Reklama

Albin Miłosz o filmie "Żadnego prawa nie złamałem"

To opowieść o miłości, przetrwaniu i upadku podstawowych wartości. Pokonywaniu własnych słabości, strachu i lęku dla najwyższej wartości - życia. To film o głębokiej wierze, która zawsze dodaje odwagi i sił. O historii powstawania utworu i samym filmie opowiadał Albin Miłosz, naoczny świadek opisywanych wydarzeń oraz przyjaciel obojga bohaterów.

"Żadnego prawa nie złamałem" to film fabularny o wzruszającej historii, która rozegrała się na Kaszubach w latach ostatniej wojny. To historia Marty Koss i Maksa Stroma, którą opowiada Albin Miłosz, mieszkaniec Kiełpina i przyjaciel obojga bohaterów. To opowieść o wielkiej miłości, poświęceniu i walce, którą toczą młodzi ludzie.

Wszystko zaczęło się od starej kapliczki, która powstała w Kiełpinie po drugiej wojnie w okolicy zamieszkania Marty Koss i Maksa Stroma. Zbudowano ją w podzięce za przetrwanie czasów okupacji.

- Pan Andrzej Dudziński, reżyser, nagrywał zdjęcia starych kapliczek na Pomorzu. Dowiedział się, że w Kiełpinie jest jedna z 1946 roku. Postanowił dowiedzieć się czegoś więcej na jej temat. Odwiedził cukiernię, potem mojego szwagra, który skierował go do mnie. Opowiedziałem mu trochę o historii jej powstania - mówi Albin Miłosz.

Po tej rozmowie reżyser zaoferował współpracę Albinowi Miłosz. Zaproponował nakręcenie filmu o całej historii Polki Marty i Żyda Maksa. Jednak nie było to łatwe zadanie. Po trzech rozmowach telefonicznych przyjaciel pary nadal nie chciał wracać do przeszłości. Ostatecznie reżyser postawił go "pod ścianą" i po raz czwarty odwiedził go osobiście z operatorem kamery. Nagranie całej historii zajęło trzy godziny.

- Bałem się jak rodzina to przyjmie. Jest mi trudno odmawiać i mówię tylko to co wiem. Nie cierpię kłamstwa. Cieszę się z tego, że historia ujrzała światło dzienne, że to nie pójdzie w zapomnienie szczególnie w przypadku młodych osób - informuje.

Film opowiada czasy przed okupacją i po okupacji, którą mieszkaniec Kiełpina poznał z opowiadań swojej matki jak również Marty Koss i Maksa Stroma. Jednak zanim zdobył ich zaufanie, wystawiany był na wiele prób.

- Wiele osób zarzuca mi, że nie mogę znać czasów okupacji, bo jestem młody, ale to wszystko jest wiarygodne. Parę poznałem w latach 60. A z tej racji, że w okolicy mieliśmy tylko jeden telefon, kolejny najbliższy mieścił się w Kartuzach bądź w Somoninie, to wiele osób przychodziło i korzystało z niego, między innymi Maks Strom. Był on bardzo komunikatywną i radosną osobą, dlatego opowiadał mi wiele historii. Maks i Marta wystawiali mnie na wiele prób. Często opowiadali rzeczy poufne, o których nikt inny nie mógł usłyszeć. A że ja jestem osobą, która nie przekazuje informacji dalej to z czasem zdobyłem ich zaufanie. Dużo rzeczy sprzed okupacji dowiedziałem się od mojej mamy - zaznacza.

Opowiada on historię dwojga ludzi, którzy poznali się całkowicie przypadkowo. Jednemu z nich groziła śmierć w każdej sekundzie.

- Poznali się już przed wojną. Maks pracował jako brakarz drzewa w Gdańsku. Natomiast Marta i jej ojciec chodzili od kawiarni do kawiarni zarabiając grą na bębnie i śpiewie. Maks był dość majętną osobą. Zawsze jakiegoś grosza wrzucał im do skrzyni. Marta już na samym początku "wpadła mu w oko". W końcu zaprosił ją z ojcem do kawiarenki. I tak to się zaczęło. Potem spotykali się coraz częściej aż w końcu został zaproszony do Kiełpina i po jakimś czasie razem zamieszkali - dodaje.

W 1939 roku wkroczyli Niemcy i nastąpiła likwidacja Żydów. Maks dostał wezwanie do stawienia się na komisariat policji w Kartuzach na określoną godzinę. Ruszył spacerkiem w kierunku Kartuz, a po paru minutach wrócił z powrotem, bo zapomniał różańca, który dostał od mamy i z którym nigdy się nie rozstawał. Spóźnił się na komisariat. Policjanci udali się już na obławę, na zbieranie Żydów. Mundurowy, którego tam zastał był jego przyjacielem i namówił go do ucieczki. Maks skrył się w lesie, w Dębowych Błotach i tam spędził ponad miesiąc, w głodzie i chłodzie. W końcu wrócił do Marty, która kryła go ponad pięć lat. Na terenie posesji w Kiełpinie wybudował około 20 metrowy tunel wyłożony kamieniami, w którym mieszkał i czytał Biblię. Wieczorami mył się, jadł i rozmawiał z Martą w ciemnościach, aby nikt go nie zobaczył. Tak wytrwał do końca okupacji.

- Proszę sobie wyobrazić jak ciężko jest żyć w ukryciu od 1939 roku do 1945 roku, wiedząc o tym, co może go w każdej chwili spotkać. Nikt go nie widział, ani nikt o nim nie wiedział. A po wojnie Żyd się znalazł. Wszyscy byli zaskoczeni tym faktem. A różaniec towarzyszył mu cały czas i to on uratował mu życie - zaznacza nasz rozmówca.

- Jakie to było poświęcenie Maksa, że zaufał tej kobiecie. Jaka tam musiała być miłość. To miłość dwojga ludzi do siebie, Żyda i Polki, inaczej może nawet, Żyda i Niemki. To wiara, którą symbolizuje różaniec. To trzeba pokazywać, to nie może zaginąć - dodaje ich przyjaciel.

Tytuł filmu powstał całkowicie przypadkowo. Podczas spotkania z reżyserem, w czasie opowiadania historii o tym jak Maks wrócił się po różaniec, Albin Miłosz zacytował rozmowę pary, w której Maks powiedział " Ale Marta, żadnego prawa nie złamałem". A reżyser te słowa wybrał na tytuł utworu.

Ekranizacja dokładnie opisuje całą historię Marty i Maksa.

- Po raz pierwszy widziałem film podczas premiery, 3. grudnia na sali sportowej w Zespole Szkół w Kiełpinie. Aktorzy w szczegółach oddają to co ja przekazałem. Widzę autentycznie Martę i Maksa, tylko nie to obejście. Na podstawie mojego opowiadania powstał film. Dla mnie to był szok - dodaje.

Martyna Cichosz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    rosomak - niezalogowany 2015-12-17 10:19:44

    właśnie: przydałyby się jakieś informacje o pokazach. bo on-line pewnie dostępny jeszcze nie jest (mam nadzieję, że kiedyś tak).

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Kaszub7 - niezalogowany 2015-12-17 10:14:55

    Gdzie można ten film obejrzeć lub też pobrać? :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości