Reklama

Autostopowiczka w wieku prawie...90 lat!

14/09/2004 17:16
Moje spotkanie z Józefą Kowalewską - mieszkanką wsi Załęże, w gminie Przodkowo było zupełnie przypadkowe, ale nie żałuję czasu, który poświęciłem na rozmowę z nią. Spotkanie odbyło się w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Przodkowie, gdzie pracownice ośrodka ucięły sobie luźną "pogawędkę" z panią Józefą.

To osoba zupełnie zwyczajna, ale jakżeż kontaktowa, miła w rozmowie i narzucająca poniekąd swój "humorystyczny" styl rozmowy. Co w tym jest szczególnego? - może ktoś zapytać. Po pierwsze - pani Józefa 8 grudnia br ukończy 90. rok życia, po wtóre jest poniekąd znaną - jak sama mówi - autostopowiczką - i wreszcie po trzecie, bierze życie takie, jakie ono jest, pomimo, że nie tak dawno w rodzinie wydarzyła się tragedia. Jej jedyny syn Wacław /lat 50/ popełnił samobójstwo /o tym fakcie pisaliśmy w "Głosie Kaszub".

Posłuchajmy, co mi powiedziała:
-Mieszkałam u syna przez wiele lat, aż do momentu tej rodzinnej tragedii. Teraz jestem u córki Ludwiki Kalkowskiej /zięć to Bronisław/ także w Załężu. Jest mi dobrze, mimo że w rodzinie nie są uregulowane sprawy spadkowe gospodarstwa, ale o szczegółach panu nie będę mówiła, bo to są nasze wewnętrzne, rodzinne sprawy. Przychodzę tutaj do GOPS-u nie tylko po niewielkie pieniądze na lekarstwa czy na zakup opału, ale - musi to pan mocno podkreślić w gazecie - na rozmowy o wszystkim, w których nie uskarżam się na życie. Lubię sobie z paniami porozmawiać i pożartować. Przychodzę tutaj dzięki serdecznym dla mnie kierowcom, którzy na szosie się zatrzymują, gdy macham im ręką jak autostopowiczka i zabierają mnie albo do Przodkowa albo do Załęża . Jeszcze nigdy nie spotkała mnie żadna z ich strony przykrość. Są mili i serdeczni, tak jak obie panie z GOPS-u. A gdy nie widać żadnego auta, to po prostu, zwyczajnie przy kiju, biorę kierunek i maszeruję na własnych nogach. Trochę się męczę, ale to nic! Życie nauczyło mnie być twardzielem. Muszę panu powiedzieć, że czasami w domu tęsknię, gdy długo nie byłam "na wizycie" w GOPS. Nie wiem skąd to się bierze, ale ja lubię rozmawiać z ludźmi, pośmiać się, bo co innego mi w życiu pozostało? A panie są dla mnie doprawdy miłe, traktują mnie jak babcię, bo tak się do mnie zwracają.

-Starszy pracownik socjalny Małgorzata Flis poinformowała, że "babcia" z KRUS-u otrzymuje rentę nieco ponad 300 złotych na kwartał, czyli ciut, ciut ponad 100 zł. miesięcznie. Jej sytuacja finansowa mogłaby się zdecydowanie polepszyć, gdyby były uregulowane sprawy spadkowe gospodarstwa /około 9,0 ha/, bo wówczas otrzymałaby od nas ok. 700 złotych, czyli emeryturę i zasiłek pielęgnacyjny. Na razie jest tak jak jest, ale my "babcię" absolutnie nie namawiamy do załatwienia spraw spadkowych, bo w jej sytuacji to dość skomplikowane sprawy, a nam mieszać się do takich sytuacji nie tylko nie wypada, ale nie wolno. Pani Małgosia dodaje, że do chwili tragicznej śmierci syna "babcia" była osobą bardzo żywotną i rzadko z jej twarzy znikał uśmiech. Obecnie owszem, jest w dalszym ciągu kobietą z wigorem, ale nieco "przytłamszona", a co najgorsze zaczyna tracić pamięć.

Z zawodu "babcia" jest krawcową, ale w życiu bardzo się natrudziła, bo żadną robotą na gospodarstwie się nie brzydziła. Słuchając jej opowiadań o ciężkiej pracy na roli i w oborze, nie trudno sobie uzmysłowić co w życiu przeżyła. Mimo podeszłego wieku i ogromnie stresujących przeżyć, szczególnie po utracie syna, pani Józefa się nie poddaje i mówi: - Już nic w swoim życiu nie zmienię. Jestem za stara i nie mam już takiego zdrowia, a pożyję tak długo, jak będzie chciał pan Bóg.
"Babcia" do życia ustosunkowana jest pozytywnie, nikomu nie stoi w drodze, ale potrafi słuchać ludzi wyciągając dla siebie wnioski. To rzeczywiście rzadkość w naszym codziennym, szarym życiu.

Na zakończenie naszej, przyznacie państwo ciekawej, ale krótkiej rozmowy, powiedziała coś, co powinno dotrzeć do obecnego pokolenia ludzi, a mianowicie: - Pycha i zarozumiałość w życiu tylko przeszkadza, a pracować trzeba, póki sił starcza!

Tę życiową mądrość nie ona wymyśliła, ale zawsze ją stosowała i poleca nam wszystkim. Dla porządku dodam, że jej panieńskie nazwisko to Plichta i urodziła się przed 90 laty w Kosowie /gmina Przodkowo/. Mąż Paweł zmarł 20 lat temu.

/dom/
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości