Reklama

104 lata!

14/10/2004 11:50
Nieprawdopodobnie wspaniała forma fizyczna i psychiczna, uśmiech na twarzy i jak zawsze dobry humor - to bardzo zwięzła charakterystyka dostojnego jubilata - Józefa Kosa, który w zeszłym tygodniu obchodził jubileusz 104-lecia. Nie mogliśmy nie zapytać prawdopodobnie najstarszego człowieka na Pomorzu, o sekret jego długowieczności i receptę na zdrowie.

- Czuję się, jakbym miał tylko 20 lat /śmiech/! Nic mnie nie boli, lekarza nie potrzebuję, w łóżku nie leżę. Chyba młode lata wracają! Mam taki zwyczaj, że codziennie rano muszę wypić kawę, żeby nabrać sił. Po południu już nie piję kawy, żeby dobrze spać.

*Co się panu nie podoba w dzisiejszych czasach?
- Moja rodzina nie była bogata, ale ludzie sobie pomagali jak mogli. Wędkowaliśmy, sami wszystko robiliśmy, po drewno chodziliśmy do lasu. Ci biedniejsi pracowali u gburów. A dzisiaj? Za wszystko trzeba płacić.

*Czy ma pan ulubione potrawy?
- Najbardziej lubię „bulwe z kwasym mlekiem” i zupę rybną. Mięsa nie jem dużo, kiełbasy też nie lubię.

*A co z używkami?
-Jak miałem 20 lat, to często leciała mi z nosa krew. Ale jeden chłop mi zalecił, żebym zażywał tabakę i wie pani co, do dzisiaj mi już nigdy nie leciała. Kilka lat temu rzuciłem palenie papierosów, a paliłem przez 75 lat!

*Czy zna pan jakiś eliksir młodości?
- Najlepszym lekarstwem jest uśmiech i radość z każdego dnia. Wtedy wszystkie choroby uciekają. Nie wolno stękać. Niedawno odwiedziłem panią Kiedrowską, ona ma 103 lata. Ładnie się ubrałem i mówię do niej, że zaraz pójdziemy razem do księdza. Tak dla żartów, żeby się pośmiać. Jak miałem 4 lata, to mama nauczyła mnie mówić Ojcze nasz i Anioł stróż i ja to mówię do dziś. Anioł stróż mnie chronił przez całe życie. Głód, wojna, łagry, ani nie zachorowałem, wróciłem i żyję. Niejeden tak by chciał. Dwa razy dziennie też odmawiam różaniec, to pomaga. Muszę być wierzący. Chcę jeszcze powiedzieć, że dawniej to my inaczej gospodarowaliśmy. Dziś jest technika. Wtedy to był kowal, stolarz, krawiec, szewc, muzykanci, prawdziwa orkiestra grała na trąbach. Każdy umiał wszystko zrobić. Pletliśmy kosze, cipy, wszystko ręcznie, nic nie kupowaliśmy. Dziś nie ma już kowala u nas, szewców coraz mniej. Wszystko musi być luksusowe. Jak poszedłem do szkoły to tata kupił mi buty z jarmarku i zaniósł mnie „na barana” aż pod samą szkołę. Ja jestem z zawodu szewcem i do dzisiaj śni mi się czasami, że chcę naprawić buty, ale nie mogę, bo ktoś ukradł dratew i nie ma z czego naprawiać. Często mi się to śni... Teraz my się za dużo kłócimy. Warszawa cały czas się kłóci. Kiedyś żyli obok siebie Żydzi, Górale, Niemcy, Kaszubi, byliśmy obcy, ale się nie kłóciliśmy. Teraz są sami Polacy, a się kłócą.
Ja bym te czasy chciał mieć nazat. Czemu teraz nie jest tak, jak dawniej....?

/AnKo/
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości