*Jak ksiądz wspomina dzieciństwo i młodość?
“Mieszkałem z rodzicami w Śremie /40 km/ od Poznania, a w miejscowej Farze przyjąłem chrzest. Moje dzieciństwo związane było z pracą , pomagałem ojcu Alfonsowi i matce Helenie w gospodarstwie rolnym, które miało 25 ha. Uczyłem się tam w Szkole Podstawowej, ale te radosne lata przerwała wojna. Był wtedy okres sugestii władz niemieckich, które nakazywały, żeby chodzić do szkoły, zaś tam była rekrutacja młodych robotników rolnych na pracę do Niemiec. Miałem wtedy 14 lat. Podjąłem pracę w firmie elektro – monterskiej, gdzie byłem przez 4 lata. Zdałem do Gimnazjum w trybie przyśpieszonym, a potem w liceum w Poznaniu jako eksternista otrzymałem egzamin dojrzałości. Miło wspominam okres nauki w liceum i przyjaźnie, które wtedy zawarłem.
*Kiedy “przyszło” powołanie?
Rozpocząłem w Poznaniu studia jako elektromonter, a już po dwóch latach zwróciłem się o przyjęcie do Seminarium w Gnieźnie. Wtedy Poznań i Gniezno miało tą samą siedzibę. Dowiedziałem się od przyjaciela, że potrzebują kandydatów do kapłaństwa w diecezji chełmińskiej w Pelplinie. Zajęcia odbywały się wtedy w małych salkach, bo Seminarium było spalone. Podczas nauki mieszkałem u siostry mojej mamy i po dłuższym zastanowieniu postanowiłem się wycofać z wcześniej podjętego kierunku studiów. Na moją prośbę ks. biskup Józef Kowalski życzliwie mnie przyjął. Z regionu poznańskiego przeniosłem się na Pomorze, do diecezji chełmińskiej.
*Kiedy ksiądz otrzymał święcenia?
“W 1955r. Pracę rozpocząłem w okresie stalinowskim w parafii Łasin k. Grudziądza. Po 1,5 rocznym pobycie, biskup przeniósł mnie do małego miasteczka Fordonu k. Bydgoszczy. Pracowałem tam przez 16 lat, w tym czasie studiowałem w ATK w Warszawie, gdzie w 1963r. otrzymałem dyplom magistra ze specjalizacją teologii dogmatycznej, a w latach 1966 – 70r. odbyłem studia doktoranckie w tej specjalizacji u ks. prof. Ignacego Różyckiego. W 1975r. zrezygnowałem z pracy długoletniej w parafii fordońskiej i przeniosłem się do parafii w kartuskim Kiełpinie.
*Tym sposobem znalazł się ksiądz na Kaszubach.
“Tak. W parafii w Kiełpinie byłem proboszczem przez 8 lat. Wraz z parafianami wybudowaliśmy plebanię, dom przedpogrzebowy i odnowiliśmy wnętrze kościoła. W październiku, w 1983r. dekretem ks. biskupa zostałem mianowany pierwszym w historii proboszczem parafii św. Kazimierza i tak było przez 20 lat. W 75 roku życia złożyłem rezygnację ze stanowiska proboszcza. Na sugestię ks. biskupa ordynariusza zostałem rezydentem – seniorem. Doświadczyłem wiele życzliwości w życiu kapłańskim od moich parafian, dlatego też, mimo że 50 lat nie byłem w Śremie, to chcę pozostać w Kartuzach.”
*Najmilsze urodziny jakie ksiądz wspomina?
“Miło wspominam urodziny z 1966 roku, które obchodziłem wśród polskich sióstr zakonnych Serca Jezusowego we Francji, a jedną z nich była moja kuzynka Zofia. Siostry zrobiły mi wtedy miłą niespodziankę i razem uczciliśmy moje urodziny.”
*Czym się ksiądz prałat interesuje i czy ma ksiądz jakieś marzenia?
“Interesuję się pewnymi osiągnięciami techniki, szczególnie w kierunku elektrotechniki, bo to co jest związane z prądem zawsze mnie będzie interesowało. Czasem żartobliwie na mnie mówią “ksiądz od prądu”. Jeżeli chodzi o marzenia, to chciałbym dobrze przeżyć resztę życia kapłańskiego, żeby coś jeszcze dobrego czynić.”
*Czego możemy księdzu życzyć?
“Dużo zdrowia, będę mógł wtedy jeszcze coś zdziałać.”
*Dziękuję za rozmowę.
Redakcja “Głosu Kaszub” życzy księdzu prałatowi dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze