W sobotnie popołudnie na budynku szkoły podstawowej w Bączu uroczyście odsłonięto tablicę upamiętniającą pobyt oddziału ppor. Zdzisława "Żelaznego" Badochy w tej miejscowości. Szwadron 5. Brygady Wileńskiej Armii Krajowej, działający w podziemiu antykomunistycznym zatrzymał się tam 23 maja 1946 roku.
Uroczystości poprzedzono mszą św. w kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Mirachowie. Po niej wszyscy uczestnicy spotkania zebrali się pod budynkiem szkoły podstawowej w Bączu. Na uroczystość przybyli m.in. prof. dr hab. Mirosław Golon, dyrektor oddziału Gdańskiego IPN, dr hab. Karol Polejowski, pracownik naukowy Muzeum II Wojny Światowej, dr hab. Piotr Niwiński z IPN, burmistrz Mieczysław Gołuński, radni, przedstawiciele szkół i społeczności lokalnych z Bącza, Koloni, Mirachowa, Szopy i Podjaz, gdzie znajduje się pierwsza w Polsce szkoła, jakiej nadano imię Inki Siedzikówny. Na uroczystości odsłonięcia tablicy przybył też Jacek Tylec, najbliższy żyjący krewny ppor. Badochy.
Zanim dokonano odsłonięcia tablicy, dr Karol Polejowski, pracownik naukowy Muzeum II Wojny Światowej i autor książki o pobycie partyzantów na Kaszubach, krótko zrelacjonował wizytę szwadronu Zdzisława "Żelaznego" Badochy w Bączu.
- Pobyt szwadronu 5. Brygady Wileńskiej Armii Krajowej w powiecie kartuskim trwał zaledwie dwa dni. 23 maja 1946 roku szwadron Badochy wracał z Pobolic, gdzie przeprowadził szereg akcji, które były częścią tzw. rajdu podpor. "Żelaznego". W ciągu czterech dni pokonali 400 kilometrów, wędrówkę zakończyli w Bączu. Na placu przy szkole zaparkował partyzancki Bedford, zarekwirowany na potrzeby partyzantki. Oddział pozostał w Bączu około dwóch – trzech godzin, zjadł kolację w dwóch gospodarstwach – u sołtysa Władysława Miotka oraz u jego sąsiada Władysława Klawikowskiego. Żołnierzy poprowadził w stronę Mirachowa przewodnik Józef Płotka. Po zwolnieniu go, oddział pomaszerował do Sianowa i odbił na południe - relacjonował dr hab. Karol Polejowski.
Jak zaznaczył, partyzanci w Bączu pozostawili część broni zdobytej podczas rajdu. W jego trakcie rozbili kilkanaście posterunków milicji obywatelskiej i kilku placówek urzędu bezpieczeństwa.
- Rajd "Żelaznego" spowodował największą obławę na żołnierzy podziemia niepodległościowego na terenie Kaszub. Przeciwko partyzantom zmobilizowano ponad 300 funkcjonariuszy i żołnierzy wojska ludowego, kwaterowali oni w Bączu od 24 maja do 27 maja, przeszukiwali m.in. lasy mirachowskie. Ślad po szwadronie jednak zaginął. Badocha był znakomitym dowódcą leśnym i kiedy obława się zaczynała, oddział był już na południe od trasy Sierakowice-Kartuzy - mówił.
- Tą tablicą przypominamy pamięć o żołnierzach niepodległej Polski. To byli młodzi ludzie, najstarszy z nich miał 26 lat, mieli przed sobą całe życie, a jednak zdecydowali się postawić je na szali w walce o ojczyznę. Wyklęto ich w czasach komunistycznych, dziś wracają na należne im miejsce w historii. Ta tablica jest wyrazem sprawiedliwości dziejowej - podkreślił dr Polejowski.
W trakcie spotkania dr Piotr Niwiński wręczył Barbarze Lis-Driwie, dyrektor szkoły podstawowej w Podjazach ziemię pochodzącą z grobu Danuty "Inki" Siedzikówny, patronki tej placówki.
Organizatorem uroczystości było Towarzystwo Upiększania Miasta Kartuzy na czele z Kazimierzem Sochą-Borzestowkskim.
Tablicę poświęcił ks. Bogdan Myszk, proboszcz parafii w Mirachowie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
BARDZO MIŁA UROCZYSTOŚĆ
Patrol 5. Wileńskiej Brygady AK dotarł do wsi Vymančiai. „W domu pozostał Petras Vinslovans z żoną Salomėją i pięcioma córkami (w wieku od 5 do 20 lat): Liudviną, Zofiją, Oną, Leonorą i Eleną. Wszyscy oni zostali rozstrzelani”. Kilometr dalej był folwark Reputany, w którym „mieszkała rodzina Dzimidasów. W domu znajdował się w tym czasie gospodarz Povilas z pięciorgiem dzieci: jego żona przebywała w szpitalu w Malatach. W czasie najścia partyzantów (…) gospodarz ukrył się pod kanapą, a dzieci przekonały partyzantów, że ojciec wyjechał odwiedzić matkę do szpitala. W tej sytuacji rozstrzelanych zostało czworo dzieci, w wieku od 2 do 16 lat: Benediktas, Antanas, Stepanija i Bronislava. (…) Łącznie w Vymančiai i Reputanach zabito tego ranka dwanaście osób: dwóch starszych mężczyzn (w wieku 52 i 60 lat) oraz dziesięcioro kobiet i dzieci”. W Ołkunach zastrzelono Mariannę Ramejkową, która trzymała „na rękach sześcioletnią córkę Aldonę Weronikę. Matka została śmiertelnie trafiona w głowę, córka zaś otrzymała dwa śmiertelne postrzały w klatkę piersiową”.
sam jesteś zbrodniarzem, czerwony zbrodniarzu, do szkoły doucz się historii
Trzeba przypominać młodym co czerwone ścierwa czyniły z polskim patriotami po II wojnie światowej. Polecam przypomnieć ludziom jakim ścierwem był np Izaak Stoltzman, ojciec bożka czerwonych czyli Aleksandra Kwaśniewskiego.
W trudno polemizować z niektórymi wypowiedziami, mam tylko jedno pytanie, jakiej władzy politycznej ten oddział podlegał? w czerwcu 1945 r. USA Wielka Brytania uznały się Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej w Polsce,czyli mówiąc "czerwonych". Więc komu oni podlegali, AK zostało rozwiązane w styczniu 1945 r.
jak to komu podlegali Polsce, bo Polacy służą Polsce, a nie jakimś czerwonym, albo zdrajcom Churchilowskim, skąd ty się urwałeś, kolejny nieuk historyczny
Do ABC, może by tak jak coś meruytorycznie , piszę o faktach historycznych, powszechnie znanych z dziedziny historii, nikogo nie obrażam.
w Jedwabnem ile Niemcy zamordowali ludzi, a nadal kłamią, że to Polacy. Niemcy to zbrodniarze
Tym którym komuna wyprała mózgi polecam takie nazwy Kaliska Piaśnica Szpęgawski Las Stutthof . Tak najprościej prawie przy każdej miejscowości na Kaszubach są groby pomordowanych starczy spojrzeć dookoła siebie Czytając niektóre komentarze strach myśleć co można zrobić z ludzką świadomością
Przecież czerwone ścierwa już w czasie II wojny światowej trzymały sztamę z faszystami. Podobnie jest teraz volksdojcze typu Tusk dalej trzymają sztamę z czerwoną i tęczową brukselką
BARDZO DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM ZA UDZIAŁ MARIA BOBKOWSKA I KAZIMIERZ SOCHA BORZESTOWSKI
Kult bandytów także u nas? Szkoda. Kiedyś wszystkie te tablice i pomniki trafią tam, gdzie ich miejsce - na śmietnik.
na śmietnik to już ty trafiłaś zbrodniaro czerwona, ile trzeba mieć nienawiści i nieuctwa, powinnaś odpowiadac za zbrodnie nazistowskie i komunistyczne komunistko
Brawa dla organizatorów i pamięć o bohaterach
Promowanie zbrodniarzy ohydne
przyznaj się ile twój stary jako ubol wymordował Polaków, powinieneś płacić miliardowe odszkodowania Polakom zamordowanych przez twojego ojca zdrajce ubeka czerwony pomiocie antypolski
Dzielimy Polskę na pół pisowcy muszą się przytulić do putina to będą jeszcze jemu i Łukaszence pomniki stawiać
niedługo rocznica w Jedwabnem, czyli o Pamięci zamordowanych Polaków przez żydów i sowietów, a także zamordowanych żydów przez niemców
Dobrze, że byli tacy dzielni bohaterowie jak Badocha, którzy przeciwstawili się zbrodniarzom sowieckim, którzy masowo mordowali Polaków, gdyby nie ci żołnierze niezłomni, którzy eliminowali czerwonych bandytów i kolaborantów sowieckich, którzy mordowali Polaków to Polska nie dochowała by swojej sprawiedliwości Narodu Prawdy i męczeństwa
Niezłomni znowu wygrali
BARDZO MIŁA UROCZYSTOŚĆ
Patrol 5. Wileńskiej Brygady AK dotarł do wsi Vymančiai. „W domu pozostał Petras Vinslovans z żoną Salomėją i pięcioma córkami (w wieku od 5 do 20 lat): Liudviną, Zofiją, Oną, Leonorą i Eleną. Wszyscy oni zostali rozstrzelani”. Kilometr dalej był folwark Reputany, w którym „mieszkała rodzina Dzimidasów. W domu znajdował się w tym czasie gospodarz Povilas z pięciorgiem dzieci: jego żona przebywała w szpitalu w Malatach. W czasie najścia partyzantów (…) gospodarz ukrył się pod kanapą, a dzieci przekonały partyzantów, że ojciec wyjechał odwiedzić matkę do szpitala. W tej sytuacji rozstrzelanych zostało czworo dzieci, w wieku od 2 do 16 lat: Benediktas, Antanas, Stepanija i Bronislava. (…) Łącznie w Vymančiai i Reputanach zabito tego ranka dwanaście osób: dwóch starszych mężczyzn (w wieku 52 i 60 lat) oraz dziesięcioro kobiet i dzieci”. W Ołkunach zastrzelono Mariannę Ramejkową, która trzymała „na rękach sześcioletnią córkę Aldonę Weronikę. Matka została śmiertelnie trafiona w głowę, córka zaś otrzymała dwa śmiertelne postrzały w klatkę piersiową”.
sam jesteś zbrodniarzem, czerwony zbrodniarzu, do szkoły doucz się historii