Zalane piwnice, drogi uniemożliwiające przejazd pojazdom, zerwane linie energetyczne, połamane drzewa i gałęzie oraz pożar w domku letniskowym były skutkiem burz w czasie minionego weekendu. Towarzyszyły im gwałtowne opady deszczu i porywiste wiatry. Strażacy musieli wyjeżdżać z bazy aż 51 razy. Na szczęście nikt nie ucierpiał.
Niesprzyjająca pogoda dawała się we znaki mieszkańcom powiatu kartuskiego przez cały weekend. Zarówno w piątek w nocy, w sobotę i w niedzielę nad naszym terenem przechodziły burze, z gwałtownymi opadami deszczu i miejscowo gradu.
- W wyniku dużej ilości zgłoszeń wzmocniliśmy służbę dyżurną oraz obsady wozów strażackich - powiedział Edmund Kwidziński, komendant PSP w Kartuzach. - Do usuwania skutków również włączyliśmy jednostki OSP.
Jednak najwięcej pracy strażacy mieli w niedzielne popołudnie, gdy wzmogły się opady. Najczęściej działania dotyczyły wypompowania wody z zalanych piwnic, czy innych pomieszczeń budynków oraz nieprzejezdnych dróg.
W wyniku uderzenia pioruna w Mezowie zapalił się domek letniskowy, jednak udało się zagasić pożar, zanim pochłonął cały budynek. Jak poinformował Edmund Kwidziński, większych strat materialnych nie odnotowano.
Komentarze