Dla rodziny i przyjaciół było to wyjątkowe święto. W sobotę 1 czerwca hucznie obchodzono bowiem stulecie urodzin mamy, babci i prababci Józefy Pabisiak z Chmielna. Po południu odbyła się uroczysta msza święta, a po niej ponad 80 osób udało się do miejscowej restauracji, by tam bawić się niemal do białego rana.
Z panią Józią (taką formę swojego imienia lubi najbardziej) i jej najbliższymi spotykamy się kilka dni po tym historycznym wydarzeniu. Jubilatka siedząc przy stole, próbuje przywołać w pamięci ciekawe - jej zdaniem - epizody ze swojego długiego życiorysu. Od czasu do czasu pomagają w odpowiedziach córki - Teresa i Krystyna oraz wnuczki - Karolina i Anna.
Na pytanie, czy zdradzi receptę na długowieczność, bez zastanowienia odpowiada: - Zawsze dbałam o swoje zdrowie, kochałam pracować, a co się tyczy jedzenia, to najbardziej lubię… chleb.
- Kiedy zjawiałam się w ogrodzie, na mój widok często słyszałam: "O, ta siekiera stoi" - kontynuuje najstarsza mieszkanka chmieleńskiej gminy.
Na takie dictum wszyscy obecni przy stole uśmiechają się znacząco. Co pani Józia miała na myśli, wyjaśniają córki. Okazuje się, że ich mama zawsze skrupulatnie egzekwowała przydzielone zadania i obowiązki. Nie było migania się. Nic nie uszło jej uwadze. Kontrola była absolutna. Wnuczki dodają, że babcia wymagała dużo od siebie i dlatego nie było z jej strony pobłażania dla innych. Jednocześnie nie brakowało jej poczucia humoru i dystansu do własnej osoby.
Rodzina podkreśla, że seniorka wyjątkowo dbała o czystość i porządek. I to do perfekcji. Jeszcze dzisiaj potrafi poprawić chusteczkę czy serwetkę, bo uważa, że nie leży prawidłowo. Za wspaniałą cechę charakteru uważają wyjątkową wrażliwość na ludzką krzywdę. Nie pozwalała na to, by komuś działo się źle. Gdy tylko mogła, udzielała bliźnim pomocy.
- Mama przestrzegła też tego, aby jedzenie zawsze było o tej samej porze - wspomina najstarsza córka Teresa. - Gdy dorośliśmy i każdy miał własny harmonogram dnia, punktualnie o godzinie 13 były wspólne obiady w niedziele. Dwie godziny później serwowano ciasta i kawę. Dzięki staraniom mamy mieliśmy naszą rodzinną tradycję.
Anna i Karolina Lewickie, wnuczki pani Józi, mieszkają w Irlandii. Przyjazd na setną rocznicę urodzin babci, był dobrą okazją do wspomnień.
- U babci najbardziej cenię jej uniwersalną mądrość życiową - wyznaje pani Karolina. - Pozory, ludzkie opinie co wypada, a co nie, nie miały dla niej znaczenia. Dla niej liczyło się serce, dobroć i przestrzeganie zasad. A nam zawsze powtarzała, że będzie nas kochać, bez względu na to, co byśmy nie nabroili. Nam dawało to poczucie bezpieczeństwa. - Kiedy z siostrą miałyśmy egzaminy, prosiłyśmy babcię o zapalenie świeczki i modlitwę - kontynuuje. - Świadomość tego dodawała nam otuchy, a egzaminy zdawałyśmy bez poprawek.
Wnuczka Ania przyznaje, że dopiero kiedy wyjechała do Irlandii, zdała sobie sprawę, że nigdy nie miała klucza do domu, bo w nim zawsze czekała babcia. Podziwia ją za to, że codziennie wstawała, i to bez budzika, o 6 rano, aby przygotować wnuczkom śniadanie.
Dla obu wnuczek pani Józia jest wzorem dla naśladowania. Dzięki niej dobrze zorganizowany dzień tworzył w domu rytm, porządek, harmonię i stabilizację.
- Nasz mama bardzo dba o babcię, serwuje jej soczki, herbatki, jogurty i inne smaczki - opowiada pani Ania. - Ale są takie wieczory, kiedy babcia Józia prosi o coś porządnego do picia, czyli… odrobinę nalewki. Wówczas mówi, że bez tego nie mogłaby żyć. Najzabawniejsze jest to, że babcia głęboko w to wierzy - uśmiechając się, kończy nasza rozmówczyni.
Józefa Pabisiak urodziła się 1 czerwca 1913 roku w Brudzewku, w powiecie kaliskim. Od 1 kwietnia 1950 roku mieszka w Chmielnie. Doczekała się 7 wnuków i 6 prawnuków.
Longina Templin>/i>
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze