Reklama

Armin Wilczewski utytułowany czternastolatek w kickboxingu

Przygodę z kickboxingiem rozpoczął zaledwie trzy lata temu, a na swoim koncie ma już nie lada wyczyny sportowe. Z zawodów, w których do tej pory brał udział, zawsze wraca z mistrzowskimi tytułami. Najbardziej ceni sobie występ w tegorocznym Pucharze Świata w Rimini, gdzie stanął na najwyższym stopniu podium. Trenuje w Kartuskim Klubie Kickboxingu Rebelia pod okiem trenera Patryka Zaborowskiego.

Armin Wilczewski mieszka w Tokarach (gm. Przodkowo). Jest uczniem II klasy gimnazjum w szkole w Czeczewie. W rozmowie z nami wyznał, że od dawna myślał o tym, aby zająć się sportem. Tak też zrobił. Miał tylko dylemat, czy wybrać piłkę ręczną czy kickboxing. Postawił na to drugie, dlatego, że to dyscyplina indywidualna, a to oznacza, że może sam na siebie liczyć. Swojej decyzji nie żałuje.

Jako zawodnik występuje w formule kick light w kategorii kadet. W marcu i październiku tego roku wystąpił w Mistrzostwach Polski w Gdańsku. Dwukrotnie brał udział w Mistrzostwach Polski w Mysiadle. Młody kickbokser uczestniczył już w zawodach poza granicami naszego kraju. W lutym ubiegłego roku walczył w Międzynarodowych Mistrzostwach Litwy w Kickboxingu, a w tym roku tryumfował w Pucharze Świata we włoskim Rimini.

Z wszystkich wymienionych imprez sportowych wracał… ze złotymi medalami.

Wyjątkowo cieszy go złoty medal w Pucharze Świata w Rimini, bo nie przypuszczał, że uda mu się go zdobyć. To było dla niego spore zaskoczenie. Najbardziej musiał się postarać w tegorocznych Mistrzostwach Polski w Mysiadle, bo tam miał aż 14 rywali i stoczył cztery walki, które wygrał. Nie ukrywa, że była to dla niego duża satysfakcja.

- Dorobek medalowy pozwolił władzom PZKB na powołanie mnie do kadry narodowej. Spełniłem szereg wymagań, dzięki temu mogłem pojechać na Mistrzostwa Europy w kickboxingu, które odbyły się w Macedonii tego roku - powiedział Armin Wilczewski.

Swój czas dzieli między treningi, naukę i wyjazdy na zawody. Da się to pogodzić, ale jak sam twierdzi, nie jest łatwo. Po skończeniu gimnazjum chciałby w przyszłości swoją karierę zawodową związać z policją lub wojskiem. Jego największe marzenie? Chciałby zostać mistrzem świata w formule kick - light.

- I tego wszyscy mu życzymy. Trzymamy kciuki, aby Arminowi się powiodło, bo w historii naszej szkoły nie mieliśmy takiego ucznia. Szczycimy się jego sukcesami i jesteśmy z niego dumni - włączył się do rozmowy Jerzy Stachurski, dyrektor szkoły w Czeczewie.

Od dwóch lat na zakończenie roku szkolnego podczas apelu przedstawiane są jego osiągnięcia sportowe. Armin otrzymuje suweniry, a jego rodzice listy gratulacyjne. Kickbokser wyznał, że w tym momencie jest po prostu szczęśliwy, a ponadto takie uznanie dodaje mu energii do dalszej pracy.

- Na przykładzie Armina widać, że wielkie talenty wcale nie muszą się rodzić tylko i wyłącznie w wielkich centrach, one mogą się pojawić w bardzo małych miejscowościach. Otrzymaliśmy w 2012 r. tytuł Szkoły Odkrywców Talentów. To projekt organizowany przez MEN. Uważam, że właśnie taka powinna być misja szkoły - skonstatował dyrektor Jerzy Stachurski.

L.T.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości