O sporym szczęściu może mówić mały, kilkutygodniowy bocian, zamieszkujący miejscowość Ręboszewo w gminie Kartuzy. Wycieńczony i odrzucony przez dorosłego osobnika został wypchnięty z gniazda na pewną śmierć. Dzięki państwu Ewie i Jackowi Wiśniewskim nie tylko nie zginął, ale wraca powoli do pełni sił.
Wszystko wydarzyło się na początku tygodnia. Przebywający na swojej posesji państwo Wiśniewscy zauważyli niepokojące zachowanie opiekującego się dwójką małych bociana, który uwił sobie gniazdo na starym słupie elektrycznym tuż obok ich obejścia.
- Uchwycił pisklę w dziób i chwilę krążył z nim nad podwórzem, Potem wrócił do gniazda i kilka razy zaatakował małego. Następnie podrzucił go tak, że wypadł z gniazda. Popatrzał tylko jeszcze chwilę na niego z góry i zostawił - relacjonują te dramatyczne wydarzenia państwo Wiśniewscy.
Tak się składa, że oboje prowadzą w Kartuzach salon strzyżenia i pielęgnacji zwierząt, a zwierzątka wszelkiej maści i gatunków to nie tylko ich praca, ale także hobby, pasja i wielka miłość. Stąd wiedzieli jak zająć się poszkodowanym ptaszkiem.
- Myśleliśmy na początku, że nie przeżył upadku z takiej wysokości, ale wysoka trawa najwyraźniej zamortyzowała uderzenie. Co więcej, nic mu się na dobrą sprawę nie stało, nie miał nawet zadrapania. Był jednak wycieńczony i potwornie głodny - dodają nowi opiekunowie boćka.
To właśnie głód był też ich zdaniem główną przyczyną okrutnego zachowania dorosłego bociana. Przeciągająca się susza sprawia, że niezwykle trudno jest o pożywienie i bocian doszedł do wniosku, że nie będzie wstanie nakarmić obu małych. Wybrał więc słabszego osobnika i zrzucił go z gniazda by ten silniejszy miał większe szanse na przetrwanie.
Mały bociek od kilku dnia wraca już do sił w domu państwa Wiśniewskich. Niezmiennie dopisuje mu też wilczy wręcz apetyt. A przyznać trzeba, że kuchnię ma iście królewską. Moczony drób smakuje mu z pewnością równie dobrze co polne żabki.
Co dalej stanie się z uratowanym bocianem - na razie jeszcze nie wiadomo. Pewne jest, że jesienią nie odleci. Przyjęcia go odmówiło zoo, a najbliższy ptasi azyl znajduje się pod Warszawą.
- Póki co zostanie z nami. Najlepszym rozwiązaniem dla niego byłoby jednak jakieś gospodarstwo agroturystyczne, gdzie na zimę znalazłoby się dla niego ciepłe miejsce w chlewiku. Te ptaki nie potrzebują szczególnych wygód - puentuje Ewa Wiśniewska, tymczasowa bociania mama.
Bartek Gruba
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze