Przygodę z kickboxingiem rozpoczął zaledwie trzy lata temu, a na swoim koncie ma już nie lada wyczyny sportowe. Z zawodów, w których do tej pory brał udział, zawsze wraca z mistrzowskimi tytułami. Najbardziej ceni sobie występ w tegorocznym Pucharze Świata w Rimini, gdzie stanął na najwyższym stopniu podium. Trenuje w Kartuskim Klubie Kickboxingu Rebelia pod okiem trenera Patryka Zaborowskiego.
Armin Wilczewski mieszka w Tokarach (gm. Przodkowo). Jest uczniem II klasy gimnazjum w szkole w Czeczewie. W rozmowie z nami wyznał, że od dawna myślał o tym, aby zająć się sportem. Tak też zrobił. Miał tylko dylemat, czy wybrać piłkę ręczną czy kickboxing. Postawił na to drugie, dlatego, że to dyscyplina indywidualna, a to oznacza, że może sam na siebie liczyć. Swojej decyzji nie żałuje.
Jako zawodnik występuje w formule kick light w kategorii kadet. W marcu i październiku tego roku wystąpił w Mistrzostwach Polski w Gdańsku. Dwukrotnie brał udział w Mistrzostwach Polski w Mysiadle. Młody kickbokser uczestniczył już w zawodach poza granicami naszego kraju. W lutym ubiegłego roku walczył w Międzynarodowych Mistrzostwach Litwy w Kickboxingu, a w tym roku tryumfował w Pucharze Świata we włoskim Rimini.
Z wszystkich wymienionych imprez sportowych wracał… ze złotymi medalami.
Wyjątkowo cieszy go złoty medal w Pucharze Świata w Rimini, bo nie przypuszczał, że uda mu się go zdobyć. To było dla niego spore zaskoczenie. Najbardziej musiał się postarać w tegorocznych Mistrzostwach Polski w Mysiadle, bo tam miał aż 14 rywali i stoczył cztery walki, które wygrał. Nie ukrywa, że była to dla niego duża satysfakcja.
- Dorobek medalowy pozwolił władzom PZKB na powołanie mnie do kadry narodowej. Spełniłem szereg wymagań, dzięki temu mogłem pojechać na Mistrzostwa Europy w kickboxingu, które odbyły się w Macedonii tego roku - powiedział Armin Wilczewski.
Swój czas dzieli między treningi, naukę i wyjazdy na zawody. Da się to pogodzić, ale jak sam twierdzi, nie jest łatwo. Po skończeniu gimnazjum chciałby w przyszłości swoją karierę zawodową związać z policją lub wojskiem. Jego największe marzenie? Chciałby zostać mistrzem świata w formule kick - light.
- I tego wszyscy mu życzymy. Trzymamy kciuki, aby Arminowi się powiodło, bo w historii naszej szkoły nie mieliśmy takiego ucznia. Szczycimy się jego sukcesami i jesteśmy z niego dumni - włączył się do rozmowy Jerzy Stachurski, dyrektor szkoły w Czeczewie.
Od dwóch lat na zakończenie roku szkolnego podczas apelu przedstawiane są jego osiągnięcia sportowe. Armin otrzymuje suweniry, a jego rodzice listy gratulacyjne. Kickbokser wyznał, że w tym momencie jest po prostu szczęśliwy, a ponadto takie uznanie dodaje mu energii do dalszej pracy.
- Na przykładzie Armina widać, że wielkie talenty wcale nie muszą się rodzić tylko i wyłącznie w wielkich centrach, one mogą się pojawić w bardzo małych miejscowościach. Otrzymaliśmy w 2012 r. tytuł Szkoły Odkrywców Talentów. To projekt organizowany przez MEN. Uważam, że właśnie taka powinna być misja szkoły - skonstatował dyrektor Jerzy Stachurski.
L.T.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze