Reklama

Barbara Kąkol: Bo kim jest człowiek, który nie zna swojej przeszłości?

To już 10 lat od kiedy na fotelu dyrektora Muzeum Kaszubskiego w Kartuzach zasiadła Barbara Kąkol. Zapraszamy na drugi z cyklu wywiad z panią Barbarą, w którym rozmawiamy o historii, tożsamości i wspomnieniach.

Gracjana Pòtrëkùs: Przyglądając się zgromadzonym w muzeum eksponatom, możemy poczuć, jak bardzo świat się zmienił. Te przedmioty były powszechnie używane jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Na niektórych drewnianych narzędziach możemy zauważyć ślady dłoni, które trzymały je przez dekady życia. Były świadkami codzienności konkretnych ludzi, historii prawdziwych rodzin. Niezliczonych godzin pracy i snu. Czy ma Pani swój ulubiony przedmiot? Jakie myśli i uczucia on w Pani rozbudza?

Barbara Kąkol: Tak, pokażę Pani kołyskę. Ogromnie lubię ten eksponat. W tej kołysce niegdyś rosły i spały dzieci. Mama, która była w domu, przede wszystkim dbała o bezpieczeństwo swoich pociech. I kiedy tuliła je do snu, zawsze była blisko. Mogła wykonywać przy tym wszystkie swoje obowiązki, robić na drutach czy obierać ziemniaki. I jak tylko coś się działo, to kołysała tego swojego małego człowieka, którego miała przecież w sercu. Kołyski były różne, ta stoi na podłodze, ale były też w domach podwieszane kołyski.

Reklama

Ten przedmiot jest stary, dwustuletni. Bardzo dużo dzieci właśnie w tym łóżeczku spało, bo przecież jedno po drugim się wychowywało. Jedno po drugim i nosiło buty, i miało łóżko. I to nie było tak, że się tę kołyskę odkładało. Gdy przychodziło kolejne pokolenie to dostawało tę kołyskę w posagu. Mnie to zawsze wzrusza.

G.P.: Historie o ludzkim życiu opowiadają fotografie, listy, ale też przedmioty. Myśli Pani, że stare przedmioty posiadają w sobie moc przenoszenia w czasie?

B.K.: Myślę, że tak. Możemy przywołać wspomnienia poprzez przedmiot. Nieraz słyszymy jak goście muzeum mówią “w moim domu też tak było”.

Reklama

Czytałam kiedyś wywiad, w którym pewien znany człowiek został zapytany “gdybyś miał coś zabrać z przeszłości, co by to było?”. Odpowiedział, że nieuchronnie stracił pamiątki po dziadkach. Dużo by dał, żeby je odzyskać i bardzo go ciekawi, czy ktoś się nimi zajmuje. Był to telefon - przedmiot, który miał dla niego ogromne znaczenie, bo kiedyś w słuchawce odzywała się jego babcia. Gdyby mógł na ten telefon jeszcze raz spojrzeć, zobaczyłby na nowo całą tę historię. 

Czasami jest tak, że wyrzucamy wszystko, bo się nie przyda, albo może w złości. A później po latach szukamy pamiątek po kimś bliskim, kogo już nie ma. Jakieś wieczne pióro czy zwyczajny kubek, w którym ta osoba piła kawę, po latach staje się najważniejszym przedmiotem. 

Reklama

G.P.: Jak czas zmienia perspektywę, prawda?

B.K.: I właśnie po to jest muzeum.

G.P.: A czy są takie przedmioty, których przeznaczenia nikt już nie pamięta?

B.K.: Starsze pokolenie często wie o eksponatach więcej niż ja, natomiast zdarza się, że młode pokolenie nie zna tych przedmiotów. Zawsze kiedy przyjmujemy do muzeum nowe eksponaty, pierwszym moim pytaniem jest “Do czego to służyło?”. I tak na przykład niedawno otrzymaliśmy nietypową siekierę i okazało się, że jest to siekiera do lodu.

Dla odwiedzających często zagadkowe są instrumenty kaszubskie - nie każdy wie czym jest knara. Mamy też takie nożyce do ucinania knotów, które posiadają schowek. Posiadamy gliniane naczynie z otworami. Zazwyczaj odwiedzający myślą, że jest to świecznik, podczas kiedy dawniej służyło ono jako zimowy ogródek. Była tam wsypana ziemia i różne nasiona, np. pietruszka, koper, różne zioła, które później wyrastały z tych otworów.

Reklama

G.P.: A jaką rolę muzeum odgrywa dla współczesnych Kaszubów?

B.K.: Myślę, że jest instytucją pomagającą określić swoją tożsamość, pielęgnować ją, uszanować. My jako muzeum mówimy o trudnej historii kaszubskiej, o tym że Kaszubi jako ludzie w okresie międzywojennym, podczas drugiej wojny światowej i za komuny byli niesłusznie traktowani jako ludzie drugiej kategorii. Dopiero dzisiaj możemy w pełni wziąć swoje losy we własne ręce. 

Dzisiaj młodzi ludzie mają swobodę działalności i tym bardziej ważne jest aby znali swoje korzenie. Bo kim jest człowiek, który nie zna swojej przeszłości? Nie wie kim jest. Trudno mu budować cokolwiek, skoro nie zna swojej tożsamości. A jeśli ktoś się od niej odcina, to uważam, że ona prędzej czy później do niego wróci.

Reklama

W szkołach historia Kaszubów jest bardzo powierzchownie opowiedziana i nie dla wszystkich uczniów dostępna. Więcej młodych Kaszubów poznaje swoją historię poprzez historie rodzinne, i wtedy może te losy głębiej przeżyć, jako właśnie losy rodzinne. My jako muzeum mamy misję pielęgnować kaszubską historię. Dlatego zapraszamy naocznych świadków. Na przykład w 2024 r. podczas promocji wydanej przez nas publikacji “Zbrodnia pomorska” pojawiła się pani Alicja Bieniek - córka zastrzelonego w Kaliskach ojca. Ze łzami w oczach opowiadała jak jako mała dziewczynka brała udział w ekshumacji, jakie było to dla niej trudne doświadczenie. Wszyscy na sali ogromnie się wzruszyli. A dla niej to był zawsze ogromny kłopot żeby o tym mówić, ale mimo wszystko odważyła się publicznie podzielić tym, co zapamiętała. Na sali była młodzież, która właściwie nigdy nie słyszała tej historii, nie wiedziała, że na Kaliskach rozstrzeliwano ludzi.

Takich historii jest więcej. Jeśli czas mi pozwala to chętnie podejmuję prace badawcze nad historią poszczególnych miejscowości naszego powiatu. Mam plan pójść do domów, wysłuchać historii.

Reklama

Młodzi ludzie chcą poznawać swoją historię, tylko trzeba im ją w odpowiedni sposób opowiedzieć. Też znaleźć ten wspólny czas na rodzinne opowieści. I nie mówię tutaj tylko o historiach wojennych, ale też na przykład o tych PRL-owskich, kiedy na przykład niejeden gospodarz siedział w więzieniu za to, że nie dostarczył władzom odpowiedniej ilości zboża, mimo, że więcej mu nie urosło na polu. Jako muzeum cały czas mamy co opowiadać. Kolejne dekady, kolejne pokolenia mają swoją historię.

Współpracujemy z wieloma autorami i instytucjami aby wspólnie upamiętnić lokalną historię. Jako przykład podam, że szykujemy się do wydania Kroniki Szkolnej z gminy Chmielno pisanej przed I wojną. Zawiera ona m. in. opisy wejścia wojsk. Jest pisana Szwabachą

Reklama

Dla mnie bardzo ważne było też spotkanie, na którym wysłuchaliśmy reportaż dźwiękowy o Else Pintus. Jest to historia kartuska i chmieleńska, gdzie Żydówka z Kartuz ukrywa się przed wojną. Ostatecznie przeżyła Holokaust. Bo przecież Kaszuby nie były żadną bezludną wyspą, tutaj żyły też inne społeczności.

Nie zapominajmy, że Kaszuby od zawsze były wielokulturowe. Dla nas ważne jest aby osoby mieszkające tutaj i nie identyfikujące się z kaszubską kulturą mogły po prostu poznać nasze dziedzictwo. Pokazujemy Kaszuby nie tylko przez pryzmat Kaszëbsczich Nót i tabaki, ale też odkrywamy tę bardziej skrytą kulturę i tożsamość - tę którą Kaszuba zachowuje dla siebie.

Reklama

G.P.: Czy można powiedzieć, że dzięki muzeum łatwiej nam określić, co jest nasze, a co obce?

B.K.: Myślę, że jak najbardziej. Czasem zachłystujemy się podczas podróży jakąś obcą kulturą. Zachwyca nas jakaś potrawa czy jakiś festiwal. I potem zastanawiamy się czy my znamy swoje.

G.P.: I to jest bardzo potrzebne żeby oba doświadczenia mieć. Dla mnie na przykład ważna była wystawa sztuki koreańskiej, która odbyła się tutaj w muzeum. Usłyszeliśmy wtedy opowieść o tradycyjnej koreańskiej sztuce walki. To było tak inne, a jednocześnie takie bliskie, kiedy gość opowiadał o tym, że im też kultura dominująca czegoś zakazała, że zakazano im walczyć, że ta tradycja o mały włos przepadła. 

Reklama

B.K.: Prawda? A proszę zobaczyć jak Koreańczycy szanują swój język. Jest to ich skarb narodowy. Jaką dbałość mają o ten język i o tradycyjną kaligrafię. Koreańska kaligrafia została wpisana na listę Dziedzictwa Kultury UNESCO za wysokie wartości lingwistyczne, kulturowe i ideowe. Ja też sobie wtedy pomyślałam “A z czego Kaszubi słyną?”.

G.P.: Czy zgodzi się Pani pokazać muzeum od zaplecza? Czy możemy zajrzeć na strych? I najważniejsze pytanie: czy aby na strychu nie mieszka Straszk*?

*Straszk - duszek kaszubski, o którym czytamy w powieści “Żëcé i przigòdë Remùsa”.

Reklama

B.K.: Z wielką chęcią pokażę muzeum od zaplecza. W piwnicy znajdują się magazyny i sale warsztatowe, a dawniej było tam więzienie UB, więc to jest też taka przestrzeń, która mogłaby dużo opowiedzieć. W miejscu tym katowano Kaszubów podejrzewanych o niechęć do systemu komunistycznego.

Strych. Na strychu na pewno mamy Straszka. Kiedyś syn założyciela muzeum, pan Andrzej Treder, opowiadał, że na strychu straszy. Sam bał się tu spać (niegdyś na strychu znajdował się pokoik, w którym mieszkał założyciel Franciszek Treder).

Z kolei na belkach więźby dachowej znaleźliśmy dużo nadpalonych dokumentów. Franciszek Treder był osobą ogromnego zaufania. Po wojnie ludzie przychodzili do niego i przekazywali mu dokumenty, które on miał skrzętnie schować. Były to m. in. podpisane Volkslisty. Nie wiemy, kto te dokumenty spalił ale zostawił strzępki. Bez nazwisk.

G.P.: Od kilku lat muzeum może się pochwalić obecnością nowoczesnych technologii. Jest wystawa Virtual Reality o kaszubskich legendach. Jest wirtualny spacer na stronie internetowej. W jaki sposób współczesne technologie pomagają w opowiadaniu o tradycji?

B.K.: Wystawa z rozszerzoną rzeczywistością ma za zadanie opowiadać o Kaszubach poprzez legendy i zabawę. Jest to wystawa interaktywna. Po pobraniu aplikacji możemy doświadczyć, jak świat legend ożywia się. Nagle znajdujemy się na kaszubskim podwórku, jest pies, który szczeka, jakaś białka wyplata kosze, widzimy dawne życie codzienne. Doświadczamy też piękna grafik Małgosi Walkosz-Lewandowskiej, które zostały naniesione na lniane płótna. Nieprzypadkowo pojawia się len - uprawa i tkanie lnu były jedną z tradycyjnych dziedzin obecnych na Kaszubach. A my poprzez ten len ukazujemy historię.

Mamy też wystawę ukazującą wnętrze kamienicy mieszczańskiej, którą możemy oglądać poprzez okulary VR. Tutaj zapraszamy zwiedzających do wejścia do wnętrza dawnej kartuskiej kamienicy, takiej w której było kilka mieszkań i jedna wspólna łazienka. Oglądamy piękny salon, porcelanę, srebrne naczynia - widzimy to wszystko poprzez okulary oculusy.

A na wirtualny spacer po salach muzeum zapraszamy tutaj.

G.P. Czy oprócz przedmiotów muzeum gromadzi też nagrania i filmy?

B.K.: Posiadamy filmy, fotografie i nagrania. Wydaliśmy audiobooka “Bajki kartuskie” w podwójnej wersji językowej, które udostępniliśmy także na kanale YT. Stworzyliśmy projekt Archiwum Pandemii na Kaszubach do posłuchania tutaj.

Mamy też pomysł na to, żeby współpracować z Radio Gdańsk. Jest tam bardzo dużo nagrań w archiwum i ostatnio pani red. Tatiana Slowi przekazała nagranie Franciszka Tredera - twórcy muzeum. Dysponujemy też nagraniami m. in. św. p. Tadeusza Makowskiego jak oprowadza po muzeum. On był tutaj kiedyś przewodnikiem. Poprzez takie dokumenty możemy jeszcze raz doświadczyć człowieka, przywołać wspomnienia. Kiedy słyszymy znajomy głos, czujemy się jakby był tuż obok, myślimy “jest obecny”.


c.d.n.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/01/2025 21:52
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości