaz wydostawał się z mieszkania na parterze budynku.
W mieszkaniu samotnie znajdowała się starsza kobieta, matka właścicielki. Strażacy ustalili, że gaz wydostaje się z butli gazowej zlokalizowanej w jednej z kuchennych szafek. Pomiar wykazał, że stężenie znacznie przekroczyło dopuszczalną normę. Ulatnianie się gazu spowodowane było nieszczelnością węża pomiędzy butlą a kuchenką. Przewód był nadmiernie wyeksploatowany. Butlę trzeba było odłączyć. Następnie przewietrzono mieszkanie i klatkę schodową.
O zaistniałej sytuacji powiadomiono dostawcę gazu, ponieważ mieszkanka ze względu na wiek nie była w stanie zatroszczyć się o gaz samodzielnie. Kobieta miała szczęście, że skończyło się to w ten sposób. Jej życie, a także życie mieszkańców całego bloku, było poważnie zagrożone.
Nie trzeba było długo czekać, by w kolejnej kuchni na osiedlu Sikorskiego zdarzyło się nieszczęście. Dwa dni później, w środę w godzinach południowych strażacy otrzymali wezwanie do bloku numer pięć. Z okna jednego z mieszkań wydostawał się gęsty, czarny dym. Dym przedostał się także na klatkę schodową.
Również i tym razem o sprawie zaalarmowali czujni mieszkańcy. Na miejscu natychmiast pojawiła się straż pożarna. Mieszkanie, z którego wydostawał się dym, było zamknięte. Po chwili jednak przybiegła właścicielka i wpuściła ratowników do środka. Po wejściu do mieszkania czuć było silny swąd spalenizny.
Okazało się, że gospodyni pozostawiła garnek z mięsem na czynnym palniku kuchenki, po czym wyszła z mieszkania. W tym czasie mięso zdążyło się przypalić. Działania straży polegały na ugaszeniu palącego się posiłku i przewietrzeniu mieszkania. Szczęśliwie, ogień jeszcze się nie rozprzestrzenił i nie doszło do tragedii. Straty ogółem wyniosły sto złotych.
Daria Kaszubowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze