Moje spotkanie z Józefą Kowalewską - mieszkanką wsi Załęże, w gminie Przodkowo było zupełnie przypadkowe, ale nie żałuję czasu, który poświęciłem na rozmowę z nią. Spotkanie odbyło się w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Przodkowie, gdzie pracownice ośrodka ucięły sobie luźną "pogawędkę" z panią Józefą.
To osoba zupełnie zwyczajna, ale jakżeż kontaktowa, miła w rozmowie i narzucająca poniekąd swój "humorystyczny" styl rozmowy. Co w tym jest szczególnego? - może ktoś zapytać. Po pierwsze - pani Józefa 8 grudnia br ukończy 90. rok życia, po wtóre jest poniekąd znaną - jak sama mówi - autostopowiczką - i wreszcie po trzecie, bierze życie takie, jakie ono jest, pomimo, że nie tak dawno w rodzinie wydarzyła się tragedia. Jej jedyny syn Wacław /lat 50/ popełnił samobójstwo /o tym fakcie pisaliśmy w "Głosie Kaszub".
Posłuchajmy, co mi powiedziała:
-Mieszkałam u syna przez wiele lat, aż do momentu tej rodzinnej tragedii. Teraz jestem u córki Ludwiki Kalkowskiej /zięć to Bronisław/ także w Załężu. Jest mi dobrze, mimo że w rodzinie nie są uregulowane sprawy spadkowe gospodarstwa, ale o szczegółach panu nie będę mówiła, bo to są nasze wewnętrzne, rodzinne sprawy. Przychodzę tutaj do GOPS-u nie tylko po niewielkie pieniądze na lekarstwa czy na zakup opału, ale - musi to pan mocno podkreślić w gazecie - na rozmowy o wszystkim, w których nie uskarżam się na życie. Lubię sobie z paniami porozmawiać i pożartować. Przychodzę tutaj dzięki serdecznym dla mnie kierowcom, którzy na szosie się zatrzymują, gdy macham im ręką jak autostopowiczka i zabierają mnie albo do Przodkowa albo do Załęża . Jeszcze nigdy nie spotkała mnie żadna z ich strony przykrość. Są mili i serdeczni, tak jak obie panie z GOPS-u. A gdy nie widać żadnego auta, to po prostu, zwyczajnie przy kiju, biorę kierunek i maszeruję na własnych nogach. Trochę się męczę, ale to nic! Życie nauczyło mnie być twardzielem. Muszę panu powiedzieć, że czasami w domu tęsknię, gdy długo nie byłam "na wizycie" w GOPS. Nie wiem skąd to się bierze, ale ja lubię rozmawiać z ludźmi, pośmiać się, bo co innego mi w życiu pozostało? A panie są dla mnie doprawdy miłe, traktują mnie jak babcię, bo tak się do mnie zwracają.
-Starszy pracownik socjalny Małgorzata Flis poinformowała, że "babcia" z KRUS-u otrzymuje rentę nieco ponad 300 złotych na kwartał, czyli ciut, ciut ponad 100 zł. miesięcznie. Jej sytuacja finansowa mogłaby się zdecydowanie polepszyć, gdyby były uregulowane sprawy spadkowe gospodarstwa /około 9,0 ha/, bo wówczas otrzymałaby od nas ok. 700 złotych, czyli emeryturę i zasiłek pielęgnacyjny. Na razie jest tak jak jest, ale my "babcię" absolutnie nie namawiamy do załatwienia spraw spadkowych, bo w jej sytuacji to dość skomplikowane sprawy, a nam mieszać się do takich sytuacji nie tylko nie wypada, ale nie wolno. Pani Małgosia dodaje, że do chwili tragicznej śmierci syna "babcia" była osobą bardzo żywotną i rzadko z jej twarzy znikał uśmiech. Obecnie owszem, jest w dalszym ciągu kobietą z wigorem, ale nieco "przytłamszona", a co najgorsze zaczyna tracić pamięć.
Z zawodu "babcia" jest krawcową, ale w życiu bardzo się natrudziła, bo żadną robotą na gospodarstwie się nie brzydziła. Słuchając jej opowiadań o ciężkiej pracy na roli i w oborze, nie trudno sobie uzmysłowić co w życiu przeżyła. Mimo podeszłego wieku i ogromnie stresujących przeżyć, szczególnie po utracie syna, pani Józefa się nie poddaje i mówi: - Już nic w swoim życiu nie zmienię. Jestem za stara i nie mam już takiego zdrowia, a pożyję tak długo, jak będzie chciał pan Bóg.
"Babcia" do życia ustosunkowana jest pozytywnie, nikomu nie stoi w drodze, ale potrafi słuchać ludzi wyciągając dla siebie wnioski. To rzeczywiście rzadkość w naszym codziennym, szarym życiu.
Na zakończenie naszej, przyznacie państwo ciekawej, ale krótkiej rozmowy, powiedziała coś, co powinno dotrzeć do obecnego pokolenia ludzi, a mianowicie: - Pycha i zarozumiałość w życiu tylko przeszkadza, a pracować trzeba, póki sił starcza!
Tę życiową mądrość nie ona wymyśliła, ale zawsze ją stosowała i poleca nam wszystkim. Dla porządku dodam, że jej panieńskie nazwisko to Plichta i urodziła się przed 90 laty w Kosowie /gmina Przodkowo/. Mąż Paweł zmarł 20 lat temu.
/dom/
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze