Reklama

„Nie można ich oszukiwać, że nie umrą...”

31/03/2005 08:56
Każdy z nas styka się ze śmiercią i żyje ze świadomością, że przyjdzie i na niego czas. Jednak w toku codziennych spraw, ciągłym pośpiechu zjawisko to wydaje się czymś bardzo odległym. Są jednak ludzie, którzy wiedzą, że zostało im mało czasu i ostatnie chwile swojego życia spędzają w hospicjum, miejscem, które wywołuje jednocześnie strach i współczucie. Jak tam jest naprawdę? O to zapytałam Beatę Liszewską, głównego koordynatora hospicjum na terenie powiatu kartuskiego.

Jak długo już jeździcie do hospicjum w Gdańsku-Wrzeszczu?

„Do hospicjum jeździmy już 1,5 roku, we wrześniu będą dwa lata. Wszystko zaczęło się od Mariusza Bielawy. Zdobył on kontakt poprzez losowanie w książce adresowej do hospicjum Pallotinum im. Eugeniusza Dutkiewicza SAC w Gdańsku-Wrzeszczu, do którego teraz jeździmy. Przejęłam całą działalność, ponieważ Mariuszowi przybyło obowiązków i brakowało czasu.”

Ile osób jeździ do hospicjum?

„W zasadzie jeżdżę tam parę razy w tygodniu. Jeździ też ze mną około 10 osób na akcje. Jesteśmy na oddziale, rozmawiamy z chorymi, pomagamy sprzątać, dbać o nich.”

Czy każdy z was ma swojego podopiecznego?

„To nie jest tak. Ja np. wybieram sobie parę osób, z którymi nawiązuje kontakt. Jest tam taka rotacja, że jednego dnia kogoś nie ma, a drugiego jest już nowa osoba. Dużo osób niestety odchodzi.”

Przeżycie związane z hospicjum, które najbardziej zapadło ci w pamięć?

„No na pewno nie zapomnę Tomka, którym się opiekowałam. Miał 19 lat i był chory na białaczkę. Jeździłam do niego co dwa, trzy dni. Trwało to trzy tygodnie, potem niestety odszedł. Dowiedziałam się o tym kiedy byłam w telewizji. Byliśmy wtedy na realizacji programu „Od przedszkola do Opola”. Dla mnie to było straszne i długo to przeżywałam.

Czy Twoim zdaniem do śmierci można się przyzwyczaić?

„Ja bardzo dużo zrozumiałam jeżdżąc do hospicjum. Nie wiem, czy można się do tego przyzwyczaić, to jest straszne. Szczególnie, jeśli się z kimś zwiążesz. Na przykład ludzie chorzy na nowotwór, wiadomo, że jest to taka choroba, że „dzisiaj jesteś, a jutro cię nie ma. Nasze życie w jakiś sposób zawsze się zmienia, jeśli ktoś odejdzie. Staramy się przy nich być, pytać czy czegoś im potrzeba, czy w czymś pomóc.”

Czy można takich ludzi w jakiś sposób pocieszyć, jak z nimi rozmawiacie?

„Nie można ich oszukiwać, że nie umrą. Ja staram się unikać takich rozmów z pacjentami. Jeżeli przywiąże się do jakiejś osoby, mam z nią dobry kontakt, to dla mnie to jest straszne... opowiadanie o tym... pocieszanie – staram się tego unikać. Jak ktoś zaczyna rozmawiać na ten temat to staram się przechodzić na inny. Oni wiedzą, że umrą. Taka rozmowa jest trudna. Pamiętam panią Stanisławę z Lublina, dla której przygotowaliśmy wieczorek autorski. Potem powiedziała mi, że spełniliśmy jej ostatnie marzenie. Przez przygotowanie tego wieczorku bardzo się do siebie zbliżyłyśmy. Zabolało mnie to, że nie powiadomoli mnie o jej śmierci. Dowiedziałam się po dwóch tygodniach. To było na początku jak zaczęliśmy jeździć, teraz jak ktos umrze, to dzwonią i nam mówią.”
Co możesz powiedzieć o ludziach z hospicjum?
„To osoby, które są otwarte na wszystko. Sami nam proponują jak możemy im zorganizować czas np. wyjście na spacer, spotkania, wieczorki.

Jesteście młodzi, pełni życia. Czego można się nauczyć będąc z ludźmi, którzy są w hospicjum?

„Na pewno cierpliwości. Uczymy się respektować życie, cenić je.”

Czy są wolontariusze, którzy raz tam pojechali i zrezygnowali?

„Nie spotkałam się z czymś takim, jeśli chodzi o nasz klub, młodzież. To oni chcą jeździć i proszą, żebym z nimi jechała. Jest to na takiej zasadzie, że jestem głównym koordynatorem hospicjum na naszym terenie i beze mnie nie mogliby pojechać. Tam mogą być osoby, które skończą 18 lat i są po kursie wolontariatu medycznym. Ja jestem po takim kursie i w ten sposób jestem ich opiekunem.”

Myślisz, że do hospicjum mógłby pojechać każdy? Czy trzeba być odpornym, jakoś przygotowanym na spotkanie z pacjentami z hospicjum?

„Była osoba, która nie mogła wejść nawet na salę. To ją odpychało. Została ona wolontariuszem akcyjnym, czyli pomagała przy organizowaniu wieczorków, spotkań.”

Jak reagują osoby, które przyjeżdżają tam pierwszy raz?

„Nie wiem jak inni, ale pamiętam jak ja pierwszy raz tam przyjechałam. To dla mnie to było straszne. Nie mogłam na to patrzeć. Jednak po dwóch godzinach wszystko się zmieniło. Poznawałam ludzi, którzy tam leżą. Oni są tak super, że chce się tam jeździć. Jest tam teraz taka pani z Dzierżążna, pani Irena, która ma w sobie tyle życia, radości, że możnaby z nią „konie kraść”. Zawsze, jak przyjeżdżamy to krzyczy na całą salę „O Kartuzy przyjechały”! Wbrew przekonaniu, że hospicjum jest miejscem, gdzie ludzie umierają, okazuje się, że oni strają się cieszyć życiem, tym czasem, który im pozostał. Tam zawsze jest taki gwar, że jak wejdziesz to można ogłuchnąć. W hospicjum jest 37 łóżek i wszystkie są zajęte. Ludzie, którzy myślą o śmierci, zadręczają się tym, szybciej odchodzą.”

Byłaś kiedyś obecna przy tym jak ktoś umiera?

„Tam jest tak, że wiadomo kiedy ktoś odchodzi. To widać nawet po samym człowieku. Zmienia się wygląd twarzy, nos się wydłuża. Wszyscy się krzątają koło tej osoby. Jak umiera to zapala się święcę i w ciszy żegna z tą osobą. Nie jest to przyjemne.”

Czy inni mieszkańcy, jak ktoś odchodzi, to przychodzą pożegnać tą osobę?

„Nie. Kiedy ktoś umiera zabierają go do innego pokoju, żeby inni tego nie widzieli, żeby się nie załamali. Oni nie myślą o tym, że ktoś obok umiera. Pielęgniarki oszukują też mówiąc, że dany pacjent wyjechał np. do Akademii.

Dla ciebie wyjazdy do hospicjum są już rutyną...

„Tak. Jeśli tam nie jadę, to brakuje mi czegoś. Jak wchodzę do budynku to czuję radość, rozpiera mnie energia, jestem uśmiechnięta od ucha do ucha. Lubię opiekować się ludźmi. To niesamowite uczucie widzieć radość w oczach tych osób, którym się pomaga.”

Dziękuję za rozmowę


Ewelina Karczewska


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Bartosz Kitowski - niezalogowany 2005-05-12 11:40:22

    Gratuluje młodym ludziom odwagi, odwagi do takiej postawy. To piękne!! A Panu Mariuszowi gratuluję pomysłu. Dodano przez J.A. Kartuzy <> w 2005-05-04 09:21 z [80.54.212.117]

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości