Koszykarze Bat-u Sierakowice po raz drugi już w tym sezonie pokonali ekipę Sokoła Kartuzy. Potwierdzili tym samym, że są najlepszą drużyną w powiecie kartuskim. Podobnie jak miało to miejsce w grudniu w Kartuzach i tym razem oba zespołu pokazały zaciętą walkę, a szala zwycięstwa przechyliła się na korzyść sierakowiczan dopiero w ostatniej kwarcie. Ostatecznie Bat zwyciężył 74:69.
To był naprawdę niezły pokaz basketu. Choć lokalnym koszykarzom daleko do popisów samego Lebrona czy Kobe"ego, mecz mógł się podobać. Nie brakowało w nim udanych akcji, szybkich kontrataków i przede wszystkim walki o zwycięstwo. Nawet tradycyjnie już seriami popełniane błędy nie rzucały się aż tak w oczy, choć to one głównie przesądziły o losach derbowej potyczki.
Zaczęło się zgodnie z przewidywaniami, a więc od gładkiego prowadzenia gospodarzy, którzy po pierwszej kwarcie mieli już dziesięć punktów przewagi. Tak mocne otwarcie, ustawiło, zdawać by się mogło, dalszy przebieg meczu. Nic z tych rzeczy! Po krótkiej przerwie Sokół wyszedł na parkiet odmieniony i zaczął systematycznie odrabiać straty. Zadanie miał utrudnione, bo na ławce siedziało zaledwie dwóch rezerwowych, ale z każdą minutą przewaga Batu topniała w oczach. Pod koniec pierwszej połowy wynosiła ona już tylko pięć punktów, a miejscowi prowadzili jeszcze 41:36.
To co stało się w trzeciej kwarcie przerosło chyba nawet najśmielsze oczekiwanie zawodników Sokoła. Tę partię zwyciężyli bowiem różnicą aż czternastu „oczek”. Na parkiecie brylował Piotr Kryszewski, który w całym meczu rzucił 28 punktów. Nieco słabiej niż zwykle spisywał się natomiast Mariusz Markowski. W całym meczu uzbierał on zaledwie 7 punktów. Wszystko wskazywało jednak na to, że nie przeszkodzi to podopiecznym Tomasza Sikory w odniesieniu dość niespodziewanego zwycięstwa nad wyżej notowanym rywalem.
Wychodzący na ostatnią odsłonę meczu kartuzianie mieli dziewięciopunktową zaliczkę, a i postawa gospodarzy nie wskazywała, aby cokolwiek miało jeszcze odwrócić losy meczu. A jednak! Sygnał do ataku dał miejscowym Kamil Izraelski, najlepszy zawodnik pierwszego spotkania obu zespołów. Trafiać zaczęli też celniej Łukasz Kordunowski i długo nieobecny w składzie Bat-u Waldemar Makurat. Po drugiej stronie kosza z kolei dało o sobie najwyraźniej znać zmęczenie. Przyjezdni przez dziesięć minut powiększyli swój dorobek punktowy o zaledwie 11 oczek, tracąc przy tym 25.
W efekcie sierakowiczanie nie tylko odrobili straty, ale i odskoczyli rywalom na tyle, by spokojnie dowieźć komplet punktów do końcowej syreny. Niesamowity mecz skończył się ósmą wygraną Bat-u, który na kolejkę przed końcem sezonu wciąż zachowuje szansę na czwarte miejsce w tabeli. Sokoła z kolei do samego końca czeka rywalizacja z Neptunem Gdańsk o przedostatnią lokatę w stawce.
Komentarze