- mówi w rozmowie z Gazetą wójt gminy Sierakowice Tadeusz Kobiela.
- Na początek proszę powiedzieć skąd Pana upór, by nie przekazać szkoły w Szopie mieszkańcom?
- To nie upór, lecz zatroskanie o całą gminę, bowiem nie stać nas na tak kosztowne eksperymenty. Jestem przekonany, że gdybym ustąpił, to już w najbliższej przyszłości ta placówka nie spełniałaby oczekiwań rodziców. Moje obawy wynikają też z troski o poziom kształcenia w ewentualnie powołanej szkole społecznej. Podobne obawy, jak się okazuje, ma również część mieszkańców Szopy. Dotychczasowa szkoła w Szopie, która została na mocy uchwały Rady zamknięta, nie była złą szkołą. Dlatego w zamian zapewniamy dzieciom poziom nauczania co najmniej taki jak w Szopie. Lokal w Mojuszu jest na pewno w lepszym stanie, bo szkoła jest nowa, a kadra nie mniej wykwalifikowana. Zobowiązaliśmy się dzieci dowozić i zatrudnić wszystkich nauczycieli, z czego się wywiązaliśmy. Nikt nie stracił pracy. Zamknięcie szkoły w Szopie nie było moją zachcianką, lecz zbiorową decyzją Rady, która wynikała z troski o oświatę w całej gminie. Od kilku lat wyraźnie spada nam liczba urodzeń, w szkole w Szopie byłaby klasa z trójką uczniów. Nawet po połączeniu szkół Szopa-Mojusz, tylko dwie albo trzy klasy przekroczą 20 osób. Jeśli liczba urodzeń nadal będzie spadać, to obojętnie kto będzie kiedyś na moim miejscu siedział, będzie musiał zetknąć się z potężnym problemem i to w krótkim czasie. I to właśnie po to dokonuje się reorganizacji, by w przyszłości nie zamykać następnych szkół.
- To są argumenty przemawiające za likwidacją. Ona już się dokonała. Teraz rodzice chcą utworzyć tam własną szkołę, a Pan i w tej sytuacji nie chce ustąpić. Dlaczego?
- Bo uważam, i zdania nie zmienię, że byłoby to niekorzystne dla gminy i ryzykowne dla edukacji tych dzieci na przyszłość.
- To odważne stwierdzenie, jak Pan je uzasadni?
- Osobiście bałbym się moje dziecko posłać do szkoły, gdzie organem prowadzącym jest stowarzyszenie, któremu szefuje dwóch panów z wykształceniem zawodowym. Zamiast posługiwać się konkretnymi argumentami, próbują przekonywać... metodami z czasów, które dawno już za nami. Jako nauczyciel też bałbym się podjąć pracę pod takim nadzorem. Co w sytuacji, gdy nauczyciel postawiłby ocenę, z którą szefowie stowarzyszenia się nie zgadzają? W świetle ostatnich faktów mogłoby to wyglądać tak: „Postawisz lepszą, albo wywieziemy cię na taczce?” Stowarzyszenie byłoby organem prowadzącym, proszę o tym nie zapominać.
- Przy likwidacji głównym argumentem były oszczędności, a teraz?
- Oszczędności nadal są istotne. Nauczycieli z Szopy zatrudniliśmy w istniejącej już siatce godzin i to, łącznie z oszczędnościami wynikającymi z utrzymania obiektu, spowodowało oszczędności rzędu 250 tys. zł rocznie. Ta suma w czasie kadencji rośnie nam do miliona złotych. Przy dofinansowaniu, jakie w tej chwili jest możliwe, m.in. ze środków unijnych, jeśli mamy milion środków własnych, to inwestycję możemy robić za cztery miliony. A za cztery miliony można np. wykonać drogę Bącka Huta-Bukowo-Paczewo i to środowisko mogłoby mieć taką drogę, właśnie z tych oszczędności. Moglibyśmy też wykonać szereg innych inwestycji, np. wybudować dwie sale gimnastyczne: w Mojuszu i Lisich Jamach, czy dużą salę w Kamienicy Królewskiej. Za te pieniądze można by naprawdę wiele dobra dla tej gminy zrobić. Ja to widzę i stąd moja nieustępliwość.
- Gdyby mieszkańcy mogli głosować, to jak Pan myśli, czyje argumenty by poparli?
- W tej sytuacji musieliby się wypowiedzieć mieszkańcy całej gminy, a niestety od tych spoza Bąckiej Huty słyszę zgoła inne opinie. Dzwonią do mnie osoby z innych sołectw i z samych Sierakowic, które rozumieją moje argumenty. Mało tego, takie sygnały otrzymuję też z Szopy. Nie wszyscy mieszkańcy popierają stowarzyszenie, a uważają wręcz, że są na nich wywierane presja i nacisk. Uważam, że w sołectwie panuje dyktat pewnej wąskiej grupki ludzi. Nie obrażam się na mieszkańców Bąckiej Huty, którzy obstają za szkołą społeczną. Jestem nawet pełen podziwu dla ich determinacji. Przecież wiem, że takie sytuacje są dla określonego środowiska bolesne, ale powtarzam, jako wójt, muszę brać pod uwagę dobro całej gminy, a nie tylko cząstki.Te argumenty rozumie też część mieszkańców sołectwa Bącka Huta. Istnieje przecież wiele płaszczyzn współpracy dla dobra lokalnego środowiska. Wierzę, że tak będzie w przyszłości.
- Panuje opinia, że w tej chwili Pana taktyka polega na tym, by grać na zwłokę i m.in. dlatego „Pana” radni nie przyszli na sesję, która, notabene z powodu braku quorum się nie odbyła. Kolejna sesja i znowu punkt o Szopie wycofany. Naprawdę się Pan poczuł zagrożony tą... taczką?
- Nie należę do ludzi bojących się, czego nie raz dowiodłem w mojej 14-letniej pracy. Uważam, że są cywilizowane metody oddziaływań, a te, które zaprezentowali mieszkańcy Bąckiej Huty są na poziomie nie do zaakceptowania. Organa gminy, jak Rada i wójt, podlegają ochronie w wypełnianiu swoich obowiązków. Jeśli w gazecie ukazuje się artykuł, że ktoś chciał naruszyć czyjąś godność jako osoby i urzędnika, a potem mamy w interesie tych osób debatować i podejmować decyzje o znacznych skutkach finansowych, to proszę wybaczyć, ale byłoby to ugięcie się pod presją, jak i obraza dla prawa i dobrych obyczajów. Gdy prokuratura sprawę wyjaśni, możemy do tematu wrócić.
- Dlaczego radni nie stawili się na sesję zwołaną przez m.in. pana Borkowskiego?
- O to trzeba by zapytać radnych. Poza tym, na tamtą sesję nie przyszły też osoby z ugrupowania właśnie pana Borkowskiego.
- Uważa Pan, że postąpili tak solidaryzując się z Panem?
- Nie będę tego komentował. A może mieli wcześniejsze ode mnie informacje o mającej się odbyć rozróbie i nie chcieli w tej żałosnej farsie uczestniczyć?
- Na sesji prawnik powiedział jasno, że dokumenty trzeba złożyć do końca września roku poprzedzającego, czyli w tym roku mieszkańcy i tak nie mają szans otwarcia szkoły?
- Tak to wygląda zgodnie z prawem. Podobno, można pójść na skróty, ale ja prawa naruszał nie będę. Mieszkańcy mnie znają, nigdy się nie poddawałem naciskom. Lubię grać ostro, ale zawsze fair i zgodnie z przepisami. Nawet gdyby ta sprawa nie została zawieszona, to nie widzę możliwości prawnych, by szkoła mogła ruszyć od września.
- Czy to prawda, że w gminie szykuje się referendum w celu obalenia wójta?
- Otrzymaliśmy zawiadomienie o zamiarze przeprowadzenia referendum w celu obalenia nie tylko wójta, ale i Rady Gminy. Podpisało je 43 mieszkańców sołectwa Bącka Huta i dwóch radnych, pan Borkowski i Cymerman. Wystąpiono też do nas o podanie liczby uprawnionych do głosowania w całej gminie. Taka jest procedura początkowa. Pragnę dodać, że referenda odbywają się całkowicie na koszt gminy. Do tego dochodzą kilkakrotnie większe koszta pośrednie. Referendum musiałoby się odbyć kosztem konkretnej inwestycji lub zaciągnięcia kredytu. Inicjatorzy więc na pewno nie mają na uwadze dobra gminy. Krótko mówiąc, to, co się dzieje, i nie jest to tylko moja odosobniona opinia, to akt wichrzycielstwa, nieprzyjazny tej gminie, na którym chcą odreagować osoby nie potrafiące realizować się w Radzie Gminy.
- Dziękuję za rozmowę.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze