Reklama

40 lat na scenie - rubinowy jubileusz Kaszubskiego Zespołu Pieśni i Tańca "Sierakowice"

10 grudnia 1980 roku odbyła się pierwsza próba zespołu. Pojawiło się na niej pięć osób, lecz zaledwie miesiąc później liczył on już około 40 członków. Tak szybko, jak liczba członków, rosła ilość występów, fanów i nagród. Dziś nikt nie wyobraża sobie sierakowickiej i kaszubskiej kultury bez Kaszubskiego Zespołu Pieśni i Tańca "Sierakowice", którego działalność uhonorowana została najważniejszymi kulturalnymi wyróżnieniami. Gdyby nie pandemia, zespół świętowałby rubinowy jubileusz. W oczekiwaniu na uroczystość, przypominamy historię kulturalnej wizytówki gminy Sierakowice.

Kaszubski Zespół Pieśni i Tańca "Sierakowice" powstał w 1980 roku z inicjatywy władz gminnych, Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska", która była też pierwszym sponsorem grupy. Od 1996 roku zespół działa przy Gminnym Ośrodku Kultury w Sierakowicach. W pierwszych latach istnienia skład zespołu stanowili mieszkańcy, którzy wcześniej nie mieli do czynienia z działalnością kulturalną. Byli to ludzie różnych zawodów, w różnym wieku. W latach późniejszych trzon zespołu stanowiła już młodzież. 

Ciężka praca doprowadziła do szeregu sukcesów osiąganych przez zespół od samego początku istnienia zarówno na arenie regionalnej, krajowej, jak i międzynarodowej. Uczestnictwo w festiwalach i przeglądach pozwoliło członkom grupy poznać różne zakątki globu. Koncerty zespołu zawsze cieszą się ogromnym zainteresowaniem publiczności. Dużą rolę w sukcesie zespołu odgrywają instruktorzy, którzy z pasją i z zaangażowaniem pracują z jego członkami. Do licznych sukcesów przyczynili się również kierownicy zespołu. 

Reklama

Między innymi z okazji jubileuszu 30-lecia zespołu Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego zdecydował bowiem o uhonorowaniu tytułami "Zasłużony dla kultury polskiej" Irenę Warmowską - choreografa zespołu, Witolda Tredera - etnomuzykologa, a także cały zespół "Sierakowice". Paweł Gruba i Ewa Studzińska otrzymali zaś odznaczenia "Sint sua praemia laudi" ("Niech czyny będą nagrodzone") przyznawane przez wojewodę pomorskiego. W kwietniu 2018 roku Kaszubski Zespół Pieśni i Tańca "Sierakowice" został uhonorowany Nagrodą im. Oskara Kolberga, a więc najważniejszym w Polsce wyróżnieniem, które przyznawane jest za dokonania twórcze, artystyczne, naukowe oraz za działalność wspierającą tradycję i kulturę regionalną. Jej patronem jest Oskar Kolberg - etnograf, folklorysta, kompozytor i twórca największego w XIX wieku zasobu źródeł etnograficznych do badania kultury ludowej obszaru dawnej Rzeczypospolitej.

Cztery dekady działalności zaowocowały w wiele wspólnych historii, przeżyć i wspomnień. Z okazji 40-lecia przypominamy wspomnienia wieloletniej kierownik zespołu - Ireny Kulwikowskiej, która podzieliła się nimi podczas rozmowy z naszym portalem z okazji 35-lecia działalności Gminnego Ośrodka Kultury w Sierakowicach.

Reklama

- Wychowałam się na tym zespole. Pierwszą imprezą plenerową, którą zrobiłam w 1981 roku, były Sobótki z zespołem Sierakowice i słynnym ścinaniem kani na rynku. Na bazie moich doświadczeń z zespołem, budowałam działalność kulturalną. Zespół jeździł po kraju, a także zagranicę. Spotykał się z różnymi innymi zespołami. Obserwowałam i przejmowałam doświadczenia, rozpoczęliśmy także wymiany. Zapraszaliśmy zespoły do nas, a one zapraszały nas do siebie. Byłam jedną z pierwszych członkiń zespołu. Na bazie towarzyskiej i rodzinnej budowaliśmy ten twór. Tacy wspaniali ludzie, jak śp. Zygmunt Miotk, czy śp. Zygmunt Wenta, nie szczędzili ani energii ani czasu, byśmy mogli się rozwijać. To były ciężkie czasy. Gdyby nie zaangażowanie pana Zygmunta Miotka, który starał się o ministerialne zgody na wyjazdy zespołu, nic byśmy wówczas nie osiągnęli. Zygmunt był taki, że jak ktoś go wyrzucał przez drzwi, wchodził oknem. Pierwsze lata zespołu, to jego zasługa. Nie da się ukryć, że zainteresowanie uczestnictwem w zespole też było ogromne. W skład wchodzili przedsiębiorcy i rzemieślnicy - wszystkim się wtedy chciało. Nie ukrywajmy, że zespół było to przysłowiowe okno na świat. W tamtych czasach wyjechać zagranicę - do Niemiec, Belgii, Bułgarii czy Włoch, to było ogromne wydarzenie - opowiada wieloletnia kierownik zespołu. 

Wśród wszystkich wspólnych chwil nie zabrakło też i smutnych wydarzeń, które przed wejściem na scenę trzeba było zostawić w garderobie i z uśmiechem na twarzy zaprezentować się publiczności. 

Reklama

- Jakie wydarzenie utkwiło mi najbardziej w pamięci? Na pewno nasz pierwszy wyjazd zagraniczny, do Bułgarii, który niestety był bardzo nieszczęśliwy. Dojechaliśmy do Warny po trzech dniach podróży. Byliśmy zakwaterowani w rodzinach bułgarskich. Następnego dnia rano okazało się, że jeden z naszych bandonistów, śp. Bronisław Drywa nie żyje. To był wielki szok dla wszystkich. Z jednej strony borykaliśmy się ze śmiercią kolegi, a z drugiej musieliśmy przygotowywać się do występu. Nasz wieloletni choreograf, śp. Jan Właśniewski, powiedział nam krótko. Życie jest jakie jest, scena ma swoje prawa i bez względu na to, co masz w sercu, to na scenę wchodzisz i musisz być uśmiechnięty. To się nam udawało do pewnego momentu. Jednak w programie mieliśmy solowe wejście bandonistów. Panowie mieli zaśpiewać i zagrać swoją cudowną przyśpiewkę. Tym razem wyszedł tylko pan Leon Puzdrowski. Wówczas cały zespół zaczął płakać. Inna historia, która utkwiła mi w pamięci, związana jest z naszym wyjazdem do Włoch w 1987 roku. Bardzo chcieliśmy odbyć audiencję u Papieża. Wcześniej byliśmy w Loretto na polskim cmentarzu. Chwilę później, zaśpiewaliśmy "Czarną Madonnę". Tak podpowiadało nam serce. Obserwator, który jeździł z nami jako nasz "dobry duch" o wszystkim doniósł władzom. Niestety zaważyło to na tym, że audiencja się nie odbyła. Gdy wróciliśmy do kraju, wszyscy byliśmy przesłuchiwani - przyznaje Irena Kulwikowska. 

- Pamiętam, gdy byliśmy na tourne we Francji, a zaraz po nim wylądowaliśmy na festiwalu w Chojnicach. Po 12 dniach ciągłych występów, w drodze powrotnej dosłownie wjechaliśmy na festiwal, gdzie zespoły walczyły o Złotego Tura. Zmęczeni podróżą, w wygniecionych strojach, przebieraliśmy się dosłownie w krzakach. Bezpośrednio z autobusu, weszliśmy na scenę. Ktoś tam powiedział, "Serakòjce przejachałë, to terô Złoti Tur pùdze do nich". My się tego zupełnie nie spodziewaliśmy, ale tacy pełni entuzjazmu, że zdążyliśmy, weszliśmy na scenę i Złoty Tur był nasz. To chyba najlepsze wspomnienia - radość w zespole, wspólne sukcesy i cele. Pełna mobilizacja i umiejętność odnajdywania się w każdej sytuacji. Mnóstwo śmiechu, radości, wspólnych podróży. Tak jest do dziś dnia. To sukces ludzi, którzy od lat pracują bądź pracowali z zespołem - Mirosław Szulc, znakomita choreografem Irena Warmowska, Witold Treder, śp. Jan Właśniewski, wcześniej śp. Stefan Kwiecień. Dzięki pracy tych ludzi jesteśmy najlepszym zespołem kaszubskim. Nigdy nie bałam się tego powiedzieć. Ostatnia nagroda, im. Oskara Kolberga "Za zasługi dla kultury ludowej" pod patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jest uhonorowaniem naszej wspólnej pracy - wspomina Irena Kulwikowska. 

Reklama

Jak informuje Kaszubski Zespół Pieśni i Tańca "Sierakowice", ma ten rok zaplanowane były obchody jubileuszu, jednak ze względu na sytuację epidemiologiczną zmuszony był zmienić plany. 6 grudnia w kościele pw. Świętego Jana Chrzciciela w Sierakowicach odbyła się Msza  Święta w intencji zespołu,  w sieci ukazał się krótki materiał filmowy nt. 40 lat działalności zespołu, a wspólną zabawę przełożono na wakacje. 

Z materiałem filmowym można zapoznać się na kanale Youtube. 

Fot. archiwum Gminnego Ośrodka Kultury w Sierakowicach

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości