Jeszcze dekadę temu wielu rolników towarowych traktowało „biologię” z przymrużeniem oka, rezerwując ją dla upraw ekologicznych lub hobbystycznych ogródków. Dziś sytuacja zmienia się dynamicznie. Wycofywanie kolejnych substancji czynnych przez Komisję Europejską oraz rosnąca odporność szkodników na konwencjonalną chemię sprawiają, że musimy szukać nowych rozwiązań.
Czy jednak biologiczne środki ochrony roślin (które znajdziesz między innymi tutaj: https://www.syngenta.pl/produkty-biologiczne) są w stanie poradzić sobie na kilkuset hektarach pszenicy, rzepaku czy kukurydzy? Odpowiedź nie jest czarno-biała, ale jedno jest pewne: nowoczesna agrotechnika nie może ich dłużej ignorować. To nie jest kwestia mody, ale twardej kalkulacji ekonomicznej i zarządzania ryzykiem.
Współczesne rolnictwo stoi pod ścianą. Z jednej strony mamy rosnące wymagania konsumentów i sieci handlowych co do pozostałości pestycydów, z drugiej – coraz węższą paletę skutecznych insektycydów i fungicydów. Do tego dochodzi natura, która nie znosi próżni.
Główne argumenty za włączeniem preparatów biologicznych do technologii wielkoobszarowej to:
przełamywanie odporności – biologiczne środki ochrony roślin działają zazwyczaj w zupełnie inny sposób niż chemia (np. pasożytnictwo, konkurencja o miejsce, antybioza). Włączenie ich do rotacji to najskuteczniejsza strategia antyodpornościowa, pozwalająca „odpocząć” substancjom chemicznym.
brak pozostałości – to potężny atut handlowy. Stosując preparaty biologiczne w ostatnich fazach przed zbiorem, nie musisz martwić się o okres karencji czy przekroczenie MRL (Najwyższych Dopuszczalnych Poziomów Pozostałości). Twoje ziarno czy rzepak stają się bardziej atrakcyjne dla wymagających skupów.
bezpieczeństwo dla rośliny – w przeciwieństwie do niektórych „ostrych” mieszanin chemicznych, preparaty biologiczne rzadko wywołują efekt fitotoksyczności, nawet jeśli zostaną zastosowane w trudniejszych warunkach (o ile są to warunki odpowiednie dla samego organizmu pożytecznego).
Największym błędem jest myślenie o ochronie biologicznej jako o „zastępstwie 1:1” dla chemii w każdej sytuacji. W intensywnej produkcji towarowej najskuteczniejszym modelem jest strategia hybrydowa.
Polega ona na tym, że silne uderzenie chemiczne wykonujemy na początku (np. czyszczenie pola herbicydem doglebowym), a biologię wprowadzamy tam, gdzie chemia radzi sobie gorzej lub stwarza ryzyko.
Decydując się na biologiczne środki ochrony roślin, musisz pamiętać, że często pracujesz z żywym organizmem (bakterie, grzyby, owady). Wymaga to zmiany podejścia do techniki zabiegu. To obszar, w którym bardzo łatwo o kosztowne błędy.
Główne zasady aplikacji preparatów biologicznych:
jakość wody i czystość zbiornika – to absolutny fundament. Resztki fungicydów w opryskiwaczu mogą zabić pożyteczne grzyby w preparacie biologicznym, zanim w ogóle trafią na pole. Podobnie twarda woda o niewłaściwym pH może zneutralizować działanie mikroorganizmów.
warunki pogodowe (UV i wilgotność) – największym wrogiem biopreparatów jest promieniowanie UV i susza. Zabiegi należy wykonywać bezwzględnie wieczorem lub w nocy, przy wyższej wilgotności powietrza, co zapewnia przeżywalność mikroorganizmów.
mieszalność – w przeciwieństwie do chemii, gdzie „tank-mixy” są standardem, łączenie biologii z chemią (zwłaszcza fungicydami i insektycydami) wymaga żelaznej dyscypliny i sprawdzenia tabel mieszania.
Przyszłość rolnictwa wielkoobszarowego to nie powrót do motyki, ale inteligentne łączenie najnowszych osiągnięć chemii z potencjałem natury. Biologia w tym układzie nie jest „ekologicznym dodatkiem”, ale pełnoprawnym narzędziem, które – użyte mądrze – po prostu się opłaca.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!