Suto zastawiony stół, dzielenie się opłatkiem, śpiewanie kolęd, prezenty i pasterka. Te elementy świątecznej tradycji zapewne hołubi większość z nas. Nie inaczej jest w czteropokoleniowej rodzinie Stefanii Kryszewskiej, mieszkance Borkowa (gm. Żukowo). Seniorka rodu i przedstawiciele każdego pokolenia wspominają przeżyte Wigilie, a przy okazji "odkrywają" zachodzące zmiany w świątecznych obyczajach.
Seniorka rodu, 87-letnia Stefania Kryszewska jest matką trzech córek i syna. Doczekała się 16 wnuków i 18 prawnuków.
- Jakie dostawaliśmy prezenty, gdy byłam dzieckiem? - zastanawia się przez chwilę. - Upominki zawsze jakieś były. W czasach mojej młodości dostawało się słodycze, a do tego przeważnie chusteczki do nosa, skarpetki, a panów obdarowywano krawatami.
W tym momencie na twarzy pani Stefanii pojawia się uśmiech. Widać, że to wspomnienie wyraźnie rozbawiło naszą rozmówczynię.
Przygotowywało się też talerz, w którym znajdowały się orzechy, ciastka i cukierki. Łakocie szybko znikały. Prezenty zaś szukało się pod choinką, którą ozdabiały papierowe łańcuszki, wycinane własnoręcznie gwiazdy, cukierki, jabłka i pierniki. Łakomy kąsek dla dzieci. Za łapczywość można było od rodziców co nieco oberwać.
- A jak wyglądały święta podczas okupacji? - Jedno jest pewne, że w domu była choinka - wspomina pani Stefania. - W czasie wojny była bieda i niczego nie można było kupić - krótko skwitowała tamten czas.
- Gdy ciocia jako mężatka, była już na swoim, przez wiele lat Wigilię spędzaliśmy u Kryszewskich - mówi Maria Dejk. - Mieszkaliśmy po sąsiedzku. Rodzina była liczna i bardzo ze sobą zżyta, więc wspólne Wigilie były naszą rodzinną tradycją.
- Jako dzieci, a były to lata 50. okropnie baliśmy się kolędujących przebierańców - kontynuuje pani Maria. - Gwiazdor wydawał się nam ogromny. Miał słomiany płaszcz i wysoką czapkę, to na nas dzieciach, robiło duże wrażenie. Schowani pod stołem byliśmy wyciągani z kryjówki i stawiani na krześle. W takiej pozycji musieliśmy mówić wiersze lub pacierz, za co dostawaliśmy prezenty.
Wojciech Dunst, zięć pani Stefanii dodaje, że jego najmłodszy syn do 13 roku życia chciał wierzyć w istnienie gwiazdora. Gdy starsze rodzeństwo chciało go z tego wyprowadzać, słuchał z niesmakiem i nie zgadzał się z ich zdaniem. Najwyraźniej nie chciał się dać obedrzeć z marzeń.
Pani Maria przypomniała jedną ze wspólnych wigilijnych kolacji, podczas której zapaliła się choinka. Wyrzucona przez okno wylądowała na podwórzu. Wówczas nie było lampek tylko zwykłe świeczki, więc o zapalenie się drzewka nie było trudno.
Co się tyczy prezentów w czasach jej dzieciństwa "znakiem firmowym" były upominki wykonywane własnoręcznie. Szyte przez mamę lalki, męska część rodziny robiła konie na biegunach lub wózki dla lalek. Pojawiły się też pierwsze pomarańcze.
Janina Drewing, najstarsza córka pani Stefanii dla swoich pociech jeszcze w latach 70. szyła piżamki i sukienki na prezenty, ale zabawki były już ze sklepu. A Urszula Dunst, najmłodsza córka nestorki rodziny z otrzymywanych świątecznych prezentów wspomina sanki i książeczki z serii "Poczytaj mi mamo" oraz kredki.
Obie panie ze swojego kieszonkowego fundowały rodzicom hity czasów PRL-u. Dla mamy perfumy "Być może", a dla taty wodę kolońską przemysławkę.
Całej rozmowie przysłuchują się prawnuki Stefanii Kryszewskiej - Filip i Beniamin Dunstowie. Nie komentują rodzinnych wspomnień, ale daje się zauważyć, że te związane z historią prezentów wydają się im nieco egzotyczne. Trudno się dziwić, skoro w listach (pisane ręcznie) do gwiazdora życzą sobie gier komputerowych, słuchawek i worków sako. Nie mają też nic przeciwko, aby dostać prezent - niespodziankę. Ich tata Szymon do dzisiaj pamięta, że jako sześciolatek otrzymał na święta narty.
U wszystkich na świątecznych stołach będzie cała gama tradycyjnych dań - od ryb w kilku wariantach poprzez pierogi, barszcz aż po ciasta. W tej kwestii przez lata niewiele się zmieniło. Pozostało też dzielenie się opłatkiem, wspólne śpiewanie kolęd i wyprawa na pasterkę. Ze wspomnień rodziny Kryszewskich wynika, że największą metamorfozę przeszły prezenty i dekoracja choinek.
Longina Templin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze