Takie życzenia odśpiewano w czwartkowe przedpołudnie Walerianowi Lidzbarskiemu z Chwaszczyna, który obchodził swoje stuletnie urodziny. Burmistrz Jerzy Żurawicz przekazał jubilatowi życzenia, upominki i kwiaty. Wzniesiono toast, a stulatek osobiście zdmuchnął symboliczne świeczki na urodzinowym torcie.
Na tę wyjątkową uroczystość do rodzinnego domu przyjechały z Niemiec córki - Irena, Jadwiga i Elżbieta z mężami i dziećmi. Gospodarzem imprezy był syn Józef, który po ojcu przejął 15-hektarowe gospodarstwo.
- Schedę po ojcu odziedziczyłem 20 lat temu - wyznał pan Józef. - Wcześniej gospodarstwem zajmował się młodszy brat Zygfryd. - Ale nasz ojciec jeszcze po dziewięćdziesiątce słomę do stajni nosił. Tata kochał swoją pracę.
Podczas naszej rozmowy syn przypominał sobie epizod sprzed sześciu lat, kiedy ojciec - jako pasażer - wsiadł do samochodu, aby znajomemu wskazać drogę na pole, na którym znajdował się pan Józef. Nie brakowało mu wówczas ani sił, ani dobrej orientacji w terenie. Mój rozmówca stwierdził też, że chyba receptą na długowieczność jest zasada - nie przejmować się zbytnio tym, co przynosi los.
Najmłodsza córka Jadwiga Lehmann uważa, że jedną z najważniejszych cech jej ojca była wyjątkowa pracowitość. Do 66 roku życia dorabiał jako palacz w Kąpielisku Morskim w Sopocie. Wracał z nocki i zaczynał "drugi etat" w swoim gospodarstwie.
- Mój ojciec to człowiek bardzo życzliwy i uczynny - drżącym głosem wspomina pani Jadwiga. - Chociaż to odległe czasy, bo byłam wtedy jeszcze w podstawówce, pamiętam jego spontaniczną reakcję, kiedy trzeba było zorganizować dla dzieci kulig. Nie zastanawiał się nawet przez moment, bo nigdy nikomu nie odmawiał pomocy.
Do tej laurki dołączył Jan Lehmann, zięć jubilata, który ujął rzecz krótko: - Złego słowa nie mogę powiedzieć o swoim teściu. I to jest szczera prawda. Natomiast wnuk Ireneusz najmilej wspomina wszystkie wakacje spędzane u dziadka.
Córka Elżbieta Rosenau zawsze podziwiała ojca za to, że miał szczególnie ciepłe podejście do swoich dzieci i wnuków. Zapewne dlatego z łezką w oku wspomina własne dzieciństwo, które nie przeżyli co prawda w dobrobycie, ale na pewno pod troskliwą rodzicielską opieką.
Podobną wizję dzieciństwa ma również córka Irena Trendel. - Tata miał dla dzieci dużo cierpliwości - stwierdziła moja rozmówczyni. - Miał czas na zabawy z nami, pomimo bardzo ciężkiej pracy na roli. Pamiętam, jak nam śpiewał różne piosenki. Na pewno będę go wspominać jako człowieka bardzo łagodnego charakteru.
Dostojny jubilat miał siedmioro (pięć córek i dwóch synów) dzieci, z tym że jedno zmarło jako niemowlę. Doczekał też dziesięciorga wnuków i czworga prawnuków.
Longina Templin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze